Katastrofy. Zapomniane i przemilczane tragedie w powojennej Polsce - Leszek Adamczewski - Recenzje książek z każdej półki - MoznaPrzeczytac.pl
Literatura faktu

Katastrofy. Zapomniane i przemilczane tragedie w powojennej Polsce – Leszek Adamczewski

Katastrofy. Zapomniane i przemilczane tragedie w powojennej Polsce - Leszek Adamczewski

Katastrofy. Zapomniane i przemilczane tragedie w powojennej Polsce
Leszek Adamczewski

Podróżując pociągiem, autobusem lub tramwajem raczej nie zastanawiamy się nad tym, czy będzie to nasza ostatnia podróż. I słusznie, ponieważ – statystycznie rzecz biorąc – do wypadków komunikacyjnych nie dochodzi zbyt często. Dlatego też o wielkim pechu mogą mówić ci, którzy znaleźli się w miejscu i czasie, w którym doszło do tragedii…

Pamięć o ofiarach nieszczęśliwych wydarzeń przywołuje Leszek Adamczewski w książce “Katastrofy. Zapomniane i przeliczane tragedie w powojennej Polsce”. Wielu z nich można by uniknąć, gdyby nie poważne zaniedbania i partactwo. Igranie z losem – prędzej czy później – zbiera krwawe żniwo.

Większość przedstawionych przez autora katastrof wydarzyła się w okresie przed 1989 r., czyli wtedy, kiedy funkcjonowała PRL. Ówczesnej władzy raczej nie zależało na tym, aby informować naród o tragicznych w skutkach wydarzeniach (zakładam, że ze względów wizerunkowych było jej to na rękę). Dlatego też część z nich jest słabo udokumentowana (jak wypadek tramwajowy w Szczecinie w 1967 r., w którym zginęło 15 osób).

Nierzadko w czasie postępowań, mających na celu wyjaśnienie przyczyn wypadków, pojawiały się absurdalne podejrzenia, że stoją za nimi sabotażyści albo wrogowie Polski Ludowej! Dziwne czasy. Jeśli jednak zestawimy je z obecnymi, to trudno nie zauważyć przesytu informacyjnego, którym bombardują nas współczesne media. Dzisiaj, poza dziesiątkami telewizyjnych relacji, mamy jeszcze na bieżąco aktualizowane źródła internetowe, nierzadko przyprawiające o ból głowy… Co za dużo to niezdrowo. I może na tym zakończę swoją dygresję.

Poza wypadkami komunikacyjnymi, w książce pojawia się m.in. relacja z powodzi z lutego 1947 r., którą wywołała nagła odwilż. Znalazł się w niej także opis defilady wojskowej ze Szczecina z 1962 r., kiedy to w wyniku błędów, w tym zbyt dużej prędkości poruszających się maszyn i pozwoleniu ludziom na zajęcie miejsc na ulicy, zginęło siedmioro dzieci. Jeden z czołgów najpierw najechał na przecinające jego drogę tory tramwajowe, by po chwili wpaść w poślizg i wjechać w znajdujący się zbyt blisko tłum.

Do innej tragedii doszło kilka lat wcześniej, kiedy w czasie seansu kina objazdowego w Wielopolu Skrzyńskim w pożarze w przepełnionej świetlicy miejscowej szkoły zginęło aż 58 osób. Z kolei w 1980 r. doszło do największej katastrofy kolejowej w powojennej Polsce w Otłoczynie, która pochłonęła 67 istnień ludzkich.

Wspomniałem tylko o paru tragicznych w skutkach wydarzeniach. W “Katastrofach…” znajdziecie ich o wiele więcej i myślę, że o wielu z nich przeczytacie po raz pierwszy.

Leszek Adamczewski jest dziennikarzem, dlatego mocną stroną jego książki jest barwny, obrazowy i reporterski styl. Do tego skupia się na tym, co najważniejsze, a przy okazji niezwykle umiejętnie korzysta z archiwalnych źródeł informacji. Cytuje tak zręcznie wypowiedzi naocznych uczestników lub świadków wydarzeń, że dopiero lektura skanu fragmentu artykułu prasowego uświadomiła mi ich pierwotne pochodzenie. Wcześniej byłem przekonany, że Adamczewski z nimi rozmawiał.

Zresztą sam autor trzyma się na uboczu, czasami tylko pozwalając sobie na bardzo ostrożny komentarz. Przy okazji przedstawia i rozprawia się z różnymi teoriami spiskowymi, które narosły wokół przedstawionych tragedii. Kto wie, czy nie pojawiły się jako reakcja na niedobór oficjalnych informacji?

W “Katastrofach…” opublikowano zdjęcia z miejsc katastrof. Uwaga! Na niektórych widać ciała ofiar i nie jest to (co oczywiste) przyjemny widok.

W większości przypadków Adamczewski wyjaśnia niuanse, które zadecydowały o tragedii, dzięki czemu łatwiej było mi je przyswoić i przeanalizować. Czasami zdarza się jednak, że o tym zapomina:

“Pomijając już serpentyny, parowóz Ty2 był zbudowany w 1944 roku do jazdy z maksymalną prędkością 80 km/h, a sytuację pogarszało i to, że w tamten wtorek jechał on tendrem do przodu, a w kadzi nie było dużego zapasu wody”.

Nie wiem, czym jest tendr i domyślam się, że zapas wody w parowozie ma znaczenie. Tylko dlaczego?

To jednak nie ma większego znaczenia, ponieważ “Katastrofy…” to w moim odczuciu bardzo rzetelne opracowanie, które wywołuje refleksje nad kruchością życia w obliczu niszczycielskiej siły wypadków. Niestety, prawie w każdym wypadku odpowiedzialność za tragedię ponoszą ludzie. Oby tylko te gorzkie lekcje nie poszły na marne i wyciągnięte wówczas wnioski przyczyniły się do tego, że dzisiaj nie dojdzie do powtórki z historii.

Informacje o książce:
Tytuł: Katastrofy. Zapomniane i przemilczane tragedie w powojennej Polsce
Tytuł oryginału: Katastrofy. Zapomniane i przemilczane tragedie w powojennej Polsce
Autor: Leszek Adamczewski
ISBN: 9788366217201
Wydawca: Replika
Rok: 2019

Sklepik Moznaprzeczytac.pl

Testy koronawirus Lublin

Skip to content