zBLOKowane umysły - Łukasz Misiura - Recenzje książek z każdej półki - MoznaPrzeczytac.pl
Anty-recenzja

zBLOKowane umysły – Łukasz Misiura

zBLOKowane umysły - Łukasz Misiura

zBLOKowane umysły
Łukasz Misiura

To wyzwanie mnie przerosło… “zBLOKowane umysły” zaBLOKowały mój umysł, który nie był w stanie przyswoić tej książki w całości, pomimo naprawdę dobrych chęci. Szkoda, ponieważ spodziewałem się frapującej treści, ale jak to zwykle bywa, oczekiwania vs. rzeczywistość potrafią się dosyć znacząco “rozjechać”. I tak też stało się w tym przypadku.

W “zBLOKowanych umysłach” prym wiodą “ziomale” z tytułowego blokowiska. Każdy z nich (jak przystało na szanującego się “blokersa”) ma swój (z reguły) odnazwiskowy pseudonim: Oko, Biro, Syfer, Suwak i Gruber. Podobno w książce znalazły się “prawdziwe do bólu” historie. Niestety, czytając kolejne strony “zBLOKowanych…” przekonałem się, że wcale tak nie jest. Oczywiście pewne wątki są inspirowane wydarzeniami, których autor mógł być świadkiem, ale część z nich otarła się chyba tylko o plan filmowy. I to taki niższych lotów.

W każdym razie byłem bardzo ciekaw, w jaki sposób myślą stereotypowi nastolatkowie z blokowiska i jakie są ich refleksje na temat życia. Może tu tkwił błąd? Wydawało mi się, że znajdę tutaj głębsze aspiracje zadające kłam ich stereotypowemu, mało lotnemu, emploi. Nie tym razem.

Oko i spółka nader często używają wulgaryzmów i nie mają przesadnie skomplikowanego rysu psychologicznego. W zasadzie najważniejsze dla nich okazuje się wtłoczenie do żył napojów wysokoprocentowych bądź uraczenie się narkotykami. Na tym tle bardzo nieautentyczne okazują się górnolotne, elokwentne słowa, którymi posługują się raz na jakiś czas.

W ogóle charakterystyka postaci jest słabym elementem “zBLOKowanych…”. Mam wrażenie, że bohaterowie operują bardzo zbliżonymi zwrotami i gdyby nie pseudonimy, trudno byłoby się zorientować, który z nich (albo która) wypowiada się w danym momencie.

Idąc dalej, koncept stanowiący grę słów, choć z początku ciekawy, acz później nadużywany przez autora, z każdym kolejnym powtórzeniem wydawał mi się coraz mniej śmieszny. Dla przykładu:

“Zdawał sobie sprawę, że kapeczki opadającego wcześniej deszczu to nie jedyna rzecz, jaką starał się dziś ZLICZYĆ. LICZYŁ bowiem także na odszkodowanie za poniesione straty w niby stłuczce samochodowej. Ale się przeLICZYŁ!”

Bez wartkiej i mającej pewną dramaturgię fabuły trudno mówić o dobrej książce. Z żalem stwierdzam, że tej tutaj zabrakło. Zapewne w zamyśle autor chciał przedstawić świat i ludzi zamieszkujących rzeczone blokowisko. Słusznie, tyle że poszczególne fragmenty książki bardzo luźno albo w ogóle nie łączą się ze sobą.

Dobry przykład stanowi historia pewnego mężczyzny, który trafił na odwyk i dzieli się z czytelnikami swoją skomplikowaną sytuacją życiową. Otóż, znajdując się w stanie upojenia, spotyka żonę w domu publicznym (miała być prostytutką). Z powodu doznanego szoku (i ujmy na honorze) następnego dnia próbuje zastrzelić kobietę, obrzucając ją przy tym masą wulgaryzmów. Cała sytuacja ma miejsce przed szkołą ich syna. Dla kontrastu, i naświetlenia pełnego oglądu sytuacji, poznajemy także jej relację. Ona również znajduje się na odwyku (jest uzależniona od leków). Okazuje się, że jej małżonek miał urojenia, a więc jego oskarżenia są bezpodstawne. To wydarzenie może być prawdziwe, jednak jest ono jakby wyrwane z kontekstu i w żaden sposób nie nawiązuje do wcześniejszych wątków.

Uważam, że Łukasz Misiura przekroczył granice dobrego smaku w momencie, kiedy opisywał siedmio – bądź ośmioletniego chłopca, który (z procy!!!) zabija gołębie, a następnie je zjada. Mój niesmak i zażenowanie zostały jednak wystawione na kolejną próbę. Dowiedziałem się, że pewien wrażliwy nastolatek popełnił samobójstwo, kiedy dziewczyna, do której smalił cholewki, podeptała jego storczyki… Czara goryczy przelała się nieco później. Pewien szalony (pseudo)naukowiec (?) stworzył mechanicznego rekina, który grasował pod ziemią i czyhał tam na swoje ofiary po to, aby pozbawić ich dolnych kończyn, a co za tym idzie – życia. Takie “Szczęki”, tyle że na lądzie! (A raczej pod lądem). Jeżeli to jest “prawdziwa do bólu” historia, nie mam więcej pytań. Po prostu bardzo nie lubię, kiedy ktoś wprowadza mnie w błąd.

zBLOKowane umysły” przyniosły mi sporą dozę rozczarowania. Może gdyby przedstawić tę książkę jako “pastisz życia osiedlowego”, byłaby bardziej strawna? Cóż, rola debiutanta nie jest najprostsza (jest to pierwsza powieść Łukasza Misiury), ale ktoś, kto decyduje się wydać czyjąś twórczość, powinien służyć mu dobrą (i krytyczną) radą. Tej w tym przypadku zabrakło. Rozumiem, że każdy się uczy, popełnia błędy i z czasem wstydzi się początków swojej, nazwijmy to szumnie, “drogi artystycznej”. Dlatego mam nadzieję, że kolejna książka pana Misiury będzie tylko lepsza i pozbawiona wad poprzedniczki. Widzę w nim potencjał, ponieważ zaskakująco sprawnie operuje językiem. Póki co, za tą umiejętnością nie podąża sensownie podana treść.

Informacje o książce:
Tytuł: zBLOKowane umysły
Tytuł oryginału: zBLOKowane umysły
Autor: Łukasz Misiura
ISBN: 9788381477796
Wydawca: Novae Res
Rok: 2020