Oszustka - Janelle Brown - Recenzje książek z każdej półki - MoznaPrzeczytac.pl
Recenzje książek

Oszustka – Janelle Brown

Oszustka - Janelle Brown

Oszustka
Janelle Brown

„Tym, co czuje przede wszystkim, jest żal. Żal, że nie wykorzystałam lepiej tego, co miałam i udawałam, iż drogą, którą obrałam, była moją jedyną opcją.
Bo nie była. To ja wybrałam tę drogę. To ja się jej trzymałam. I jeśli zawiodła mnie właśnie tutaj, to wyłącznie z mojej winy.
Jeśli kiedykolwiek się stąd wydostanę, przyrzekam, że odszukam lepszą ścieżkę”

Czytam w dniach ostatnich książkę za książką. Historie za historią poznaję, bohaterów osądzam, lubiąc lub też nie. Różne gatunki literackie mi przez ręce przechodzą, różni autorzy, różne motywy. Niestety powtarza się nieprzerwanie irytacja względem postaci. Chociażby dziś przy śniadaniu się żaliłam i koty wieszałam na pewnej książkowej matce. Ludzie patrzą na mnie z dezaprobatą bądź przerażeniem, gdy jak prądem rażona podryguję pogrążona w lekturze, mamrotam coś pod nosem czy zamykam gwałtownie książkę kręcąc głową, aż włosy twarz mi chłostają, by po zaledwie sekundach paru równie niespodziewanie wsunąć na powrót nos między kartki.

Tak mniej więcej przebiegała moja przygoda z „Oszustką” autorstwa Janelle Brown. Często fabuły mi się plątają bądź zacierają. W przypadku tego thrillera przekonana jednak jestem, że proces ten nie wystąpi. Lubię się czepiać, tutaj stety nie mam czego. To dopracowana pod każdym niuansem, wciągająca i pouczającą moralnie pozycja na miarę naszych czasów. Zwroty akcji krążenie przyspieszało, myśli nadążyć nie umiały. Uważacie, że znacie powiedzenie: całe życie w kłamstwie? Wierzcie mi, dopiero pełne znaczenie poznacie.

“Są dwa rodzaje ludzi: ci, którzy czekają, aż ktoś ich obdaruje, i ci, którzy biorą co chcą”

Ninę Ross można by przyrównać do Robin Hooda, szytego pod XIX wiek. Można by, gdyby bohater średniowiecznych angielskich legend z Sherwoodzkiego lasu, swe łupy pozostawiał na własnym koncie. Ross jest dobra w swym fachu. Ze swoim wspólnikiem kochankiem niejednemu bogatemu uszczupliła zasoby materialne. Nie mam tu na myśli wyłącznie zielonych papierków z wizerunkami władców. Nie jest płotką, by grzebać komuś po kieszeniach.

Krew nie woda, a ona ma to we krwi. Możemy nie lubić, nie poważać rodziców, mimo to, chcąc nie chcąc pierwsze wzorce nabywamy od nich. Dorastamy zaklinając się na wszystkie świętości, że nie będziemy jak oni. Po dwudziestu latach spędzonym przy kimś, niełatwo wyzbyć się przyzwyczajeń bądź standardów wedle których się żyło, zasad, których się przestrzegało. Mijają kolejne lata spędzone tym razem na rzekomych własnych warunkach. Przychodzi jednak moment, w którym dostajesz obuchem w głowę. Uświadomione ci zostaje, że nie udało się. Że jesteś jak ci, których naśladować nie chciałeś. Czy będziesz wiedział, jak ten stan rzeczy zmienić? A nóż lepszym pytaniem tutaj byłoby – czy możliwa jest owa zmiana? Zapamiętajcie proszę to pytanie, bowiem wrócimy jeszcze do niego.

Bar, knajpa, tak czy inaczej, znane miejsce, pękające w szwach od barwnych postaci, o ile przez postać barwy majętność rozumiemy. Ona kręcąca się, przykuwająca uwagę, chętna. Kilka drinków za dużo, jej towarzystwo w powrocie do domu. Dom, łóżko, ciemność. Oni nic z tego nie zapamiętają, ona zapamięta wszystko. Jak wejść do środka i z czym warto później wyjść. Wynieść, spieniężyć, odegrać się. Odegrać się za dawne krzywdy. Za drogę, z której nie mogła zejść, zawrócić. Za tamtą ją.

Jeden z lepszych skoków zakończył się sukcesem. Rosyjski małolat może nawet nie przypomni sobie, że w ogóle z kimkolwiek wrócił do tego skarbca, który domem zowie. Ich człowiek obraca już towarem, niedługo będą mieli znów spokój na jakiś czas. Kolejny spokojniejszy okres, kiedy spokojnie przeczesywała będzie Instagrama w poszukiwaniu nowych „klientów”. To takie proste. Tyle zdjęć, tyle wskazówek, tyle głupoty ułatwiającej jej wszystko.

“Wyobrażałam sobie, że przegląda uważnie moje zdjęcia, że szczegóły mojego życia mają dla niej walor rozrywkowy, i zrobiło mi się niedobrze. Zbyt łatwo zapomnieć o niewidocznych użytkownikach mediów społecznościowych, którzy przyglądają się nam w milczeniu i nigdy nie zdradzają swojej obecności. Nie obserwujący, lecz obserwatorzy. Nie wiemy, kto jest wśród publiczności i jakimi motywami się kieruje, gdy na nas patrzy”

Miała mieć wszystko. Miał to być jeden z ostatnich skoków. Miał. Wszystko uległo zmianie w ciągu jednej przejażdżki. W ciągu nawet nie godziny, a może kwadransa. Lily, jej mama miała być w remisji, zamiast tego rak powrócił. Jej człowiek miał spieniężyć ostatnie łupy, zamiast tego go zgarnęli, a towary przepadły. Miała zostać w domu z mamą i dbać o nią w chorobie, zamiast tego musi wyjechać z miasta. Zaszyć się wraz z Lachlanem, by nieba przez kraty nie oglądać w czas wielu lat najbliższych.
Czas, właśnie. Podobno ma dar leczniczy. Nie sprawdził się w przypadku ran Niny, nie sprawdził się. Mimo upływu ponad dekady z ran dalej sączy się gęsta niczym ropa nienawiść, zatruwając myśli i serce. Czemuż by nie skorzystać? Po co wysilać się, czaić się w mroku Instagrama, skoro idealną kandydatkę ma pod ręką? Tak. Oto nadszedł czas, by rodzina Lieblingów spłaciła swój dług. Zapłaciła za wyrządzone szkody Za poczynione niesprawiedliwości.

“Czy można pociągać dziecko do odpowiedzialności za grzechy rodziców?”

Za dobrze pamięta tamten dzień, gdy jego ojciec nakrył ich razem. Nim się zorientowała dotarła do domu, przed którym mama ostatnie bagaże dopakowywała, złamana obietnica czerwieniła jej twarz. Nie chciała się ugiąć, nie mogła, oni o to zadbali. Znów wylądowały na starym gnoju. Znów nie miała perspektyw. Wszystko przez nich, w wyniku ich pogardy i przekonaniu o swej wyższości, jaką miały stanowić pieniądze, choćby ten milion schowany w rezydencji w Stonehaven. Tylko ten milion, który uważali za zapasowe drobne czynił z nich lepszych. Tylko ten milion, jest tym, o czym myślą z Lachlanem, gdy jadą do miasteczka. Te “drobne” Lieblingów, są ich celem. Ich, ale już nie Niny i Lachlana, a Ashley i Michaela. Nie pary sprytnych oszustów, a instruktorkę jogi i wykładowcy pisarza. Bajeczka dopięta na ostatni guzik wychodzi im gładko, a kobieta, której ją serwują bezbronna niczym dziecko.

Vanessa nie jest jednak tym, za kogo ją biorą. Nikt w Stonehaven nie jest tym, za kogo się podaje. Vanessa Liebling, spadkobierczyni fortuny, z historią rodową godną licznych powieści, jedna z najpopularniejszych influencerek. Przynajmniej do niedawna. Piękna, bogata, władza, mająca wszystko, lśni na zdjęciach. Tak bardzo przywykła do tarczy z filtrów czy statusu, że bez nich nie umie odnaleźć się w towarzystwie prawdziwych ludzi, tak jak nie umie znaleźć odpowiedzi na pytanie: kim ja jestem? Kim jest bez filtrów, hasztagów i nazwiska? Co kryje się pod najlepszymi markami odzieżowymi?

Samotna kobieta, nie mająca nic poza nazwiskiem, domem i chorym psychicznie bratem, która zrobi wszystko by ktoś obdarzył ją miłością, gdyż sama nie umie.

Nie umyka to Ashley/Ninie. Łatwo było tu przyjechać z gotowym planem i celem. Wszystko wydaje się proste w wizualizacji umysłu. Schody zaczynają się, w przenoszeniu tego do realu. Tyle lat nienawiści, tyle lat kotów wieszania, oceniania kobiety, którą być chciała, a która według niej nie powinna mieć tego, co miała, bowiem nie zasługiwała, nie doceniała. Czy gniew i chęć zemsty Ashley wytrzyma zetknięcie z rzeczywistą Vanessa Liebling, która tak różni się od tej z hasztagów na Instagramie? Czy w ogóle może być mowa o zemście, skoro wszystko, co do tej pory wiedziała to kłamstwa i niedomówienia, którymi karmili ją wszyscy, których spotkała w swoim życiu?

A przede wszystkim, jak zachowa się każdy człowiek z osobna w tej historii, gdy postawi się go przed obliczem własnym błędów?

“Najłatwiej oceniać z oddalenia. Właśnie dlatego internet zrobił z nas domorosłych krytyków, ekspertów od analizy gestów i sylab, którzy ukryci za ekranem monitora, przeświadczeni o swej bezkarności, szydzą z innych. Płacimy się w samozadowoleniu, pewni, że ich wady są gorsze niż nasze, że jesteśmy od nich lepsi. Wyższość moralna to przyjemna pozycja wyjściowa, nawet jeśli zawęża pole widzenia.
Ale o wiele trudniej kogoś oceniać, gdy stoisz z nim twarzą w twarz, a jego słabości czynią go ludzkim”

Uwielbiamy nienawidzić innych. Uwielbiamy rozpływać się nad błędami innych. Dzięki nienawiści żywionej do innych, możemy zapomnieć o tej, jaką czujemy do siebie. Dzięki punktowaniu błędów innych, możemy zamykać oczy na własne. Oceniamy wszystko i wszystkich na każdym kroku. Tak bardzo weszło nam to w krew, że często nie jesteśmy w stanie zdawać sobie z tego sprawy.

Ale gruba. Ale brzydki. Ale głupia. Ale nudziarz. Ale się ubrała. Co on wyczynia? Co on plecie za farmazony?
Jak często podobne myśli przelatują przez wasze głowy, gdy usta wygięte w uśmiech przeczą tym uwagom?

Może gdybyśmy skupili się na własnych czynach, miast wytykać drugiemu jego złe postępowanie, ustrzeglibyśmy się w czas z własnym. Tego powinni uczyć w szkołach, na kursach, na meetingach. Wszędzie. Jak zobaczyć człowieka w człowieku.

Wcześniej pisałam, o podobieństwo do swych rodziców, któremu próbujemy zaprzeczać. Zamiast zaprzeczać moglibyśmy wzorować się na tym co dobre w nich i uważać, by nie ponawiać tego, co złe w nich. Różnica wydaje się być nieduża, a jednak – jest znacząca.

Oto chodzi Janelle Brown. To, co wmawiamy innym często jest tym, w co chcemy wierzyć. Lily całe życie wmawiała Ninie, że wszystko robi dla niej. Nina całe dorosłe życie wmawiała sobie, że nie mogła zejść z drogi, którą obrała. Że jest biedna, bo Lieblingowie są bogaci. Skupmy się na sobie, nie na drugiej osobie. Wyjdzie to na dobre. Po prostu żyjmy swoim życiem. Nina tak długo odkładała porządne życie na później, że niemal je straciła. Vanessa tak długo trzymała się nazwiska, że niemal je straciła. Lachlan tak mocno trzymał się pieniędzy…

To książka o tym, co zazdrość i nienawiść mogą zrobić z człowiekiem. To książka o tym, co brzydkie, choć tak błyszczące. O tym, że to, czego chcemy rzadko jest tym, czego potrzebujemy.

Cała powieść „Oszustki” toczy się wokół pozorów i Instagrama, chwilowo najmodniejszej aplikacji. Mało kto nie ma na niej profilu, chociaż niekoniecznie założył konto, by upubliczniać własne zdjęcia. Chcemy wejść do życia kogoś. Po napawać się, poużalać, poplotkować lub poszydzić. Janelle uwagę zwraca, że obserwujących, nie obserwatorów, jest mnóstwo. W wiadomościach trąbią i buczą o niebezpieczeństwie bycia publicznym w social mediach, o nieostrożności. Uważamy, że nas to nie dotyczy. Dlaczego? Czy nie odwiedzasz mój drogi, moja droga kont osób nie mających niebieskiego kółeczka z białym ptaszkiem w jego środku, choć nie pozostawiasz po sobie żadnego konkretnego śladu? Czemu więc uważasz, że tylko ty lubisz się bawić anonimowością? Uważaj komu i czemu ufasz, skoro sama/ sam bywasz swoim największym wrogiem…

“Mogłabym winić matkę. Za to, że przyszło mi płacić za jej złe decyzje; że nie ułatwiła mi życiowego startu, czego tak bardzo potrzebowałam. (…) Mogłabym winić Lachlana. Za to, że mnie uwiódł i namówił na wspólne fuchy i że zwrócił się przeciwko mnie, kiedy stałam się niewygodna.
Mogłabym winić społeczenstwo, mogłabym winić rząd, mogłabym winić zwyrodniały kapitalizm(…).
I z całą pewnością wszystkie te czynniki w jakimś stopniu sprawiły, że jestem tu, gdzie jestem. Ilekroć jednak szukam winnego, zawsze znajduję jedną i tę samą osobę: siebie. To ja jestem wspólnym mianownikiem. Zaczynam dochodzić do wniosku, że nie istnieje jedna, właściwa ścieżka, którą należy kroczyć przez życie; nikt nie podejmuje za nas decyzji. Zamiast rozglądać się po świecie w poszukiwaniu przyczyn swojej sytuacji, powinnam w końcu spojrzeć do wewnątrz”.

Informacje o książce:
Tytuł: Oszustka
Tytuł oryginału: Pretty Things
Autor: Janelle Brown
ISBN: 9788326837104
Wydawca: Agora
Rok: 2021

Sklepik Moznaprzeczytac.pl
Skip to content