Tajemnica Edwina Drooda - Charles Dickens - Recenzje książek z każdej półki - MoznaPrzeczytac.pl
Recenzje książek

Tajemnica Edwina Drooda – Charles Dickens

Tajemnica Edwina Drooda - Charles Dickens

Tajemnica Edwina Drooda
Charles Dickens

Któż by się spodziewał takiej gratki, jak wydanie przez Replikę ostatniej powieści Karola Dickensa zatytułowanej „Tajemnica Edwina Drooda”. Jako wielbicielka „Olivera Twista”, „Samotni” i, jakżeby inaczej, „Klubu Pickwicka”, a także każdej innej powieści, jaka wyszła spod pióra tego symbolu epoki wiktoriańskiej, ową nieznaną do tej pory, a także z powodu nagłej śmierci mistrza, niedokończoną rzecz, powitałam entuzjastycznie. Zaskoczeń było jeszcze więcej. Przede wszystkim trzy alternatywne zakończenia dopisane przez innych brytyjskich twórców, ale też gatunek, obcy wcześniej Dickensowi, do jakiego można tę powieść przypisać, a mianowicie kryminał. Muszę wspomnieć też o ilustracjach, rycinach, które zawsze zachwycały mnie w starych granatowych wydaniach Czytelnika z lat 50-tych, a które również tu cieszą oko.

Miejscem akcji jest „stare katedralne miasto”, prawdopodobnie wzorowane na Rochester, mieście rodzinnym Dickensa.

„Monotonne, ciche miasto przesączone zapachem przenikającym z katedralnej krypty i tak bardzo obfitujące w klasztorne groby, że dzieci z Cloisterham hodują sałatę na szczątkach opatów, ksień i braciszków zakonnych oraz robią babki z prochów sióstr…”.

I po tych, tak charakterystycznych dla Dickensa słowach, przesyconych sarkazmem stylizowanym na powagę, wpadam już po same uszy w tę prozę, by wyłonić się z niej, niechętnie, wraz z ostatnią stroną. A i wówczas frazy typu „zdeklarowany dżentelmen”, „z nienagannym wdziękiem wychylił szklaneczkę”, partyjki tryk-traka i osobliwe, niepowtarzalne w swej karykaturalnej, przejaskrawionej formie sylwetki bohaterów, długo nie mogą mnie opuścić.

Choć w zamyśle miał to być kryminał, pierwszy w życiu popełniony przez Dickensa, jest to zarazem w każdym calu wiktoriańska powieść. Nakreślone w malowniczy sposób tło społeczne utworu uwzględnia wielość warstw społecznych, charakteryzujących się własną specyfiką. Zarówno urokliwe i inteligentne rodzeństwo, Neville i Helena, o egzotycznych korzeniach i takiejż urodzie, jak rozpieszczony Edwin Drood i jego kapryśna narzeczona, Kicia-Róża, szacowna panna Twinkleton, usiłująca na własny obraz i podobieństwo ułożyć powierzone swej pieczy uczennice, czy też wiecznie pijany i pokryty pyłem kamieniarz Durdles – to postaci ukazane z wielu stron, w rozmaitych życiowych sytuacjach, w których ich najważniejsze przymioty i, po stokroć bardziej dla nas interesujące wady, widać jak na dłoni. Nie muszę chyba wspominać, że każde słowo nosi tu wyraźny dickensowski stempel, co chwila można się też natknąć na ów niepowtarzalny, sardoniczny uśmiech.

To nie pierwsza powieść mistrza celująca strzałą ironii w kler, w jego ciasny umysł, wąskie horyzonty i samozadowolenie, przy których dobre chęci to za mało by stać się dobrym duchownym. Jest też oczywiście miłość, której w wiktoriańskiej powieści zabraknąć nie może. Dwie młode kobiety. Jedna zadziwiająca, o niespotykanych zdolnościach, budzących lęk i niepewność, a jednocześnie mądra i przebiegła. I druga, od zawsze przyrzeczona tytułowemu bohaterowi. Młodzi żyją z tą perspektywą tyle lat, że choć uczucia wcale w nich nie płoną, to siłą przyzwyczajenia nie próbują nawet wyobrazić sobie innej niż wspólna przyszłości.

Tymczasem akcja się zagęszcza. Wokół Róży kręci się już dwóch dodatkowych adoratorów, w tym jeden dość niepokojący, przeszywający pannę ognistym spojrzeniem zawsze, ilekroć ta znajdzie się w polu jego widzenia. To wuj narzeczonego, świecki kantor i nauczyciel muzyki, człowiek o co najmniej dwóch obliczach, John Jasper.

I w momencie gdy zajęci jesteśmy bez reszty miłosnymi dylematami bohaterów, głowimy się, jakie pary się finalnie utworzą, zgadujemy, jakich forteli użyją zakochani, by zdobyć wzajemnie swoje serca, właśnie wtedy znika nasz Edwin Drood, zwany też po prostu Nedem. Znika w iście gotyckim klimacie burzowej, wigilijnej nocy.

Odtąd na pierwsze miejsce wysuwa się pytanie: kto się do tego przyczynił? Czyżby Neville, zazdrosny, po uszy zakochany w Róży? Jednak wciąż dręczy nas jakieś przeczucie nikczemności Jaspera. Atmosfera niesamowicie podkręcona, tajemnica wisi cały czas w powietrzu. Odnajduje się zegarek zaginionego. Czyżby utonął? No cóż, moi drodzy, gdy poznajemy detektywa i myślimy, że wreszcie ktoś dociekliwy i znający się na swojej robocie wyręczy ślamazarne organy ścigania… następuje koniec.

Dickens nagle umiera, pozostawiając powieść w połowie, napisawszy zaledwie 23 rozdziały i nie dawszy nam klucza do rozwiązania zagadki. Ale jakie to rozdziały! Niczym najlepsze wino.

Dalej to już pole dla naszej inwencji, dajmy działać wyobraźni i dopiszmy zakończenie, albo przyjmijmy za nie jedno z tych dopisanych już po śmierci pisarza. Możemy także pozostawić sytuację nierozwiązaną, by towarzyszyła nam w momentach nudy lub przed zaśnięciem, a może okaże się, że w końcu sami wymyślimy coś niebanalnego.

Sklepik Moznaprzeczytac.pl

Laboratorium Genomika

Skip to content