Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Transhumanka – Paulina Matysiak

Recenzja książki Transhumanka - Paulina Matysiak

Transhumanka
Paulina Matysiak

Wielokrotnie przyszło mi czytać w swojej karierze książki z tzw. self-publishingu. Nigdy nie byłem zwolennikiem takiej formy pisarstwa, bo daje to możliwość publikacji praktycznie każdemu. Gdzieś po drodze szalonej informatyzacji naszego społeczeństwa pojawił się taki, a nie inny sposób czy próba podszywania się pod, kiedyś dumny, tytuł pisarza/pisarki. W moje ręce trafiały różne książki z tej dziedziny publikacji, i chyba tylko raz czy dwa mogłem z ręką na sercu powiedzieć o nich, jako o literaturze dobrze napisanej. Czasami zastanawiam się, czemu nadal sam sobie to robię i nadal próbuję doszukać się w takiej formie literackiej jakiegoś znaku, który jasno powiedziałby mi, że do tej pory się myliłem i jednak gdzieś tam jest jakieś nieodkryte nazwisko, które zrewolucjonizuje rynek wydawniczy. Za każdym razem, kiedy sięgam po książkę z self-publishingu, towarzyszy mi ta myśl, nadzieja, i szczera prośba, aby tak się stało, żeby okazało się, że jestem w błędzie. W takim nastroju sięgnąłem po najnowsze dzieło Pani Pauliny Matysiak…

Transhumakna” to książka, która postanowiła sięgnąć po mój najbardziej ukochany gatunek literacki, jakim jest science fiction, i to nie byle jaki, bo spod znaku hard. Autorka bierze na warsztat takie ponadczasowe zagadnienia gatunku jak sztuczna inteligencja, rozszerzona rzeczywistość, political fiction czy nawet egzystencjalne rozterki o absolucie i istocie życia. Wszystko to zostaje okraszone niemal podstawowym założeniem sci-fi o samokrytyce naszych działań, jak i negacji naszego istnienia w oderwaniu od sfery duchowej. Wszystko to wygląda pięknie, jeśli idzie za tym konkretna odpowiedzialność za to, na co autorka postanowiła się porwać. Sam zamysł jest bardzo ciekawy, bo opiera się na bardzo nam bliskiej rzeczywistości, takiej jak rozwinięcie sztucznej inteligencji i problemach jakie może to za sobą nieść. Podbój kosmosu w formie wysłania ludzi do słynnego niedawno systemu Kepler. Wszystko to zostało przez Panią Matysiak połączone w jedną historię, która ma opowiedzieć jakie zagrożenia stoją za takim a nie innym wyborem ludzkości. Autorka stawia bardzo ważne pytanie o to, co z tego przyjdzie zebrać następnym pokoleniom. Czy sztuczna inteligencja stanie się dominującą formą „życia”, czy obróci się przeciwko swoim twórcom i co najważniejsze – gdzie wtedy będzie człowiek jako istota za to odpowiedzialna.

Wszystko zdaje się być na swoim miejscu, w samym założeniu książki, każdy aspekt fabularny odznacza się wyjątkowo jasno i wtedy do głosu dochodzi sama autorka. Wszystko, co sobie zamierzyła upchnęła w swojej książce w sposób wyjątkowo niechlujny dla każdego fana sci-fi. Postawiła sobie wyśmienity cel dla książki, który potem każdym rozdziałem obdzierała z tego czym jest prawdziwe sci-fi. Gdzieś po drodze zapomniała, że ten gatunek egzystuje nie dzięki sensacji, czy akcji, ale poprzez próbę ukazania ludzkiej niemocy w odniesieniu do tego, co go otacza. Zbyt szybko uciekło jej przez palce samo sedno opowieści, zostawiając ją z marnymi resztkami, które pomyliła z tym, czego oczekują czytelnicy. Sci-fi nigdy nie było gatunkiem opierającym się na kolorowych opisach losów ludzkości, z wplecioną do tego historią bohaterów. Sci-fi to zawsze była historia bohaterów opowiedziana na tle fantastycznym. Pani Matysiak zgubiła, a może nigdy wcale nie znalazła prawdziwej cząstki tego, o co w sci-fi chodzi.

Wyjątkowo trudno jest mi tutaj znaleźć jakieś słowa uznania dla całości książki, kiedy muszę przedzierać się przez wyjątkowo toporny styl pisania. Dialogi, które zostały stworzone przez Panią Matysiak, są tak bardzo infantylne i odrealnione, że poczułem się wręcz obrażony jako czytelnik. Niemal każda wymiana zdań pomiędzy bohaterami jest nazbyt rozbudowana, tak samo jak próba tłumaczenia każdego ich zdania, co sprawia, że czytelnika zaczynają takie wywody o prostych rzeczach, po prostu męczyć. Prosty przykład:

– Twoja kandydatka twierdzi, że cierpi na borderline. To ją dyskwalifikuje. W każdej chwili może wgrać sobie nową osobowość i stracimy panowanie nad projektem. – Stwierdziła kobieta w szarym garniturze siedząca obok najgłośniejszego przeciwnika kandydatury, za którą opowiadał się mężczyzna w okularach.

Proste zdanie jednego z bohaterów zostało zupełnie wytłumione przez niepotrzebnie rozwleczony opis sytuacyjny, który sprawia, że czytelnik ma wrażenie jakby autorka nie potrafiła w inny sposób opisać danej sytuacji. Nie jest to jednorazowy przypadek, tak się dzieje praktycznie przez całość książki. Pani Matysiak buduję tło historii w taki, a nie inny sposób, co jest jasnym sygnałem, że tła nie jest w stanie po prostu stworzyć. Tego typu wywody są prostym przykładem na brak twórczego budowania opowieści autorki. Na tym jednak nie koniec, bowiem autorka, która porwała się na napisanie książki traktującej o ludzkiej naturze, próbuje przemycić do niej bardzo proste sposoby myślenia, ubierając je w kalekie pseudo intelektualne wywody, którymi według niej, mogą odznaczać się istoty wyżej rozwinięte.

– To plemię chrześcijańskie. Muzułmańscy ekstremiści ich prześladują i ścinają, ale uwierz, że oni też potrafią kamienować kobiety. Świat nie jest taki zerojedynkowy jak ci się wydaje. Ludzie skupiają się na wyznaniu religijnym i przez ten pryzmat oceniają innych. Tymczasem wojny religijne są przykrywką do walki o surowce. Nie są wynikiem wiary tylko niskiego poziomu rozwinięcia społeczeństw. Są barbarzyńcy i ludzie cywilizowani. To kwestia pochodzenia, a nie wiary.

Autorka uwielbia posługiwać się w swojej książce takimi frazesami, przypisując je istotom wyższym od ludzi. Problem polega na tym, że efektem finalnym jest obraz istot, które są tak naprawdę zupełnie jak my sami, niczym nie odznaczającymi się postaciami, chociaż autorka usilnie wmawia nam, że jest zupełnie na odwrót. Założenie takiego schematu jest bardzo trafne, jednak wykonanie już mocno kuleje.

Straszliwie boli mnie to, że powstają książki takie jak „Transhumanka”, które starają się promować, poprzez używanie określenia sci-fi. Książka ta, poza zwykłym tłem fantastycznym, nie ma z tym gatunkiem nic wspólnego. Lem i Zajdel zapewne przewracają się teraz w grobie, widząc do czego doprowadził internet, tak nielubiany przez tego pierwszego. Self-publishing to zło, tak samo jak zła jak książka Pani Matysiak. Autorka straszliwie mija się z faktami naukowymi, co jakimś cudem zostało promowane przez Stowarzyszenie Inżynierów Polskich. Historia przez nią opowiedziana, może i wybroniłaby się w innym gatunku, ale jak dla mnie, nie zrobi tego w tej formie jaką jest jej obecnie przypisana.

Moje słowa mogą brzmieć surowo, ale beletrystyka ma swoje zasady których łamać nie wolno. Pani Matysiak próbuje je obejść, w sposób mało kulturalny, serwując swoim odbiorcom namiastkę prawdziwej literatury, ubranej w płaszcz self-publishingu. Zdecydowanie odradzam.

Informacje o książce:
Tytuł: Transhumanka
Tytuł oryginału: Transhumanka
Autor: Paulina Matysiak
ISBN: 9788394283087
Wydawca: self-publishing
Rok: 2016

  • Mateusz Giełzak

    Widząc okładkę gdzie mamy cycki + ręce robota to już zapaliła mi się lampka wykrywająca kicz. Poważnie, już w latach 90 ubiegłego wieku lepsze okładki robiono. Czytając recenzję, frapuje mnie jednak to, czy autorka wyrządziła krzywdę Stowarzyszeniu Inżynierów Polskich bo podważyli swój autorytet, czy to SIP skrzywdził książkę rekomendacją, dając jej pozory naukowości.

Zaprzyjaźnione blogi