Dzień bez Teleranka. Jak się żyło w stanie wojennym - Anna Mieszczanek - Recenzje książek z każdej półki - MoznaPrzeczytac.pl
Literatura faktu

Dzień bez Teleranka. Jak się żyło w stanie wojennym – Anna Mieszczanek

Dzień bez Teleranka. Jak się żyło w stanie wojennym - Anna Mieszczanek

Dzień bez Teleranka. Jak się żyło w stanie wojennym
Anna Mieszczanek

„Teleranek” był żelaznym punktem niedzielnego poranka w PRL-owskiej rzeczywistości. Dzieci siadały przed telewizorami i czekały na znajomą czołówkę z biegnącym kogutem, który punkt 9:00 donośnym pianiem oznajmiał początek programu. 13 grudnia 1981 roku na ekranie, zamiast kolorowego kogucika, dzieci zobaczyły smutnego pana w mundurze i czarnych okularach. W słuchawce telefonicznej głucho. Trzeba było wyjść na zewnątrz, by zasięgnąć języka. Tymczasem na ulicy pełno wojska i uzbrojonych oddziałów milicji, a jakby tego było mało, jeden za drugim suną pojazdy opancerzone i czołgi, znacząc na świeżym śniegu ślady gąsienic. Ludzi ogarnęła konsternacja i przerażenie. Właśnie o taki „efekt mrożący” chodziło władzy.

Wydarzenia te miały miejsce 40 lat temu, ale wielu z nas obraz ówczesnej grozy na ulicach tak silnie zapisał się w pamięci, że czasami mamy wrażenie, jakby to wszystko wydarzyło się wczoraj. Jednak wówczas widzieliśmy zaledwie fragment wydarzeń, każdy jakiś swój wycinek, którego doświadczył. Książka „Dzień bez Teleranka. Jak się żyło w stanie wojennym” pozwala nam spojrzeć szerzej na ten trudny i szalony czas, rozciągnięty w sumie nie tylko na lata 1980-82, ale dalej, aż do przełomowego 1989 roku, roku Okrągłego Stołu i pierwszych wolnych wyborów.

Książkę czytałam z dużym przejęciem, również ze względu na fakt, że jako studentka pierwszego roku, przepisująca na maszynie setki ulotek i innych tekstów zabronionych przez cenzurę, póki czucie w palcach dopisywało, miałam wiele własnych wspomnień z tego okresu. Wiemy też, że do dzisiaj nie wszystko zostało do końca wyjaśnione, krążą jakieś niepotwierdzone mity, legendy. Choćby punkt zapalny wielu dyskusji: czy Rosjanie rzeczywiście byli zdecydowani na interwencję zbrojną w Polsce, gdyby sprawy potoczyły się nie po ich myśli, albo kiedy powstał i jak rozwijał się konflikt w samym centrum Solidarności, konflikt między tak zwaną „krajówką” z Andrzejem Gwiazdą na czele, a Lechem Wałęsą. Te, a także wiele innych zagadnień, znajdują w książce Anny Mieszczanek swoje wyjaśnienie.

Z rozdziału na rozdział wchodzimy coraz głębiej w lata 80-te: budowanie Związku, Solidarność, rozpoczęcie druku Tygodnika Solidarność, coraz większe braki w zaopatrzeniu zwieńczone w końcu wprowadzeniem kartek i reglamentowaniem wielu podstawowych produktów. W 1981 roku wiele się wydarzyło. Pamiętamy zamach na Jana Pawła II, śmierć prymasa Stefana Wyszyńskiego, zarejestrowanie Niezależnego Zrzeszenia Studentów i Złotą Palmę dla „Człowieka z żelaza”. Echa tych wydarzeń pobrzmiewają na kartach książki, pokazują niuanse tego czasu, wprowadzają w klimat tych lat. Cytaty fragmentów przemówień, notatek z prasy reżimowej i tej nowej, ożywczej i odważnej, a później już podziemnej, z dokumentów urzędowych, przeładowanych partyjnymi sloganami, agitacyjną mową-trawą, zwrotami o „obronie ładu społecznego”, „elementach antysocjalistycznych” czy „zintensyfikowanych działaniach”. Społeczeństwo, z napięciem wówczas obserwujące rozwój sytuacji politycznej w kraju i odzew zagranicy, bojkotujące Dziennik Telewizyjny, za to z przejęciem wyławiające z szumu zagłuszaczy informacje przekazywane przez Radio Wolna Europa czy Głos Ameryki, tak naprawdę nie miało pojęcia o zakulisowych rozgrywkach, jakie toczyły się wokół Solidarności.

Nikt przecież, poza wąskim gronem wtajemniczonych, nie wiedział wówczas, że władze, chcąc stworzyć pozory dobrej woli, rozmawiały z poszczególnymi grupami zawodowymi, negocjowały warunki, idąc niby na ustępstwa, rejestrowały związki zawodowe w różnych grupach zawodowych. Jednocześnie zaś przygotowywały i podpisywały „plany działania partii, administracji i wojska na wypadek ogłoszenia stanu wojennego”. „Pełzająca rewolucja” miała zostać zatrzymana. I to definitywnie.

„Ulica” jednak zakochała się w Solidarności, w ludzi wstąpił nowy duch. Podnieśli wyżej głowy, wyprostowali sylwetki, zyskali śmielsze spojrzenie i bardziej sprężysty krok. O tym, co czuli wówczas, rozmawiają z autorką, opisując, jak stan wojenny wpłynął na losy ich i ich rodzin. To ludzie tacy jak my: Jerzy – informatyk ze Słupska, Początkująca Dziennikarka, zwana później, jakże adekwatnie, Dziennikarką Wyrzuconą, Maciek Falkowski – początkujący reżyser filmowy, Mariusz – goniec, Maria – działaczka Rolniczej Solidarności. I jeszcze inni, studenci, pracownicy naukowi, robotnicy, a nawet uczniowie, będący świadkami nocnego aresztowania rodziców. Także ludzie zatrudnieni w służbach. Tak więc aresztowani i aresztujący. Stojący po obu stronach barykady. A przecież i ci, i ci to Polacy. Zwalniani z pracy, zmuszani do podpisywania lojalek, stojący w kolejkach przed aresztami, by przekazać paczkę bliskim. Poznajemy treść rozmów prowadzonych w celi, obawy przed „kapusiami”.

Autorka książki ma też swoją solidarnościową kartę, za którą została wyrzucona z pracy dziennikarskiej i zmuszona się „przekwalifikować”. Anna Mieszczanek została więc ogrodniczką, inni podejmowali pracę na taksówce, szyli maskotki, radzili sobie, jak mogli. Ale nie wyzbyli się ideałów.

Relacje niektórych uczestników tamtych wydarzeń, jak choćby górników, strajkujących pod ziemią przez ponad tydzień, są poruszające. To książka, która starannie zbiera w całość szczątkowe dotychczas i porozrzucane w różnych publikacjach wspomnienia, a także fragmenty artykułów prasowych, treści teczek SB, dokumentacji milicyjnej i IPN.

Lata 80-te to był również czas, kiedy mieliśmy okazję się sprawdzić jako społeczeństwo, jako rodzina, jako przyjaciele. O tym także czytamy. O zawiedzionych przyjaźniach, o przykrych rozmowach przy stole, donoszeniu. Zbigniew Herbert napisał: „ci, których dotknęło nieszczęście są zawsze samotni”. Treść książki, relacje jej bohaterów, udowadniają, że to tylko pozorna prawda. Po prostu w trudnych chwilach zostają przy nas ci najlepsi i najlojalniejsi. A lata 80-te pełne były takich trudnych chwil, ale też chwil podniosłych i wielkiej nadziei, wiary w słowa Karola Modzelewskiego: „Bój to będzie ich ostatni”. I tak też się stało. Potrzeba było tylko jeszcze kilku lat cierpliwości, nieustępliwości i odwagi.

Informacje o książce:
Tytuł: Dzień bez Teleranka. Jak się żyło w stanie wojennym
Tytuł oryginału: Dzień bez Teleranka. Jak się żyło w stanie wojennym
Autor: Anna Mieszczanek
ISBN: 9788328717787
Wydawca: Muza
Rok: 2021

Sklepik Moznaprzeczytac.pl
Skip to content