Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Czytanie z kości – Jakub Szamałek

Recenzja książki Czytanie z kości - Jakub Szamałek

Czytanie z kości
Jakub Szamałek

Moda na kryminały historyczne zwane kryminałami retro trwa w najlepsze. Pomimo pojawiających się od kilku lat głosów, że ta formuła jest na wyczerpaniu to i tak co chwilę jesteśmy „zaszczycani” kolejnymi utworami epigonów Marka Krajewskiego czy Marcina Wrońskiego. Książka Jakuba Szamałka „Czytanie z kości„, także wpisuje się w nurt kryminałów historycznych, jednak różni się od nich zasięgiem chronologicznym. Podczas gdy większość polskich retrokryminałów rozgrywa się w pierwszej połowie dwudziestego wieku (druga wojna światowa, dwudziestolecie międzywojenne itp.) „Czytanie z kości” zabiera nas w podróż do starożytnej Italii a konkretnie do roku 421 przed naszą erą. Niespotykane na ogół w kryminałach osadzenie akcji w starożytności było pierwszym powodem dla którego zainteresowałem się tą książką. Drugim była struktura fabularna, niespotykana w innych kryminałach (a przynajmniej ja się z taką nie spotkałem). W skrócie – fabuła opowiada nie o jednym, ale dwóch morderstwach i dwóch śledztwach. Pierwsze rozgrywa się w epoce antyku a drugie w roku 2015. W założeniu oba śledztwa mają się przeplatać, a morderca ma być tylko jeden. Pomysł wydał mi się świetny i intrygujący. Kiedy więc sięgnąłem po książkę miałem nadzieję, że będzie ona w skostniałym i zalatującym już naftaliną nurcie retrokryminałów czymś świeżym i oryginalnym. Niestety „Czytanie z kości” niczym słynny kot Schrodingera – jednocześnie jest nowatorska i oryginalna i nie jest. Jak to możliwe?

Zacznijmy od bohaterów. Religioznawca Joseph Campbell zauważył, że mitologiczni bohaterowie powinni najpierw oprzeć się wezwaniu do przygody zanim wezmą w niej udział. Muszą pojawić się jakieś inne wydarzenia – jakaś zmiana okoliczności aby bohater zdecydował się lub wręcz został przymuszony wyruszyć na wyprawę. Grek Leochares – najemnik i „antyczny” detektyw, należy do bohaterów rodem z greckich mitów co to „nie chcom ale muszom„. Po poprzednich przygodach („Czytanie z kości” jest już trzecią częścią o tym bohaterze) nie w głowie mu angażowanie się w kolejne awantury. Porzuciwszy swoje dawne życie pełne spisków, intryg i morderstw przenosi się wraz ze swoją żoną i synem do Tarentu pragnąc już tylko jednego – spokoju i stabilizacji. Wynajmuje tam dom, otwiera warsztat złotniczy i żyje ze swoją rodziną szczęśliwie aż po kres swoich dni… ale nie w tej książce! Na całe szczęście dla czytelnika (a niekoniecznie dla bohatera) sielanka Leocharesa rozpada się szybciej niż skrzydła Ikara. Złotniczy interes idzie słabo, z powodu nieuregulowanych długów Leochares traci swój warsztat, oszczędności i wygląda na to, że niedługo straci także dom. Dlatego też mimo, że nie chce jest zmuszony przyjąć kolejne zadanie. Tym razem zleceniodawcą jest Aranth etruski książę, którego ojciec, król miasta-państwa Weji zostaje zamordowany w niejasnych okolicznościach. Sprawa jest tym bardziej skomplikowana, że Weje są aktualnie zaangażowane w militarny konflikt z Rzymem a więc cała sprawa nabiera politycznego znaczenia. Po otrzymaniu obietnicy sowitego wynagrodzenia Leochares wyrusza rozwiązać zagadkę.

Ponieważ jak już się rzekło śledztwo prowadzone jest na dwóch planach czasowych to analogicznie w powieści występuje także dwójka protagonistów. Obok Leocharesa jest to Inga Szczęsna doktorantka na wydziale archeologii University College of London. Zostaje ona zaangażowana w wyjaśnienie tajemnicy szczątków pochodzących z piątego wieku przed naszą erą, a odnalezionych w starożytnej nekropolii w Tarencie. Należą one do tzw. „Uomo Misterioso” – mężczyzny, którego pochowano w niestandardowy dla tamtejszego obrządku sposób. W tym miejscu pojawia się mój pierwszy zarzut. Mimo, że sama koncepcja dwutorowego śledztwa jest bardzo ciekawa to część współczesna została zrealizowana w mało satysfakcjonujący sposób. Po pierwsze dlatego, że „śledztwo” Ingi zaczyna mieć cokolwiek wspólnego ze śledztwem Leocharesa dopiero mniej więcej w połowie książki wcześniej będąc przydługą ekspozycją samej bohaterki oraz uniwersyteckiego światka archeologów. A po drugie dlatego że… jest po prostu nudna. Niewiele tu akcji, która mogłaby rzucić nowe światło na zagadkę Leocharesa za to dużo dowiadujemy się na temat samej pracy i warsztatu archeologów. Jeśli ta tematyka jest komuś bliska na pewno książka zyska na wartości, ale ja miałem wrażenie, że dydaktyka zanadto góruje tu nad fabułą. Z radością więc cofałem się ze współczesności do starożytności.

Tym bardziej, że śledztwo prowadzone przez Leocharesa po prostu wciąga. Autor piszę dynamicznym językiem, umiejętnie podrzuca tropy i pozwala aby czytelnik drogą dedukcji sam odgadł tożsamość mordercy. Leochares to gość, który może wydawać nam się dobrze znany – kolejne wcielenie najbardziej klasycznego archetypu detektywa, cynicznego racjonalisty, raczącego czytelnika różnej jakości „one-linerami”. Gdyby Leochares zamiast himationu nosił wymięty prochowiec, a zamiast etruskiego wina raczył się szkocką whisky byłby wykapanym Philipem Marlowem. Nie uważam tego jednak za wadę i rozumiem taki zabieg. Mentalność Leocharesa jest mocno uwspółcześniona po to, aby dzisiejszemu czytelnikowi łatwiej było się z nim utożsamić, a jednocześnie aby skontrastować go (oraz samego czytelnika) z archaiczną kulturą i tym samym lepiej ją zrozumieć. Uwagę czytelnika zwraca także wiedza autora (który zresztą posiada tytuł doktora archeologii) z pogranicza historii i archeologii. Jakub Szamałek przybliża nam przede wszystkim kulturę Etrusków – religię, obrzędowość i obyczajowość. Ich cywilizacja jest już w momencie schyłkowym – jeszcze cieszy się niezależnością ale coraz bardziej ugina się pod pręgierzem Rzymu. Zresztą sam konflikt Rzymu z Wejami, który jest tłem akcji miał miejsce w rzeczywistości. Podobał mi się także mocno podkreślony fatalizm jaki cechował Etrusków. Kontekst historyczny jest więc dobrze opracowany, oparty na bogatym materiale źródłowym.

Mimo powyższych pochwał muszę przyznać, że czuję niedosyt po lekturze „Czytania z kości„. Z jednej strony pomysł „podwójnego” śledztwa sprawia, że powieść jest bardzo oryginalna na tle innych kryminałów, ale z drugiej strony potencjał tego pomysłu został niewykorzystany, głównie z powodu słabszej współczesnej części. Sporo w książce klisz – motywów, powtarzających się w innych kryminałach. Co najmniej kilkukrotnie podczas lektury miałem wrażenie, że „gdzieś to już czytałem”. Choć z drugiej strony – to cecha powieści gatunkowej. Pomijając te zarzuty „Czytanie z kości” jest po prostu sprawnie napisanym kryminałem z rozbudowanym i niecodziennym tłem historycznym. Miłośnicy dedukcji i rozwiązywania zagadek kryminalnych na pewno będą usatysfakcjonowani. A jeśli dodatkowo interesują się archeologią bądź antykiem, książka urasta do rangi „must have„.

Informacje o książce:
Tytuł: Czytanie z kości
Tytuł oryginału: Czytanie z kości
Autor: Jakub Szamałek
ISBN: 9788328701328
Wydawca: Muza
Rok: 2015

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń książkę
Ocena: 7.0/10 (1 głos)
Czytanie z kości - Jakub Szamałek, 7.0 out of 10 based on 1 rating

Komentarze

komentarze

Zaprzyjaźnione blogi