Dziecięcy Kram - Daniel Radziejewski - Recenzje książek z każdej półki - MoznaPrzeczytac.pl
Recenzje książek

Dziecięcy Kram – Daniel Radziejewski

Dziecięcy Kram - Daniel Radziejewski

Dziecięcy Kram
Daniel Radziejewski

“Jeśli wmówisz sobie coś tysiąckrotnie, to w końcu sam zaczynasz w to wierzyć, a to, co jest rzeczywiste i prawdziwe, schodzi na odległy plan. Tak dyktatorzy otumaniają całe narody i tak jednostka może oszukać swój własny umysł”

Jako wielka fanka twórczości Króla Grozy, Stephena Kinga, uważałam się za odporną na strach. „Dziecięcy Kram” zawrócił mnie z powrotem do dziecięcych lat, gdy nie chodziłam w nocy do toalety, zaś lampka nocna pełniła honory od zmroku do świtu. Niełatwo o kicz sięgając po elementy paranormalne, dlatego z ręką na sercu przyznać mogę, Daniel Radziejewski kawał dobrej roboty wykonał. Obeznany w swym fachu nauczyciel angielskiego biegle wzbudza silne emocje w czytelniku, wstrząsając nim nawet spodziewanymi zwrotami akcji.

Nie od możliwości jest wiara zależna, tylko od skali przerażenia, jakiej tyczy się zjawisko. Klara jest odpowiedzialną za pięcioletniego synka młodą bezdomną. Mierzy się z problemami przyprawiającymi ludzi o ciarki. Gdzie dziś będą spali? Ile jeszcze ma pieniędzy i skąd wziąć ich więcej? W co ubrać synka? Gdzie zjeść najtaniej? Jak zagwarantować bezpieczeństwo sobie i jemu?

Życie nauczyło ją twardo stąpać po ziemi, a jednak obraz ducha dziewczynki, ujrzanej przed laty wciąż ją prześladuje. Trudno nie myśleć o dniu poprzedzającym ten, w którym wszystko utraciła. Mamę, tatę, dach nad głową, a nawet ukochanego misia, prezent urodzinowy od taty. Sierociniec jest lepszy od tułaczki, aczkolwiek jak mówić szczęśliwie o czymkolwiek bez własnego miejsca w świecie?

Nadzieja umiera ostatnia. Osierocona nigdy jej nie porzuciła. Mama z zaświatów nie wróci, ale zaginionego tatę odnaleźć może. Musiała w to wierzyć. Musiała. Co innego utrzymałoby ją przy życiu przez te lata? Czas jednak wszystko zmienia. Także priorytety. Osiągnęła pełnoletniość i.… myślała, że złapała Boga za nogi, podczas gdy był to zwykły tchórz, lecz ani razu nie nazwała tamtej miłości błędem. Nie, gdyż Jason Evans pozostawił po sobie poza kolejną wyrwą w sercu, także Victora. Victora, który dawał jej siłę, który był najlepszym, co w życiu ją spotkało. Miłość bezgraniczna, tak się to nazywa. Dla niego żyła, dla niego nosiła głowę wysoko uniesioną.

Klara uważnie obserwowała swe dziecko, mimo to nie dostrzegła u niego przekleństwa, o którym prawdę wyznała jej matka przed śmiercią. Gorszą zmorą było więc święto Sete de Septembro, Dzień Niepodległości, który był jej osobistą klątwą. Wigilia święta tego napawała nadzieją, rozwiewaną z nadejściem dnia wielkiego. Tego roku nie mogło być inaczej, wie to. Zbyt wielkim szczęściem jest napotkanie niespodziewanego tropu ojca, na który naprowadza ją w kafejce zainteresowany nią właściciel. Ogrom szczęścia jest większy, Johny jest synem właściciela pralni. Ostatniego człowieka, jaki widział Leonardo Silve żywego.

Wzmianka o Leonardzie nie zawierała nic ponadto, co było już Klarze wiadome. Ważniejszą była możliwość rozmowy z Manuelem Balaguerem, który znał jej tatę. Który mógł potwierdzić, iż poszukiwany przezeń mężczyzna chodził kiedykolwiek po tej ziemi. Dać świadectwo. Prywatne śledztwo po raz pierwszy nabrało tempa, a córka miała coś, co podchodziło pod zarys planu. Punkt pierwszy, rozmowa z Manuelem. Punkt drugi, skontaktowanie się z autorką bloga kryminalnego, na którym to znalazła materiał o ojcu.

Późny wieczór otaczając świat prędzej, niż w swym zwyczaju miał, uświadomił Klarze, że zbyt głęboko weszła w rolę córki. Zyskała nadzieję na lepszą przyszłość. Balaguer nie miał może zbyt wielu informacji, za to oddał jej medalik Leonardo oraz zaproponował posadę, którą mogłaby objąć za kilka tygodni. Kilka tygodni. A co z jej rolą samotnej matki w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin? W natłoku wrażeń zapomniała, że jest bezdomną matką usiłującą związać koniec z końcem. Im bliżej godziny zero rozpoczynającej jej sądny dzień, tym ciemniejszą barwę przybierały chmury nad głową. W ich zwyczajowych noclegowniach były komplety, zaś na droższe miejsca połatany portfel brzęczał za cicho.

Nieszczęście jednego, szczęściem drugiego. Wydawałoby się, że przychylność opatrzności jeszcze ich nie opuściła. Koleżanka potrzebowała wsparcia, Klara zadaszonego kąta do spania. Nie mogła nie skorzystać z okazji, choć serce bolało na myśl, że tej nocy jej dziecko będzie bezpieczne, ponieważ dziecko znajomej będzie na stole operacyjnym. Kłamstwem obrzydliwym jest rzeczenie, że zawsze istnieje wybór. Trudno nie zgodzić się natomiast z ideą losu, jaki na nas maluczkich czeka.

Czy Klara w swej przeszłości mogła zmienić cokolwiek, by bieg historii inny tor obrał? Mocno wątpliwe. Nieważne, którą z decyzji by cofnęła, musiała się znaleźć w Cracolandii, tak jak musiał zobaczyć go na chodniku, patrzącego na nią. Mężczyznę. Przerażającego. Nieczłowieczego.

Nie dane jej było bić się z lękami, gdyż przebił je znacznie większy. Powrót do bezpieczniejszych rejonów Sao Paulo przez te ulice pełne zagrożeń nie tylko w ciemnych zakrętach bez wyjścia. Klara czuła do siebie wstręt, że przejmuje się sobą, skoro Leticia jechała do szpitala z powodu komplikacji, jakie wystąpiły przy operacji jedynej córeczki. Winna być wdzięczna za niezachwiane zdrowie Victorka, pomimo warunków, w jakich przyszło mu żyć. I z tych rozważań przykrych los ją wyleczył sprawnie. Zainteresował nią dwóch panów spod ciemnej gwiazdy, od których aż czarno w tej dzielnicy, a szczególną uwagą obdarzyli oni walizkę z całym dobytkiem, jaką ciągnęła ze sobą.

Przypadkiem wstąpiła do kafejki Johna Dallasuana. Przypadkiem wyłowiła w morzu zdjęć internetu to przedstawiające ojca. Przypadkiem w hostelach miejsca brakło. Przypadkiem zauważyła istotę, której widzieć nie powinna. Przypadkiem wystąpiła komplikacje operacyjne, w wyniku których znalazła się w nocy środku na ulicy, której wystrzegać się należy. Przypadkiem wyratował ją z opresji Alonso Bastos wraz ze swym pracownikiem Lucasem Pereirą, przypadkiem wracając do swojego sklepu z hurtowni, akurat tamtędy. Przypadkiem też Bastos posiadający sklep z odzieżą i zabawkami „Dziecięcy Kram”, potrzebował jeszcze jednej pracownicy, dla której miał kwaterę.

Tą historią żądzą przypadki. W ostatecznym rozrachunku przypadek rozsądzi także, czyje zwęglone ciało strażacy wyjmą z tego, co pozostanie po uwielbianym przez biednych rodziców sklepie.

Życie nie jest sprawiedliwe, miewa czarne poczucie humoru, a inspiracje na prezenty brała odeń macocha Królewny Śnieżki. Alonso można by również do tej niesławnej postaci bajkowej przyrównać. Uwzględnić tylko by należało, że Zła Królowa niosła za sobą śmierć, podczas gdy Bastos czerpał z niej korzyści, bezczeszcząc i dewastując, napędzany najniższymi z pobudek, przekraczając przy tym granice moralności, etyki, a nader wszystko człowieczeństwa. Diabeł w ludzkiej skórze? Nie. Człowiek pozbawiony wszelakich wyższych emocji, cech czy uczuć.

Klarze Silvie przyjdzie obcować nie tylko z istotą bez duszy, lecz również z samymi duszami, które pomsty łakną. To, o czym marzyła, otrzymała. Zatrute. Los może ją ozłocić, jednak cena będzie wyższa niż się spodziewa i nie tylko od niej wymagana. Klara nie ma możliwości zmiany ścieżki, ma ją jednak Lucimara. Jak daleko zgodzi się zabrnąć w tę mroczną puszczę w imię nowej przyjaźni? Owszem, pisała się na opowieść kryminalną, lecz nie takiej skali. Czy podoła?

Wartka akcja od deski do deski, adrenalina, mrożące krew w żyłach sceny i życie, które każdy czytelnik mógłby wieść. Nie da się dziwić, że „Dziecięcy Kram” podbija listy bestsellerów. Daniel Radziejewski wziął po trochu z każdego tematu, jaki może przynajmniej przyprawić o niepokój. Bezdomność, utrata bliskich, bieda, nałogi, śmierć i to, co po niej nadchodzi. Daniel jasno i dobitnie ukazuje tutaj element paranormalny w idealnie wyważony sposób. Porusza przy tym ciekawy aspekt życia. Jesteśmy słabymi istotami. Nasze ciała są tak samo kruche za życia, jak i po nim. Nasza siła leży tam, gdzie cielesność się kończy. Często myślę nad tym, co po sobie pozostawię. Wszyscy coś po sobie zostawimy. O ironio będzie tym „czymś” wszystko to, co materialne. Naszym bliskim będą przypominały o nas przedmioty, które do nas należały, z którymi mieliśmy kontakt, gdy nasz dotyk był jeszcze ciepły. Nieważne czy to będzie pluszowy miś, książka, telefon czy ulubiony kubek. W tym, co doczesne zostaniemy zaklęci. Cząstka nas pozostanie tutaj, nasz zapach, nasze preferencje, nasze radości uwięzione w prezencie urodzinowym, niczym list w butelce. Gdy ktoś odczuje tęsknotę za nami, weźmie w dłoń coś, co było naszą własnością, czymś dla nas znaczącym. I z relikwią taką powspomina, zapłacze. Nie da się w pełni opuścić tego świata…

„Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, a jego częścią” – Haruki Murakami

Informacje o książce:
Tytuł: Dziecięcy Kram
Tytuł oryginału: Dziecięcy Kram
Autor: Daniel Radziejewski
ISBN: 9788382193701
Wydawca: Novae Res
Rok: 2021

Sklepik Moznaprzeczytac.pl
Skip to content