W blasku cieni - Wiktoria Piotrowska - Recenzje książek z każdej półki - MoznaPrzeczytac.pl
Anty-recenzja

W blasku cieni – Wiktoria Piotrowska

W blasku cieni - Wiktoria Piotrowska

W blasku cieni
Wiktoria Piotrowska

Bardzo ciężko jest mi przysiąść do napisania recenzji książki Wiktorii Piotrowskiej „W blasku cieni”. Miałam bowiem nadzieję na powieść ciekawą, pełną świeżości z racji młodego wieku autorki, jednak niestety bardzo się rozczarowałam. Piotrowska ma dziewiętnaście lat, ale to, co miało być według mnie jej atutem, pogrążyło powieść. Zamiast świeżości, młodości i energii otrzymaliśmy tylko sporą dawkę niedoświadczenia zarówno pisarskiego, jak i życiowego.
Najbardziej rozczarowujący w tej pozycji jest jednak brak ogłady redaktorskiej. Wydawnictwo Novae Res, decydując się na wydanie książki tak młodej debiutantki, nie przyłożyło dość starań, aby wycisnąć z książki to, co najlepsze i pomóc młodziutkiej autorce doszlifować zdania, sformułowania, czy usunąć błędy.

Bardzo nie chciałabym podcinać autorce skrzydeł, bowiem sama historia jest dość ciekawa. Brak jej tylko odpowiedniej oprawy pisarskiej. Kiedy zaczęłam czytać tę książkę, poczułam się, jakbym czytała szkolne wypracowanie. Zaczynamy bowiem już na drugiej stronie od opisu postaci:

„Alek to dwudziestoośmioletni, dobrze zbudowany mężczyzna. Ma włosy koloru ciemny blond, niebieskie jak ocean oczy oraz delikatny zarost na brodzie”.

Zdania są niby zbudowane poprawnie, z dbałością, jednak brak im lekkości tak charakterystycznej i potrzebnej powieściom fabularnym. Książka nie ma właściwej dynamiki, dialogi często bywają nienaturalne. Pojawia się tu wiele opisów sytuacji, które nie powinny się w ogóle w tej powieści znaleźć. Czytelnika bowiem nie interesuje opis dnia bohaterów, w którym oni: wstają, jedzą śniadanie, mąż żonie robi kawę, podczas gdy ona bierze prysznic, następnie całują się na pożegnanie i idą do pracy, a po powrocie jedzą obiad, oglądają film i kładą się spać. Nie wiem czy dokładnie tak opisany dzień znalazł się w fabule tej książki, ale na pewno są tu opisy podobnych sytuacji, które do wspomnianej fabuły nic nie wnoszą, a jedynie powodują, że czytelnik się nudzi, czytając o codziennych, życiowych sytuacjach, które nie mają zupełnie wpływu na losy bohaterów, a są tylko codziennymi, rutynowymi czynnościami. Myślę, że w zamyśle autorki wprowadzanie tego typu scen miało wprowadzić realizm, być może chciała zbliżyć czytelnika do postaci ukazując ich codzienne, normalne, zwyczajne życie, jednak mam wrażenie, że tego efektu nie osiągnęła.

Kolejnym minusem tej pozycji jest nieznajomość terminologii, którą autorka się posługuje w książce. Pisząc o postępowaniu przed sądem myli pojęcia charakterystyczne dla postępowań cywilnych i karnych, jak chociażby używa zamiennie słów: pozwany i oskarżony, nie wiedząc o tym, że znaczą one zupełnie co innego. Wezwanie sądowe zawiera w powieści informacje o prawdopodobnej długości postępowania i wiele szczegółów sprawy, co zupełnie mija się z prawdą. Obok terminologii prawniczej, autorka posługuje się też terminologią medyczną, co do której również miałam wątpliwości, mimo że sama nie jestem medykiem. Ja naprawdę rozumiem, że te błędy wynikają z młodego wieku pisarki i jej braku doświadczenia życiowego, co przecież nie może być zarzutem kierowanym do niej. Ja ten zarzut kieruję wobec osoby redagującej tekst, która zrobiła to naprawdę niedbale. Podobnie nie da się „przecząco kiwać głową”, a bohaterowie „W blasku cieni” robią to kilkukrotnie. I tu znów kłania się niedbała redakcja, która powinna ten błąd wychwycić i zamienić nieszczęsne kiwanie w kręcenie.

Jak wspomniałam wcześniej, sama fabuła, historia wymyślona przez Wiktorię Piotrowską jest ciekawa. Widać, że autorka ma w sobie potencjał do kierowania losami swoich bohaterów, dlatego chciałabym żeby pisała jak najwięcej, szlifowała swój talent tak, by każda kolejna jej powieść była coraz lepsza pod względem literackim. Pomimo bowiem tego, że książkę czytało mi się ciężko z uwagi na użyty w niej dość nieporadny język, ciekawa byłam jak potoczą się losy jej bohaterów. Opowieść wciągnęła mnie, choć dopiero mniej więcej od połowy. Historia była poprowadzona ciekawie. Podobały mi się zabiegi z wprowadzaniem nieistotnych dla całości pobocznych postaci, które jednak nadawały powieści kolorytu, jak choćby chłopiec czekający w szpitalu na swego chorego na nowotwór ojca. Postać ta pojawia się na dwukrotnie na moment i nie odgrywa żadnej roli poza emocjonalną. To właśnie takie zabiegi według mnie dodają tekstowi naturalności i realizmu.

Młodej autorce życzę wytrwałości. Chciałabym, aby pisała, nie zrażając się krytyką, jednak biorąc do serca wszelkie konstruktywne uwagi i wyciągając z nich wnioski na przyszłość. Wiktorio, jeśli to czytasz, wiedz, że trzymam za ciebie mocno kciuki i jestem pewna, że za kilka lat, gdy doszlifujesz swój warsztat, twoje książki będę czytać z jeszcze większą przyjemnością.

Informacje o książce:
Tytuł: W blasku cieni
Tytuł oryginału: W blasku cieni
Autor: Wiktoria Piotrowska
ISBN: 9788382192247
Wydawca: Novae Res
Rok: 2021