Literatura faktu

60 minut do śmierci. Zagadka katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim – Mirosław Kozłowski

60 minut do śmierci. Zagadka katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim - Mirosław Kozłowski

60 minut do śmierci. Zagadka katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim
Mirosław Kozłowski

Pamiętam ten obraz z telewizji, choć miałem wówczas zaledwie kilka lat. Widzę przed sobą ujęcia z powietrza, przedstawiające ogromny kawał wyciętego lasu, połamane drzewa i bliżej nieokreślone szczątki. Pomimo usilnych prób, nie potrafię zrozumieć tego, co przed chwilą zobaczyłem. Pewnie dlatego ten dziwny widok ani mnie nie przeraża, ani nie wywołuje innych trudnych emocji. Jedno jest pewne – zapisał się w mojej pamięci do dzisiaj. Teraz już doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jest to miejsce tragedii samolotu Ił-62M “Tadeusz Kościuszko”, która pochłonęła 183 istnień ludzkich.

Z żalem piszę te słowa, ale katastrofa w Lesie Kabackim z 1987 r. – największa pod względem liczby ofiar w historii polskiego lotnictwa – zatarła się w świadomości Polaków. Bardzo często utożsamia się ją z wypadkiem, w którym 7 lat wcześniej zginęła piosenkarka Anna Jantar. Na szczęście są jednak ci, którzy o niej nie zapomnieli.

Jedną z takich osób jest Mirosław Kozłowski – autor książki “60 minut do śmierci. Zagadka katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim”. Dzięki niemu możemy prześledzić dokładny przebieg tragedii i wyobrazić sobie, co czuli piloci i pasażerowie feralnego lotu. Lotu do śmierci, która trwała ok. 60 minut. Tyle bowiem czasu upłynęło od startu maszyny na warszawskim lotnisku Okęcie, aż po moment jej runięcia w las. To może zabrzmi naiwnie, ale czytając zapis rozmów z kokpitu i załogi z kontrolą naziemną wierzyłem, że kapitanowi Zygmuntowi Pawlaczykowi uda się bezpiecznie wylądować…

Mirosław Kozłowski z niezwykłą wręcz skrupulatnością przedstawia przyczyny tragedii, dzięki czemu każdy może odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można było jej uniknąć. Do tego jest bezstronnym narratorem, który – poza wstępem – nie ujawnia się ze swoimi poglądami. Dlatego też “60 minut do śmierci…” jest doskonałą lekturą, która zamyka usta wszystkim internetowym “specjalistom” ds. wypadków lotniczych, wypowiadających się w bardzo autorytatywnym tonie. Prawdziwy ekspert, cytowany w książce, stwierdza wprost, że przy skali zniszczeń IŁ-a było możliwe jedynie kontrolowane zderzenie z ziemią, a nie normalne lądowanie. Ale wróćmy do początku.

9 maja 1987 r. samolot “Tadeusz Kościuszko” wyrusza w swą ostatnią podróż. W okolicach Grudziądza, kiedy mechanik pokładowy zwiększył ciąg silników, dochodzi do awarii silnika numer 2. Pochodzące z niego kawałki turbiny eliminują sąsiedni silnik numer 1, przecinają elementy sterowania i instalacji elektrycznej maszyny oraz przyczyniają się do rozhermetyzowania kadłuba. Spowodują też pożar w luku bagażowym numer 4. Skala zniszczeń jest więc ogromna. Kapitan Pawlaczyk może sterować samolot wyłącznie trymerem służącym (w normalnych warunkach) do aerodynamicznego wyrównywania lotu. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że załoga samolotu postępowała logicznie, decydując się na powrót na Okęcie, a jej działania były nastawione na ratowanie pasażerów. Niestety, zabrakło szczęścia i zaledwie kilku kilometrów do skraju pasa znajdującego się na warszawskim lotnisku.

Niewątpliwym atutem książki jest bogaty materiał fotograficzny, pochodzący z Instytutu Pamięci Narodowej. Znajdziemy w niej m.in. zdjęcia z Lasu Kabackiego, skany graficznej dokumentacji oględzin miejsca katastrofy, czy raportu komisji rządowej powołanej do zbadania przyczyn wypadku. Największe wrażenie zrobiły na mnie ujęcia szczątków ofiar i rzeczy osobistych rozrzuconych po terenie, na którym rozbił się “Kościuszko”.

Aby jeszcze spotęgować to poczucie “podróży” w czasie, możemy przeczytać ówczesne relacje medialne dotyczące katastrofy. Moją uwagę zwrócił charakter tych doniesień. W odróżnieniu od obecnych środków przekazu, nie pojawiały się tam zbyt daleko idące wnioski. Do tego poznajemy wypowiedzi naocznych świadków tragedii, którzy zgodnie wskazywali na pożar tylnej części maszyny.

Niedowierzanie przeplatane niesmakiem wywołują informacje o okradaniu zwłok w Lesie Kabackim. Nie potrafię sobie wyobrazić, jakie przesłanki mogły popchnąć ludzi do tak haniebnych czynów.

Nikt i nic nie przywróci życia 183 osobom, które 9 maja 1987 r. zginęły w katastrofie w Lesie Kabackim. Jak pokazuje życie, ludzka pamięć jest ulotna, dlatego dobrze, że powstała książka “60 minut do śmierci. Zagadka katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim”. Na jej okładce znajduje się m.in. następujące zdanie: “Czyta się ją jak gotowy scenariusz filmu sensacyjnego”. Szkoda tylko, że ten scenariusz wydarzył się naprawdę.

Informacje o książce:
Tytuł: 60 minut do śmierci. Zagadka katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim
Tytuł oryginału: 60 minut do śmierci. Zagadka katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim
Autor: Mirosław Kozłowski
ISBN: 9788395102202
Wydawca: MK Konsulting
Rok: 2018

Sklepik Moznaprzeczytac.pl

Serwis recenzencki rozwijany jest przez Fundację Można Przeczytać