Biografie i wspomnienia

Czarny anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk – Agnieszka Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze

Czarny anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk - Agnieszka Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze

Czarny anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk
Agnieszka Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze

Ewa Demarczyk, “panna, madonna, legenda tych lat”, to mistrzyni lirycznego nastroju, która przez wiele lat popularyzowała poezję śpiewaną. Tylko ona potrafiła z tak dojmującym utęsknieniem śpiewać o Tomaszowie (“przecież wszystko tam zostało, nawet ta cisza trwa wrześniowa”), by już za chwilę silnie i z pasją wprawić w ruch “Karuzelę z madonnami”. Później stawała się bezbronna, wręcz balansowała na granicy rozpaczy, kiedy opowiadała historię “Skrzypka Hercowicza”. Następnie przeobrażała się w wyzywającą, momentami apodyktyczną, damę, wspominającą swój “Grande Valse Brillante”.

Niestety Ewa Demarczyk zmarła w ubiegłym roku. Pozostawiła po sobie wspomnienia, piosenki i raptem dwie płyty zarejestrowane w kraju! Spodziewałem się, że mocniej odczujemy jej stratę, ale media wolą nas raczyć zagraniczną “papką” oraz disco polo. Gdzie się podziało miejsce na poezję śpiewaną? Przed laty funkcjonowała przecież w głównym nurcie polskiej piosenki! Ta nieobecność sprawia, że sporo młodych osób nie zna repertuaru artystki, jej scenicznego emploi, nie zna jej samej… Pozostaje mi mieć nadzieję, że część z nich sięgnie po książkę “Czarny anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk”, która jest próbą przybliżenia jej postaci.

Ewa Demarczyk od wielu lat nie nie udzielała się publicznie. Autorki książki – Angelika Kuźniak oraz Ewelina Karpacz – Oboładze starały się do niej dotrzeć, ale ich wysiłki spaliły na panewce. Kobiety próbowały wypełnić brak po “wielkiej nieobecnej”, sięgając po prasowe wypowiedzi artystki. Dotarły także do jej korespondencji. Jednak to nie było w stanie zapełnić powstałej luki. Nie zapełni jej już nikt. Nigdy. Dlatego też narratorami, przybliżającymi historię „czarnego anioła”, są przede wszystkim jej bliscy współpracownicy.

***

Ewa Demarczyk, zanim stała się niekwestionowaną królową poezji śpiewanej, lubowała się w utworach lekkich, łatwych i przyjemnych! To było dla mnie spore zaskoczenie. W końcu na archiwalnych nagraniach jawi się jako postać z innego świata, niedostępna, przesiąknięta i promieniująca sztuką przez duże “s”. A była nie tylko “czarnym aniołem” (to określenie zaczerpnięto z utworu z jej repertuaru), ale i człowiekiem z krwi i kości. Piła wódeczkę ze swoimi znajomymi z Piwnicy pod Baranami, w której szlifowała swój talent. Z jej ramienia wystąpiła w czasie I Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w 1963 r., który wygrała w cuglach. Rok później otrzymała II nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie za interpretację “Grande Valse Brillante”.

Od tego momentu zaczęła regularnie występować za granicą, m.in. we francuskiej Olympii. Jej hipnotyzujący głos podziwiała również publiczność m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Hiszpanii, Niemczech, Australii, Belgii czy w republikach dawnego Związku Radzieckiego.

Wróżono jej międzynarodową karierę, jednak na przeszkodzie stanął… upór artystki. Przez pewien czas nie zgadzała się na śpiewanie utworów w innym języku niż ojczysty. Dopiero później zaczęło się to zmieniać, ale – jak wspominają jej znajomi – zdecydowała się na to zbyt późno.

Artystka była zresztą osobą bardzo niezależną i nie kalkulowała swojej działalności estradowej. Cechowała ją perfekcja, która często dawała się we znaki muzykom z jej zespołu i organizatorom koncertów. Choć z dzisiejszej perspektywy wymagania Demarczyk są nader… skromne. Czarna scena, a na niej 2 czarne, nastrojone fortepiany. I tyle. W czasach, kiedy jesteśmy bombardowani tysiącami bodźców ze sceny, są to drobiazgi.

Wspomniany upór doprowadził karierę artystki do upadku. W drugiej połowie lat 80. rozwiązała zespół, z którym występowała, i założyła swój teatr. Po przemianach transformacyjnych z 1989 r. starała się znaleźć dla niego siedzibę oraz zorganizować dofinansowanie na jego działalność. Z biegiem czasu liczba jej koncertów spadła, głos tracił na sile (nałogowo paliła papierosy), ale ona sama zdawała się tego nie zauważać. Może to będzie krzywdzące uproszczenie, jednak mam wrażenie, że zgubiła ją własna pycha. W zasadzie na własne życzenie przez ostatnie 20 lat milczała i żyła w odosobnieniu. Na rynku nie ukazały się jej niewydane wcześniej piosenki, choć mogła skorzystać z ministerialnego wsparcia. Czegoś ewidentnie zabrakło.

Lektura “Czarnego anioła…” wywołała we mnie uczucie żalu za niewykorzystaną szansę na międzynarodową karierę Ewy Demarczyk. Za skromną dyskografię i za to, że artystka wycofała się z życia publicznego. Szkoda, że nie zgodziła się na rozmowę z autorkami książki poświęconej jej życiu i twórczości. Może niełatwy charakter w połączeniu z dużą wrażliwością sprawił, że jej losy potoczyły się w taki, a nie inny sposób? Może bez niego jej interpretacje nie byłyby tak wybitne? Cóż, świat toczy się dalej, a “dalekie pociągi jeszcze jadą dalej. Bez ciebie. Cóż? Bez ciebie. Cóż?”.

Informacje o książce:
Tytuł: Czarny anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk
Tytuł oryginału: Czarny anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk
Autor: Agnieszka Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze
ISBN: 9788324020492
Wydawca: Znak
Rok: 2015

Sklepik Moznaprzeczytac.pl

Serwis recenzencki rozwijany jest przez Fundację Można Przeczytać