Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Oblicza grozy – praca zbiorowa

Recenzja książki Oblicza grozy

Oblicza grozy
Łukasz Henel, Łukasz Radecki, Jacek Rostocki, Robert Cichowlas, Graham Masterton i inni

Opowiadań nie pisze się dla pieniędzy. Opowiadanie to takie portfolio pisarza, gdzie w szybki i łatwy sposób możemy zobaczyć próbkę jego umiejętności. Opowiadanie to także, a może przede wszystkim, niezobowiązująca zabawa, która powinna być odwzajemniana przez odbiorcę. To znaczy, że wszystko tu musi grać ze sobą i nie ma czasu, ani miejsca by potem coś wyjaśniać – obieramy tempo i robimy wszystko by je do końca utrzymać. Zwalniasz – przegrywasz. Zbiór opowiadań to zaś lektura, która wymaga od czytelnika nieco innego traktowania. To często sięganie po skrajnie różne w smaku potrawy i dlatego ten czas „pomiędzy” jest tak bardzo istotny. Smak jednego opowiadania nie może przejść na następne i tak dalej, więc do takich książek się po prostu wraca z przerwami – szczególnie jeśli mowa tu o dziele zbiorowym. W wypadku „Oblicza grozy” nawet zanurzenie się w beczce marynowanego imbiru nie będzie nam w stanie pomóc, bo choć smaki są tu różne, to i tak niema prawie w czym smakować. Zaleca się przeczytać od razu albo naprzód grzecznie podziękować i wstać od stołu.

Oblicza grozy” to zbiór opowiadań polskich autorów literatury grozy oraz gościnnie pojawiającego się na kartach Grahama Mastertona wraz z jego niepublikowanym dotąd w Polsce opowiadaniem „Noc Wendigo”. Jak obiecuje opis na odwrocie okładki, znajdziemy tu pełną przekrojowość, zarówno pod względem samej formy i etapu twórczości (!), jaki prezentują autorzy, jak i podgatunków, po które postanowili oni sięgnąć (gore, weird, bizarro, slasher, zombie itd.). Pod kilkoma opowiadaniami znajdziemy krótkie notki od autorów. Pomysł by książkę tę zaprzęgnąć nazwiskiem Mastertona można interpretować dwójnasób. Z jednej strony można przyjąć, że jest to próba pokazania, że polscy autorzy mogą znaleźć się jak równy z równym w jednej książce z żywą legendą światowej grozy albo zwyczajnie przyjąć tę bardziej malkontencką wersję wydarzeń, że nazwisko Masterton znalazło się tu z jednego powodu. By je zaprzęgnąć.

Dla wytrwałych nagroda czeka niemal w połowie książki, bowiem do tego czasu należy się spodziewać przypływu bardzo mieszanych uczuć. I tu na chwilę warto się zatrzymać i zaznaczyć, że autorzy pisali swoje opowiadania pod ten konkretny tytuł, który należy traktować jako samodzielną pozycję albo coś , co być może zapoczątkuje nowy cykl opowiadań wydawnictwa Replika (do tej pory były to zbiory „11 cięć”, „17 szram”, „13 ran”, „15 blizn”). Tak więc ta zbiorowa praca może być dowodem na to, że na większość autorów niekorzystnie wpłynęła presja czasu bądź uznali oni, że jest to świetna okazja by móc podejść z dystansem do swojej twórczości i uraczyć czytelników najbardziej niedorzecznymi historiami, jakie przyjdą im do głowy, które zawsze pod swoją obronę bierze słowo „konwencja” (przewrotne podejście Łukasza Orbitowskiego w „Szkle” oraz „Kieszonkowy demon” Krzysztofa Maciejewskiego jako jedyne zostały pod tym względem fajnie wykorzystane).

Tak więc jeśli nie jesteście fanami campowych produkcji filmowych w stylu „Baron krew”, „Atak gigantycznych pijawek”, czy „Emmanuelle i ostatni kanibale”, to po lekturze tych opowiadań będziecie każdorazowo zadawać sobie TO pytanie z pogranicza filozofii, którego tu nie przytoczę. By nie być gołosłownym dodam, że oto będziecie mogli przeczytać opowieści o niezbyt wymyślnej górskiej kostusze, starciu gigantycznych much z dinozaurami (pod okiem kosmitów), akcie nekrofilii, kremacji żywego człowieka, czy o pełnym namiętności seksie z zombie w trakcie rozkładu… Jeśli chcecie oszczędzić sobie tego typu wrażeń, to możecie śmiało otworzyć książkę mniej więcej w jej połowie i przejść do opowiadania „Przewoźnicy” Pawła Waśkiewicza, które jako jedno z nielicznych zasługuje tu na uwagę. Niedługo potem natkniecie się także na „Twoje martwe skronie” Jacka Piekiełko, które co prawda gubi po drodze sens słowa „opowiadanie”, ale za to jest ciekawym zaczynem na powieść.

Na końcu książki znajdziemy to, po co niektórzy wyłącznie chcieli do niej zajrzeć. Już pierwszy akapit „Nocy Wendigo” przypomina czemu służy opowiadanie, po co zaczyna się je z mocnym przytupem i dlaczego to właśnie nazwisko Mastertona, jako jedno z nielicznych jest eksponowane na przedniej okładce „Oblicza grozy”. Jako jedyne opowiadanie chwyta od pierwszych słów za twarz, potem lekko ją wykręca, tak że usta mimowolnie się otwierają i w tej pozycji trzyma ją do końca. Choć jest to prosta historia, to jednak dziwnym zbiegiem okoliczności od miejsca, w którym się zaczyna czytamy ją trzymając prawą kartkę tak by niespostrzeżenie ją przewrócić i nie stracić na moment akcji.
Opowiadanie to szybki trick pisarza i na poły niezobowiązująca zabawa, ale jeśli zwolni on tempo, które obrał, to przegra. Chwila nieuwagi i zamiast magicznego kwiatu czujne oko czytelnika dostrzeże kawałeczki bibuły i pręcik z magnesem.

Informacje o książce:
Tytuł: Oblicza grozy
Tytuł oryginału: Oblicza grozy
Autor: Łukasz Henel, Łukasz Radecki, Jacek Rostocki, Robert Cichowlas, Graham Masterton i inni
ISBN: 9788376744155
Wydawca: Replika
Rok: 2014

  • Kristoff

    Jak widać wstawienie do książki kilku znanych nazwisk wcale nie gwarantuje wysokiej jakości. Szkoda. Plus za szczerą recenzje. Czytalem kiedyś książkę Roberta Cichowlasa i muszę przyznać że nie przekonał mnie, więc i tutaj nie spodziewam się szału.

Zaprzyjaźnione blogi