Trzy razy ty - Federico Moccia - Recenzje książek z każdej półki - MoznaPrzeczytac.pl
Literatura obyczajowa

Trzy razy ty – Federico Moccia

Trzy razy ty - Federico Moccia

Trzy razy ty
Federico Moccia

„Sekret wart jest tyle, ile warci są ludzie, przed którymi powinniśmy go strzec”
– Carlos Ruiz Zafon

Federico Moccia to rzymski reżyser mający na swoim koncie kilka programów telewizyjnych i tuzin książek. Już od najmłodszych lat jego największą pasją były te ostatnie, te które czytał, jak i te, które wychodziły spod jego dłoni. Przyrzekłszy sobie solennie, że nim stuknie mu trzydziestka świat ujrzy przynajmniej jedno jego dzieło. Przy wywiązaniu się z obietnicy nie wahał się wyłożyć pieniędzy z własnej kieszeni na wydanie ponad dwóch tysięcy egzemplarzy „Trzy metry nad niebem”, gdy wydawnictwa nie były tym zainteresowane. Niestety nim owa powieść odniosła sukces minęło dwanaście długich lat. Jednak, jak już ją odkryto to nie zapomniano, ponieważ pozycja po dziś dzień zajmuje wysokie miejsce w rankingach. Druga część historii o Babi i Stefano – „Tylko ciebie chcę” – obiegła domy czytelników na całym świecie z podobnym szumem. Zresztą wszystkie prace tego autora sprzedają się, jak świeże bułeczki w tysiącach nakładach i w niemal wszystkich językach. „Trzy razy ty” jest kontynuacją pierwszego bestselleru Federica, która ukazała 2017 roku.

Trzy razy to” to więc kolejne życiowe zmagania Stepa Mancini. Wydawałoby się, że mężczyzna ten się wreszcie ustatkował. Odzyskał pewną siebie, wiedzącą czego chce kobietę, Gin, która pokochała go, nim jeszcze on dobrze zarejestrował kim ona jest. Wiedzie z nią stateczne życie, piastując najwyższe stanowisko w nowej firmie Futura, która podbija rynek telewizyjny w Rzymie. W ciekawej choć mocno absorbującej pracy asystuje mu Giorgio Renzi, człowiek który rzucił tyle co to samo stanowisko w innej firmie, która z kolei chyli się ku upadkowi. Renzi wydaje się być zarówno w sferze prywatnej, jak i zawodowej bez rysy, osobą, która nigdy nie popełnia błędów. Czy na pewno? Ludzie zapominają, że błędy są wszędzie i każdy je popełnia, z tym że ci, którym zdarzają się one rzadziej czynią je większe. Nie bieży po tym świecie istota, która by swych słabości nie miała, które ją na manowce nie sprowadzą.

Błędy. Czym one tak właściwie są? To życiowe gafy, takie jak te, które czasem się zrobi pisząc ręcznie tekst jakikolwiek. Czasem pomylimy literę – poprawimy ją parę razy, zamazując omyłkę. Czasem pomylimy wyraz – poprawimy go, wcześniej przekreślając lub zakrywając masą kleksów. Czasem w złym miejscu postawimy przecinek – musimy go skreślić, zaś jeszcze czasem zapomnimy o nim. Zdarza się też, że tam gdzie winna stać kropka, przecinkiem ją zastąpiamy.

Literę przeprawioną choćby i dziesięć razy, spod właściwej wersji i tak wyzierała będzie ta błędna, a grube linie tuszu jedynie uwydatnią błąd. Wyraz przekreślony mimo unieważnienia dalej istniał będzie, pierwszy w szyku. Przecinka brak lub jego złe umiejscowienie może całkowicie zmienić sens zdania, natomiast zbyt długie zdania mieszają w głowie czytającego. Jaki z tego wniosek? Błędów popełnionych zatuszować się nie da. Jest coś jeszcze mimo to gorszego. Nie zauważanie błędów lub podążanie dalej danym błędem, nie chcąc się doń przyznać i go przeprawić. Łatwiej bowiem iść złym tropem, niżeli cofnąć się do wcześniejszego rozwidlenia i rozważenie czy to na nim dokonaliśmy decyzji nie takiej, jak potrzeba, czy też trzeba jeszcze dalej zawrócić. To wydaje się łatwiejsze i też odważne, jakby nie było. Pamiętać jednak należy, że dodając błąd do błędu nie dostanie się wyniku bezbłędnego, a już na pewno nie właściwego.
Stefano popełnił w życiu sporo błędów, jak każdy. Z tym, że on należy do tej grupy, w której dodaje się właśnie błąd do błędu. Gdzieś w świadomości ma, że popełnił bzdurę niemałą, jednakowoż boi się do tego przyznać. W końcu musi to zrobić, ta wiedza koniec końców dotrzeć musi. Wtedy znów wybiera utarty, łatwiejszy szlak. Zakrywa się teorią, jakoby nie miał wpływu na „drogę życia”, nie mógł zapanować nad niektórymi emocjami, które kierowały nim, a którym się poddał.

Pewnego dnia w pracy Step otwiera list ze skryptem programu „Radio Love” nikomu nieznanego młodego chłopaka. Program ma potencjał, jest to coś całkowicie świeżego. Bezzwłocznie podpisują umowę z Simonem Civininim, powoli wdrążając go w świat show biznesu. Simone ma niebywały talent, a Step i Giorgio widzą przed nim niemałą karierę. Z czasem okazuje się, że zatrudniony ma więcej do zaoferowania niżeli on sam był świadomy. Przykre tylko, że wraz z karierą i umiejętnościami oraz pomysłami w parze są pochwały i aplauzy, a za nimi idzie…pycha. Pycha, którą emanował, jak szczur z bajki Krasickiego pt. „Szczur i kot”. Koty mają właściwą sobie chyba tylko grację i wdzięk, którymi uwieść potrafią. Dodajmy do tego piękno fizyczne oraz obeznanie w kontaktach z mężczyznami w świecie mediów i dróg ‘’po trupach’’. Gdyby Simon Giorgio słuchał, to by skrzydła z wosku przetrwały kotka, co w słońca stronę popychał głupca młodego, zbyt siebie pewnego.

Miłość niestety niejednego i niejedną zgubiła. Trudna to sprawa, do życia jak mało co na tym świecie podobna. Podobnie jak romantyczność trudno ją jedną wskazać i w jeden tylko sposób opisać. Miłości są różne. Raz udawane, a raz szczere, raz długotrwałe, a raz krótkie. Raz namiętne, raz spokojne, raz przyjemne, a raz nie. Moccia ukazał większość odcieni tego zjawiska znanych ludziom, a na pewno te, które spotykamy na co dzień. Przynajmniej dwie z podanych na stronach tej powieści będą znane każdemu z osobna czytającemu.

Znaku miłości oczekuje Gin od Manciniego. Stawiając mu ultimatum jasno daje znać, czego chce. Ślub albo zerwanie. To jeden z tych rozwidleń, skrzyżowań, które napotyka mężczyzna, a do których podpowiedzi dostał wcześniej. Wcześniej spotyka rzekomo przypadkiem pewną starą znajomą. Pewną starą znajomą, która prezent mu wręcza różniący się rozmiarem od tego, który ma na sobie uroczy mały chłopczyk Massimo. Massimo, równie podobny do starego znajomego mamy, co odbicie lustrzane odmłodzone o lat kilkadziesiąt.

A więc dowiadujesz się, że masz nieślubnego syna poczętego podczas zdrady z kobietą, do której mimo upływu lat uczucie mimo starań stłamszenia ma się lepiej niż kiedykolwiek. Uczucie, o którym ludzie podobni karierowo do Stepa filmy tworzą, a którego doświadczenie w życiu codziennym zwykłych czy też niezwykłych ludzi jest równie częste, jak słońca zaćmienie. Jest to wbrew pozorom lepsze niż by się wydawać mogło, gdyż im coś podnioślejszego, tym mocniej przeraża.

Nagle z minuty na minutę ojcem się stajesz, a o swym dziecku, do którego stworzenia przyczyniłeś się z ochotą, nie wiesz dosłownie nic. Wiesz natomiast, że nie wychowujesz i nie wychowywałeś go ty. Kto inny go przewijał, kto inny go karmił, kto inny kołysał do snu czy łzy ocierał. Kto inny słyszał słowa pierwsze i kto inny słyszał cudowne wołanie ‘’tato’’, które w jego kierunku płynąć powinno. Jest jeszcze coś. Jego mama także przez innego do snu tulona do piersi była. Kto inny ją całował, kto inny dotykał, kto inny próbował Massimo rodzeństwem obdarować.

Jak to się stało, że ona nie jest jego? Jak to się stało, że to nie on synowi pomagał pierwsze kroki stawiać?

„Wydaje ci się niemożliwe, że wszystko, co przeżyłeś z drugą osobą, nagle zostaje przekreślone, złożone obietnice, wypowiedziane słowa, uronione łzy, wybuchy złości, wybuchy radości, pocałunki, intymność, zaklęcia szeptane w czasie tych magicznych chwil, wszystko to ulatuje jak cukier puder na torcie zdmuchnięty przez rozkapryszone dziecko”.

Świeżo upieczony w pewnym sensie ojciec postanawia z trudem, nie widywać się więcej z matką swego syna. Ona się nie zmieniła, on jest już innym człowiekiem.

„Stałem się tym, kim jestem. A kim byłem wcześniej? Agresywnym młokosem – przez tego faceta, którego dziś spotkałem, przez moją matkę, którą z nim nakryłem. Byłem nikim, a moje życie zmierzało w niewiadomym kierunku, dopóki nie poznałem jej. Ona mnie zmieniła. Przy niej zacząłem żyć, zapragnąłem coś stworzyć, ale nie umiałem. Dlatego mnie zostawiła. Kiedy zobaczyłem ją w samochodzie z innym, zrozumiałem, że przemocą i złością niczego nie wskóram. One mi jej nie zwrócą. Tamtego wieczoru moje serce umarło po raz kolejny. Ale dzięki niej zaznałem szczęścia i prawdziwej miłości”.

Gin z nowym pierścionkiem na palcu i sercem, pod którym nowe życie się rozwija jest szczęśliwa, jak nigdy przedtem. Ma go. Jest jej i tylko jej. Finansowo stoją dobrze, miłość kwitnie, dziecko niedługo gaworzyło będzie, a on już jej nie skrzywdzi. Przyrzekł przecież.

Niestety ile dobra w naszym życiu, tyle też zła musi być, a gdy jeden się rodzi, drugi umrzeć musi. Gin dowie się więcej niż by się spodziewała, ponieważ to co jej najdroższe się do tragedii przyczyni. Podejmie decyzję, jaką chyba każdy na jej miejscu by podjął, bo dla miłości poświęci się wszystko. Pieniądze, wolność czy też życie.

„Miłość jest jak róża: wszyscy skupiają się na jej kwiecie, ale to kolczasta łodyga trzyma ją przy życiu” – Richard Paul Evans

Mimo nieco trudnego charakteru silniejsza będzie od nich wszystkich, bo wiedzieć coś co nas zabija od środka, a nie powiedzieć nikomu, by odjąć trochę z barków swych strudzonych do łatwych nie należy. Aczkolwiek przeszkody im trudniejsze, tym więcej doświadczenia i wiedzy zostawiają, choć wraz z nimi rany liczne idą.

„Wreszcie zrozumiałem, co to znaczy ból. Ból to wcale nie znaczy dostać lanie, aż się mdleje. Ani nie znaczy rozciąć sobie stopę odłamkiem szkła tak, że lekarz musi ją zszywać. Ból zaczyna się dopiero wtedy, kiedy boli nas calutkie serce i zdaje się nam, że zaraz przez to umrzemy, i na dodatek nie możemy nikomu zdradzić naszego sekretu. Ból sprawia, że nie chce nam się ruszyć ręką ani nogą, ani nawet przekręcić głowy na poduszce”. – Jose Mauro de Vasconcelos

Stefano nie grzeszy wstrzemięźliwością. Wystarczy jeden inny mężczyzna przy Babi, by głowę stracił z zazdrości. Zazdrości, która jest jego jedynymi drzwiami do dawnego ‘’ja’’. Pierwsza miłość nie zardzewiała, lśni dalej niby diament odbijając najdrobniejsze refleksy światła. Czyny egoistyczne, czyny nieodpowiedzialne – to wszystko z miłości. Miłości, którą choć nie ją jedną darzy, bo Gin przecież także kocha, to ta jednak jakby lepsza i to nie dlatego, że zakazana. Po prostu jest silniejsza.

„Jej pocałunki są jedyne w swoim rodzaju, są miłością, niekończącą się historią, są moimi łzami i bólem, moim szczęściem i życiem, moim przekleństwem i pragnieniem, moim wyrokiem i wolnością”.

„Jaki wybór trudny!
Starsza jak śniegi – u tej warkocz cudny
Niby listkami brzoza przyodziana;
Ta z alabastrów – a ta zaś różana –
Ta ma pod rzęsą węgle – ta fijołki –
Ta jako złote na zorzy aniołki,
A ta zaś jako noc biała nad rankiem,
Więc jednej mężem – drugiej być kochankiem;
Więc obie kochać, a jedną zaślubić?
Lecz którą kochać? Którą tylko lubić?…” – Juliusz Słowacki

Miłość do Gin wystarczająca nie była, lecz jeszcze jedna się pojawi, ta najbardziej pierwotna, ta najbardziej czysta. Ta, którą z żadną pomylić nie zdoła nikt. Ta, dla której zmieni on wszystko, jeśli zajdzie potrzeba. Ta, dla której świętym być będzie, bo zasługuje na to. Ta, dla której gwiazdkę z nieba ściągnie.

Która z kobiet będzie tą, u boku której mężczyzna ten wspaniały starości doczeka? Która z kobiet miłość będzie musiała zamknąć w szufladzie, która sama z dzieckiem zostanie? Jaki będzie Stefano, jako ojciec? Jakaż to tragedia telenoweli godna decyzje podejmie za nich?

Trzy razy ty” to życiowa opowieść. Porusza dokładnie tematykę miłości w idealny sposób, atakując te założenia, co do których spór niejeden przeprowadzono. Ukazana jest tutaj: miłość dla pieniędzy i sławy, która jest równie dobrym narzędziem w rękach, które się go nie brzydzą, co klucz do drzwi.

Miłość do rodziców życie dzieci czasem niszczy, ponieważ niektórzy rodzice nie robią dzieci dla tych dzieci, lecz dla samych siebie, by przelać na nie swoje ambicje, odmowy nie przyjmując.
Ulotność miłości, gdzie w jednej chwili jesteś z kimś, uważasz, że wszystko jest dobrze, że kochasz i jesteś kochany, i że uczucie przeciwności każdej czoła stawi, natomiast w drugiej dowiadujesz się, że już od dłuższego czasu partner twój ma obiekcje bądź problemy, które burzą ten domek z kart. Wali się wasze pożycie i to co was łączyło okazuje się znikać – wspólne marzenia, plany, nadzieje, przeżycia – staje się to bez znaczenia.

Miłość rodzica do dziecka. Pojawia się na tym świecie istota, która jest twoim dziełem, twoją cząstką, która pozostanie na tym świecie, gdy ty się w proch obrócisz; istota, która jest od ciebie całkowicie zależna, która kocha cię bezgranicznie, dla której jesteś ideałem, która ufać ci do końca nie przestanie nigdy…

Co kilka stron „Trzy razy ty” przewija się też pytanie, które my ludzie powinnyśmy zadawać sobie co pewien czas. Czy jestem szczęśliwy?

Mancini chce być szczęśliwy. Nie ma w tym nic złego, jest tylko jedno ALE. Szczęście, radość…potrzebujemy ich, są dobre, aczkolwiek rzadko kiedy nas uczą. To ból, rozdarcia i rany uczą nas tego, z czego powstały, w wyniku czego stajemy się nie tylko twardsi, ale także mądrzejsi o popełniane błędy.

Nie wiedzieć jest źle, dobrze nie rozumieć. Jeśli będziemy szczęśliwi, bądź będziemy do tego szczęścia dążyć jednocześnie pamiętając by nie krzywdzić po drodze innych i by nie zapominać nauki płynącej z ran już zabliźnionych, będzie nam się bez wątpienia dobrze żyło.

Książka jest dobrze napisana, posiada wiele wartości moralnych i cennych porad życiowych. Ciekawe opisy pracy w telewizji i utarczek międzyludzkich. Nie jestem skorą do wzruszeń osobą, lecz przy tym tomie musiałam parę razy po chusteczki sięgnąć, czytanie przerwać na parę minut dobrych, bo łzy pole widzenia zamazywały. Nie mam żadnych wątpliwości, że sława Mocci i rankingi jego pozycji są absolutnie trafne i słuszne.

„Ludziom, którzy mają wszystko, trudniej jest szczęście znaleźć. Luigi Pirandello mawiał, że prawdziwe szczęście to małe potrzeby. Albert Camus natomiast starał się zrozumieć, na czym ono polega. Ja uważam, że każdy wie, co by go uszczęśliwiło. To jedynie kwestia odwagi, by o to zawalczyć. Jak powiedział Jorge Luis Borges: w życiu popełniłem tylko jeden grzech, nie byłem szczęśliwy”.

Informacje o książce:
Tytuł: Trzy razy ty
Tytuł oryginału: Tre volte te
Autor: Federico Moccia
ISBN: 9788328709614
Wydawca: Muza
Rok: 2017