Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

W kolorze krwi. Wieczna Miłość – Katarzyna Beata Stachowiak

W kolorze krwi: wieczna miłość Katarzyna Stachowiak

W kolorze krwi: Wieczna Miłość
Katarzyna Stachowiak

Patrząc na okładkę książki W kolorze krwi. Wieczna miłość, wiedziałam już kilka rzeczy. Było jasne, że: są wampiry, jest miłość, a dokładniej wielkie love story, no i jest dużo krwi. Bardzo obrazowe, czyż nie? Początek wystarczył mi, bym usiadła w wrażenia. Polska autorka przenosi nas do Londynu XIX wieku. Do balów, próżności i rozwiązłości tamtego okresu. Zastanowił i zdziwił mnie ten fakt, jednak mając za sobą bogatą znajomość z powieściami historycznymi, postanowiłam spróbować.

Elizabeth Westmoore jest klasycznym przykładem rozpieszczonej panienki z wyższych sfer. Uparta, krnąbrna i wyszczekana, nie przyjmuje do wiadomości odmowy. Po śmierci rodziców jest zmuszona przeprowadzić się z bratem Lucasem z Londynu na małą wieś. Kiedy dowiaduje się, że w okolicy grasuje Bestia, zabijająca niewinnych wieśniaków i wysysająca z nich krew, wymusza na służbie podróż do zielarki-czarownicy z lasu. Szantażem, ciągnie za sobą przerażoną pokojówkę i lokaja, ponieważ Caroline, zielarka, przepowiada przyszłość. Ta mówi Elizabeth, że spotka niedługo miłość swego życia. Naiwne dziewczątko oczywiście jest tak zaabsorbowane wiadomością, że nie zwraca uwago na nic innego. Ucieka służbie, zagłębiając się coraz bardziej w nieznany las. Dopiero po jakimś czasie wychodzi ze świata marzeń na tyle, żeby zauważyć, że się zgubiła. Doprawdy, epokowe odkrycie… Znikąd pojawia się wilk, dziewczyna zaczyna żałować samotnej wędrówki i wyrzuca sobie głupotę (rychło w czas). Wtedy to ratuje ją nieznany mężczyzna, odprowadzając z powrotem do spanikowanych towarzyszy wyprawy. Całe zdarzenie oczywiście rozbudza w Elizabeth miłość od pierwszego wejrzenia do nieznajomego. Dalej akcja nabiera tempa i jest pełna przeskoków. Roderick Robillard, tajemniczy wybawiciel dziewczyny, pojawia się w rezydencji Westmoorów, gdzie poznaje Lucasa i jest zaproszony przez niego na obiad. Dziewczyna jednak spotyka się z Roderickiem za placami brata i zakochuje się w nim coraz bardziej. Ze wzajemnością, co trzeba podkreślić. Przy bracie udają, że nic ich nie łączy, jednak poza zasięgiem jego wzroku urządzają sobie urocze schadzki. Dzięki niej Roderick, który swoją drogą jest bezwzględnym wampirem, przestaje polować na ludzi, a przerzuca się na zwierzęta. Jakiś czas później Westmoorowie przeprowadzają się powrotem do Londynu, gdzie Lucas znajduje „idealnego” męża dla siostry. Nie wie, że miły i szarmancki Książę Ducan to tak naprawdę wampir ogarnięty rządzą zemsty na Rodericku. Robillard postanawia opuścić ukochaną, mając nadzieje, że dzięki temu Ducan straci zainteresowanie dziewczyną. Staje się wręcz przeciwnie i niedługo później Ducan prosi o jej rękę. Dziewczyna nie mając wyboru, godzi się. Ducan przez długi czas znęca się nad nią, pokazując jej świat mordu i przemocy. Dziewczyna w dniu ślubu jest wyczerpana psychicznie. Narzeczony, by umilić życie Elizabeth, morduje na jej oczach ciężarną kobietę. Na szczęście Caroline udaje się uratować dziecko. Roderick, niczym książę w lśniącej zbroi, pojawia się w ostatniej chwili i ratuje Elizabeth. Żeni się z nią i uciekają do Ameryki z małym Kyle’em, chłopcem uratowanym przez czarownicę, którego młodzi państwo Robillard uznają za swojego syna. Dalsze losy tej rodziny, są jeszcze bardziej poplątane a choć opis książki może wyglądać jak jej streszczenie, to zapewniam Was, że cała akcja jeszcze dobrze się nie rozkręciła. Pojawia się tajemnicza postać Billa, który też nie jest do końca człowiekiem, mało tego, zagraża tej nowej rodzinie. W sercu Elizabeth, rodzi się zaś miejsce dla kolejnego mężczyzny. Jaką decyzję podejmie dziewczyna? Czy wyjdzie cało z kolejnej potyczki? Kto jeszcze zagrozi ich szczęściu?

Będąc w połowie tej historii, już byłam zdecydowanie na nie. Jednak starałam się podejść do tego obiektywnie i przeczytać do końca. Każda kolejna strona utwierdzała mnie jednak w przekonaniu, że nie jest zbyt dobra pozycja. Liczne powtórzenia (często słowo kończy jedno zdanie, zaczyna następne), mdłe, banalne dialogi, monotonia opisów. Jeśli chodzi o samą historią, to aż bije po oczach podobieństwem do Sagi Zmierzch. Mamy wielką, nieśmiertelną miłość z przedstawicielami gatunku krwiopijców, opuszczenie ukochanej, oczywiście dla jej dobra, dylemat głównej bohaterki pt. „Którego wybrać?” i walka o dobro dziecka. Brzmi znajomo? To po prostu nudne, ile razy można powielać jeden schemat? Plusem dla autorki jest fakt, że próbowała jakoś urozmaicić fabułę, umiejscawiając historię w XIX wieku i dając aurę tajemniczości w wizjach czarownicy Caroline. Ale nie zmienia to faktu, że ta książka jest po prostu mdła i nijaka. Całość (ponad 300 stron) to dwa lata życia bohaterki, a większość wydarzeń jest opisana skrótowo, Czytelnik wielu musi się domyślać. Akcja dzieje się zbyt szybko (chociażby miłość od pierwszego wejrzenia i seks po trzech dniach znajomości).

Nie przekonuje mnie to. Wolałabym, żeby historia sama się czymś broniła, ale aż trudno znaleźć coś takiego. Nie jest to książka, dla której rzuca się wszystko, tylko żeby ją przeczytać. Miejmy jednak nadziej że druga część W kolorze krwi. Dziedzictwo przodków, zabłyśnie czymś bardziej oryginalnym.

Informacje o książce

Tytuł: W kolorze krwi. Wieczna Miłość
Tytuł oryginału: W kolorze krwi. Wieczna Miłość
Autor: Katarzyna Beata Stachowiak
ISBN: 9788378480068
Wydawca: bookio.pl
Rok: 2012

  • Krajan

    Po takiej recenzji z pewnością nie po nią nie sięgnę. ^^
    Świetna recenzja z tym że, zastanawia mnie dlaczego nie znajduje się w dziale antyrecenzji? -.-

  • Katarzyna Stachowiak

    Dziękuję serdecznie za recenzję (anty-recenzję) mojej książki, chociaż nie jest ona dla mnie zbyt przychylna. Cóż takie jest życie i porażki trzeba przyjmować ze spokojem. W każdym razie pochlebia mi, iż dzięki temu ta prosta, napisana przeze mnie historia, znalazła się wśród bestselerów światowych. Żal mi tylko, iż autorka recenzji skupiła się na podobieństwach do „Zmierzchu”, a nie skoncentrowała na różnicach. Wypadałoby chociaż wspomnieć o zupełnie odmiennym zakończeniu, jakiego nikt nie znajdzie w „Zmierzchu”.
    Ta recenzja nie jest pierwszą, ale jest najbardziej anty :-) Na szczęście są też recenzje, których autorzy dostrzegli dobre strony „W kolorze krwi”. Różne są gusta i o nich się nie dyskutuje. W każdym razie każda opinia jest dla mnie swego rodzaju prezentem, gdyż mimo wszystko nadaje rozgłos powieści. A co ciekawsze, im recenzja jest bardziej nieprzychylna, tym wzrasta po niej zainteresowanie tytułem.
    Jeszcze raz dziękuję. Życzę Wesołych Świąt i wszelkiej pomyślności oraz wielu cudownych lektur do czytania.

    • Kat

      Przykro mi, że moja recenzja jest anty. Po prostu jako czytelniczka naprawdę wielu książek fantasy nie znalazłam w Pani książce nic pachnącego nowością, niespotykanego. Powiela raz utarty przez Meyer schematy, który za pierwszym razem może i był ciekawy, ale za 50 na pewno nie jest. I owszem, są różnice, jednak zbyt małe, by się na nich skupić. Przepraszam, za moje czysto obiektywne zdanie zwykłego czytelnika, ale Pani książka niczym się nie broni.
      Pozdrawiam, Wesołych Świąt, Autorka Recenzji

      • Leger

        Nowości są i to duże. Autorka ma o wiele lepszy styl od Meyer. Amerykanka pisze trudniejszym językiem, często nie do końca zrozumiałym. „Zmierzch” się ciągnie w nieskończoność. Przedstawienie wampirów Meyer jest po protu śmieszne, a akcja nie ma tempa – stoi w miejscu, mimo że życie bohaterów zmienia się diametralnie. „Wieczna Miłość” ma przede wszystkim niezwykły klimat z przeszłych lat. Dodatkowo przepiękne zakończenie, o którym nie da się zapomnieć. Przyznaję brak oryginalności i utarty schemat, ale co z tego, jeśli historia jest najlepsza, jaką zaprezentowano na tym schemacie? U mnie dostała 8/10. Co mam do zarzucenia? Przede wszystkim wprowadzenie ludzi-niedźwiedzi, ale to jeszcze jakoś przełknę. Historia jest prosta, a wampiry przedstawione są jako bestie, a nie jako jakieś przytulanki z fajną grzywką. Pozdrawiam :)

    • Anie

      hm wg mnie książka wydaje się być rzeczywiście podobna do „Zmierzchu” zaś fabuła nie zachęca do wgłębiania się w nią jednak każdy gust literacki jest inny, zawsze można napisać własną recenzję tej książki ;-) ale tę recenzję miło się czyta, dobra krytyka jest całkiem na miejscu, bo książka która ma same superlatywy też wydaje się jakaś podejrzana ;-D

  • Paweł Kosecki

    Jak dla mnie prawda leży jak zwykle po środku. Tak jak autorka książki, pani Katarzyna zauważyła są podobieństwa ale też różnice od Zmierzchu. Ponieważ cała saga Zmierzch sprzedała się bardzo dobrze i była poczytna na całym świecie, oznacza to że jednak ludzie chcą czytać tego typu opowiadania (nie wnikając czy jest to literatura ambitna czy nie). Z drugiej strony, autorka recenzji czyli pani Kat, najwyraźniej nie jest „grupą docelową” dla tej książki przez co ma prawo jej się ta książka nie podobać. Tym bardziej że podaje argumenty, a nie lakoniczne „nie bo nie”. Bardzo dobrze że krytyka książki jest, bo dzięki temu stajemy się lepsi, ale także nie zamyka to drogi pani Katarzynie – w końcu zmierzch miał swoich fanów, to i Pani będzie miała. Nie u wszystkich jak widać, ale to nic, takie jest życie. Duży plus jak dla mnie dla autorki książki, pani Katarzyny Stachowiak za umiejętność przyjmowania krytyki i dystans, dzięki takim uwagom pani dzieła będą jeszcze lepsze (chwalić każdy potrafi, nie zawsze szczerze), może i pani Kat się w końcu przekona do którejś książki, a to już podwójny jak nie potrójny sukces ;)

    pozdrawiam serdecznie i wesołych świąt wszystkim życzę
    Paweł Kosecki

Zaprzyjaźnione blogi