Cool po koreańsku - Euny Hong - Recenzje książek z każdej półki - MoznaPrzeczytac.pl
Literatura faktu

Cool po koreańsku – Euny Hong

Cool po koreańsku - Euny Hong

Cool po koreańsku
Euny Hong

Sięgając po książkę „Cool po koreańsku” zastanowiłam się przez chwilę, co ja tak naprawdę wiem o Korei Południowej. I musiałam odpowiedzieć sobie krótko – niewiele. Kojarzę ten kraj z nowoczesną technologią i wysokimi biurowcami, ale to wszystko. Podczas gdy o Korei Północnej mogłabym, wzbogacona wiedzą z kilku ostatnio przeczytanych książek i artykułów prasowych, opowiadać godzinami, rozwodząc się nad niegodziwością panującego tam reżimu, biedą i ciężkim życiem mieszkańców. Tymczasem przecież do 1905 roku obie Koree stanowiły jedno Cesarstwo Koreańskie, okupowane później do końca II wojny światowej przez Japonię, by w końcu w 1945 roku ulec podziałowi wzdłuż 38 równoleżnika na dwie strefy wpływów: ZSRR i USA. W wyniku późniejszych walk między Północą i Południem, podpisanego rozejmu i zawartych przez obie strony sojuszy, podział na Koreę Północną i Koreę Południową został przypieczętowany. Te dwa państwa, będące kiedyś jednością, stały się swoimi najzagorzalszymi wrogami, co miało bezpośrednie przełożenie na sytuację obywateli, których boleśnie dotknęły dokonywane masowo aresztowania i czystki. W końcu najbardziej chyba traumatycznym doświadczeniem stało się bezlitosne rozdzielenie rodzin, zamieszkałych po przeciwnych stronach 38 równoleżnika. Bliscy mieli się nie spotkać przez dziesięciolecia, a być może nawet nigdy.

Autorka jest z pochodzenia Koreanką, urodzoną jednak w Stanach Zjednoczonych. Jak sama opowiada, w USA doznała wielu upokorzeń z racji swoich korzeni. Nie czuła się tam u siebie. Gdy miała 12 lat jej rodzice zdecydowali się na powrót do Korei Południowej. Zamieszkali w Seulu. Do tego, jak i do wielu innych powrotów, przyczyniła się polityka rządu południowokoreańskiego, który postawił na większy liberalizm i rozwój gospodarczy, a przy tym wprowadził wiele ciekawych rozwiązań, aby zachęcić młodych, wykształconych ludzi, by miast za granicą, realizowali swoje zawodowe pasje i ambicje w ojczyźnie. Wówczas była to jeszcze biedna i zacofana Korea. Autorka opisuje sytuacje wręcz komiczne, jak choćby ta, gdy gosposia u niej w domu bała się używać odkurzacza, a w koreańskich toaletach rolę odświeżaczy powietrza pełniły kulki na mole. A przecież była to druga połowa lat 80-tych!

Jak się więc stało, że w ciągu niespełna dwóch dekad Korea skutecznie przyspieszyła, przegoniła inne, bogatsze państwa i w końcu wysunęła się na prowadzenie, zostając 15-tą najbardziej rozwiniętą gospodarką świata? Jak udało się to krajowi, którego PKB na głowę mieszkańca w 1965 roku było niższe niż w Ghanie, a nawet w Korei Północnej? Jak to możliwe, że firma Samsung, zwana niegdyś potocznie Szajsung, ze względu na niską, jak łatwo się domyślić, jakość wypuszczanych na rynek produktów, stała się jedną z wiodących firm na światowym rynku? Jak to się stało, że mówimy dzisiaj o „hallyu”, czyli „koreańskiej fali”, ogromnej, globalnej popularności koreańskiej popkultury na świecie?

Autorka w swojej książce stara się przeanalizować różne aspekty koreańskiej popkultury (muzyka, gry wideo, film, w szczególności seriale) i ich wpływ na obce rynki. Szuka tez odpowiedzi na pytanie, co doprowadziło do tak spektakularnego sukcesu. Na pewno była to zaplanowana i konsekwentna polityka rządu, stosującego swego rodzaju protekcjonizm w wielu dziedzinach gospodarki, przemysłu, w tym również, a może należałoby powiedzieć nawet przede wszystkim, przemysłu rozrywkowego. Korea postawiła na „miękkie” podbicie innych rynków, za pomocą oswojenia i przyzwyczajenia do swojej popkultury. „Korea to starannie zapakowany pakiet” dostosowany indywidualnie do specyfiki rynku odbiorcy, pakiet szeroki, atrakcyjny i bogaty. Wcześniej branża rozrywkowa nie była traktowana w Korei Południowej poważnie, nie kojarzyła się z prawdziwym biznesem. Obecnie istnieją firmy wyławiające dziecięce talenty i zajmujące się profesjonalnie ich szkoleniem. Z przyszłą gwiazdą podpisuje się kilkunastoletni kontrakt, a następnie tworzy się ją od podstaw, szkoli, pilnuje, by przestrzegała surowych zasad. Taka nauka potrafi trwać długie lata, zanim pierwsza płyta trafi na rynek. To bardzo paternalistyczny system, masowa produkcja gwiazd, ale jak widać – działa.

Istnieją rządowe agencje badające poszczególne rynki i dostosowujące do ich potrzeb produkty. Choćby Japonia. Japończycy nie lubią uczyć się języków, swój uważają za najlepszy, wobec tego piosenki koreańskie wydawane są w Japonii po japońsku. Poza tym, by wzmocnić atrakcyjność produktu, przemysł rozrywkowy działa w przemyślany, pakietowy sposób. Organizując koncert, wypuszcza się również płytę, dołączając do niej grę muzyczną i grę taneczną wideo, książeczkę, kalendarz i co tam przyjdzie jeszcze komu do głowy. Wszystko oczywiście związane ściśle z koncertem. Na koncertach wykorzystuje się technikę hologramu, aby mógł on odbyć się w wielu miejscach równocześnie.

Zespoły k-popowe są zwykle liczne i charakteryzuje je synchroniczny, doskonale wyćwiczony taniec, który jest ważniejszy od samej muzyki. Liczy się „gra w zespole” więc nie ma solówek i indywidualizmu. Teksty są grzeczne, wyważone, to samo dotyczy stroju i zachowania. To spuścizna konfucjanizmu, który w swoich założeniach zawiera etykietę, porządek, kanony zachowania. W Korei nie do pomyślenia jest tolerowanie „złego” zachowania, zwłaszcza u młodych ludzi. Tak więc narkotyki, ekscesy seksualne, z których słyną zachodnie gwiazdy, są nieaprobowane, mogą zniszczyć karierę najjaśniej świecącej gwiazdy. Przestrzeganie wartości, poważanie dla starszych, szacunek dla pracy i nauki to podstawa. W czasie swojej nauki szkolnej autorka boleśnie doświadczyła stosowanych tam powszechnie kar cielesnych, czasami bardzo dotkliwych. Zarówno rodzice, jak i uczniowie uznawali to prawo nauczyciela za sprawiedliwe. Do nauki, głównie pamięciowej, przykładano ogromną wagę. Te aspekty wychowania ukształtowały charakter Koreańczyków. Samodyscyplina, umiejętność koncentracji i poświęcenia się pracy, chęć konkurowania i zwyciężania zespołowego, szacunek dla autorytetów i dążenie do perfekcji – oto rzeczywiste przyczyny sukcesu. Korea to Koreańczycy, a Koreańczycy to „han”, „ogromne pokłady hanu”, czyli gniewu za doznane w przeszłości niezawinione krzywdy, tkwiącego w pamięci zbiorowej narodu i czyniącego z Koreańczyków „najbezwzględniejszą rasę pod słońcem”. Daje on ogromną zaciętość i siłę do walki, która w powiązaniu z konfucjańskimi zasadami i konsekwentną polityką państwową pozwoliła Korei osiągnąć to, co wydawało się niemożliwe – dokonać inwazji kulturalnej Chin, Japonii, krajów arabskich, Ameryki Południowej, Afryki, Kuby, a w Europie na pewno Francji.

To tylko część niezwykle interesujących informacji o Korei Południowej, jakie możemy znaleźć w książce Euny Hong. Jest tego dużo więcej. Od kuchni koreańskiej, z jej kontrowersyjną kapustą kimchi, przez opis ewoluowania koreańskiej obyczajowości na przestrzeni dziesięcioleci, do gwałtownego rozwoju rodzimej kinematografii (kto z nas nie zna filmu Oldboy), która wkroczyła nawet na międzynarodowe festiwale filmowe, sięgając po najwyższe trofea. Jest też mowa o bazach amerykańskich w Korei Południowej, o uchodźcach z Korei Północnej i ich postrzeganiu przez braci z Południa. Słowem – mnogość, mnogość, mnogość. A wszystko to na dokładkę doprawione szczyptą humoru i anegdoty. Brakowało mi trochę zdjęć, które na pewno płynniej wprowadziłyby w klimat, pomogły lepiej wczuć się w temat, a na pewno uatrakcyjniłyby lekturę.

Aby przekonać się, czy Korea jest cool i dowiedzieć się, jak wyglądała jej ekspresowa droga z trzeciego do pierwszego świata, warto sięgnąć do tekstu. A może też da się wyciągnąć z niego jakieś wnioski, które okażą się przydatne także dla nas.

Informacje o książce:
Tytuł: Cool po koreańsku. Narodziny fenomenu. Jak jeden naród podbił świat za pomocą popkultury
Tytuł oryginału: The Birth of Korean Cool. How One Nation is Conquering the World Through Pop Culture
Autor: Euny Hong
ISBN: 9788366329812
Wydawca: Relacja
Rok: 2020