
Fatum. Polityka i katastrofy współczesnego świata
Niall Ferguson
Katastrofy mają w sobie coś paradoksalnego. Z jednej strony towarzyszą człowiekowi od początku dziejów, powracają w różnych formach i często są opisywane przez historyków jako punkty zwrotne dla całych cywilizacji. Z drugiej strony, gdy naprawdę nadchodzą, niemal zawsze wywołują zaskoczenie, chaos i poczucie, że nikt nie był na nie gotowy. Właśnie z tego napięcia między wiedzą o przeszłości a bezradnością wobec teraźniejszości wyrasta książka Nialla Fergusona „Fatum. Polityka i katastrofy współczesnego świata”. Autor nie próbuje napisać jedynie kolejnej kroniki plag, wojen, kryzysów finansowych czy pandemii. Jego ambicją jest raczej pokazanie, że katastrofa rzadko bywa czymś całkowicie zewnętrznym wobec człowieka. Nawet jeśli zaczyna się od zjawiska naturalnego, erupcji wulkanu, wirusa, trzęsienia ziemi czy suszy, to jej rzeczywiste skutki zależą od struktur społecznych, polityki, sieci powiązań, jakości instytucji i ludzkiej zdolności do wyciągania wniosków.
Niall Ferguson, jako historyk o ogromnym dorobku i rozpoznawalnym stylu, zabiera czytelnika w szeroką podróż przez historię nieszczęść, które dotykały ludzkość. Na kolejnych stronach pojawiają się epidemie, katastrofy technologiczne, kryzysy polityczne, upadki imperiów, finansowe załamania, a także współczesne napięcia między Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Widać tutaj erudycję autora oraz jego skłonność do łączenia bardzo odległych dziedzin. Historia spotyka się z ekonomią, nauką o sieciach, socjologią, politologią, epidemiologią i teorią zarządzania ryzykiem. Dzięki temu książka nie jest prostym zestawem opisów kolejnych tragedii, ale próbą uchwycenia mechanizmów, które sprawiają, że jedne społeczeństwa potrafią ograniczyć skalę katastrofy, a inne potęgują ją przez opóźnienia, złe decyzje, biurokratyczny paraliż lub zwykłe lekceważenie ostrzeżeń.
Na uwagę zasługuje przede wszystkim pierwsza część książki, w której Ferguson najlepiej wykorzystuje swoje historyczne zaplecze. Bardzo ciekawie wypadają rozważania o tym, że podział na katastrofy naturalne i spowodowane przez człowieka jest w dużej mierze umowny. Trzęsienie ziemi samo w sobie jest zjawiskiem geologicznym, ale liczba ofiar zależy już od jakości budynków, lokalizacji miast, decyzji władz i poziomu przygotowania mieszkańców. Epidemia może zacząć się od patogenu, ale jej przebieg zależy od komunikacji społecznej, zaufania do instytucji, sprawności administracji oraz gotowości państwa do szybkiego działania. W tym sensie książka uczy pewnej pokory. Pokazuje, że katastrofy nie są anomalią w historii, lecz jej stałym elementem. Bardziej niepokojące jest jednak to, że bardzo często dysponujemy już wcześniejszymi doświadczeniami, ostrzeżeniami i wiedzą, a mimo to popełniamy podobne błędy.
Ciekawym elementem książki jest wykorzystanie pojęć takich jak „czarne łabędzie”, „szare nosorożce” czy „Kasandry”, czyli osoby ostrzegające przed niebezpieczeństwem, których nikt nie chce słuchać. Ferguson pokazuje, że niektóre katastrofy są rzeczywiście trudne do przewidzenia, ale wiele z nich wcale nie przychodzi znikąd. Kryzys finansowy, pandemia czy przeciążenie skomplikowanych systemów administracyjnych często mają wyraźne zapowiedzi. Problem polega na tym, że człowiek ma tendencję do myślenia wstecznego. Kiedy coś już się wydarzy, zaczynamy uznawać to za oczywiste i nieuniknione. Zanim jednak nastąpi, wypieramy możliwość, że naprawdę może się zdarzyć. To jedna z mocniejszych refleksji płynących z tej lektury, bo dotyczy nie tylko wielkiej polityki, ale też zwykłego sposobu myślenia o ryzyku.
Książka jest napisana przystępnie, choć nie zawsze lekko. Ferguson potrafi prowadzić narrację dynamicznie, sprawnie przechodzić między epokami i budować szeroki kontekst. Miejscami lektura przypomina intelektualny esej, w którym autor swobodnie odwołuje się do starożytności, literatury, ekonomistów, teorii politycznych i współczesnych wydarzeń. Dla czytelnika lubiącego takie interdyscyplinarne połączenia będzie to duży atut. Można odnieść wrażenie, że autor nie tyle opisuje katastrofy, ile buduje z nich wielką mapę ludzkich złudzeń, błędów i powtarzających się mechanizmów. Dzięki temu „Fatum” potrafi zmienić sposób patrzenia na kryzysy. Nie są one już wyłącznie czymś, co „spada” na ludzi, ale sprawdzianem tego, jak zbudowane są nasze państwa, instytucje i relacje społeczne.
Nie jest to jednak książka pozbawiona wad. Największym problemem wydaje się jej nierówność. Pierwsze rozdziały, bardziej historyczne i teoretyczne, są zdecydowanie najmocniejsze. Późniejsze partie, szczególnie te poświęcone pandemii COVID-19, mogą już budzić mieszane odczucia. Z jednej strony trudno się dziwić, że autor tak dużo miejsca poświęca koronawirusowi, skoro książka powstawała w cieniu tego wydarzenia i próbuje uchwycić katastrofę niemal na gorąco. Z drugiej strony właśnie ten fragment najszybciej się starzeje. Pisanie o aktualnym kryzysie z perspektywy historyka jest ryzykowne, bo brakuje jeszcze pełnych danych, dystansu i wiedzy o długofalowych skutkach. W rezultacie część dotycząca COVID-19 miejscami przypomina bardziej publicystykę niż pogłębioną analizę historyczną.
Można też mieć zastrzeżenie do proporcji. Książka zapowiada szerokie spojrzenie na politykę katastrof współczesnego świata, ale od pewnego momentu ciężar narracji przesuwa się wyraźnie w stronę pandemii oraz Stanów Zjednoczonych. Analiza amerykańskiej administracji, błędów decydentów, biurokracji i społecznego braku zaufania jest interesująca, ale czytelnik może oczekiwać szerszego spojrzenia globalnego. Pandemia nie była przecież doświadczeniem wyłącznie amerykańskim, a różnice między krajami, modelami państw, kulturami zaufania i sposobami reagowania zasługiwałyby na jeszcze mocniejsze rozwinięcie. Podobnie końcowe rozważania o rywalizacji USA i Chin są ciekawe, ale momentami wchodzą już w obszar przewidywań i geopolitycznego gdybania, które nie zawsze ma taką siłę jak wcześniejsze partie książki oparte na historycznej analizie.
Mimo tych zastrzeżeń „Fatum” pozostaje lekturą wartościową. Nie jest to książka idealnie zwarta, a chwilami można odnieść wrażenie, że autor chce wykorzystać zbyt wiele zgromadzonych materiałów i odwołań. Niektóre fragmenty mogłyby być krótsze bez dużej straty dla całości. Jednak trudno odmówić Fergusonowi rozmachu, wiedzy i umiejętności prowokowania do myślenia. Największą wartością tej książki nie jest gotowa recepta na przyszłość, bo takiej zresztą nikt uczciwy nie może dać. Jej siłą jest raczej pokazanie, że katastrofy obnażają prawdziwy stan społeczeństw. Sprawdzają jakość przywództwa, odporność instytucji, zdolność do współpracy, poziom zaufania i gotowość do słuchania niewygodnych ostrzeżeń.
„Fatum” to ambitna, szeroko zakrojona i miejscami bardzo błyskotliwa książka o tym, dlaczego ludzkość tak często jest zaskakiwana przez wydarzenia, które wcale nie powinny być zaskoczeniem. Najbardziej skorzystają na niej czytelnicy zainteresowani historią, polityką, ekonomią i mechanizmami działania współczesnego świata. Nie jest to lekka opowieść o katastrofach, lecz raczej intelektualna próba zrozumienia, dlaczego w obliczu kryzysu jedni potrafią działać racjonalnie, a inni grzęzną w chaosie. Chociaż część dotycząca pandemii może z czasem wymagać uzupełnienia o nowszą wiedzę, sama główna myśl książki pozostaje aktualna: katastrofy były, są i będą, ale skala ich skutków zależy w dużej mierze od tego, jak bardzo jesteśmy gotowi przyjąć do wiadomości, że mogą wydarzyć się naprawdę.


