Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Seks a Zasada Pareto, czyli historia jednego cuckoldu – Seweryn Blomberg

Seks a Zasada Pareto, czyli historia jednego cuckoldu -

Seks a Zasada Pareto, czyli historia jednego cuckoldu
Seweryn Blomberg

Przyczyną moich silnych emocji, stała się powieść o intrygującym tytule „Seks a zasada Pareto, czyli historia jednego cuckoldu”, której autorem jest Polak, Seweryn Blomberg. Ów „cuckold” to inaczej „zdrada kontrolowana”, czyli – dla niewtajemniczonych – sytuacja, gdy mężczyzna przyzwala na to, by jego partnerka oddała się seksualnie innemu/ innym; co więcej – czerpie z tego przyjemność („dobrowolni rogacze” często chcą być obecni podczas samego aktu, a jeśli nie ma ich fizycznie, podnieca ich wysłuchiwanie szczegółowych relacji z tego, co się wydarzyło). Z kolei zasada Pareto (obecna w tytule) wskazuje na kierunek myślenia głównego bohatera. Założył on, że 20% urozmaicenia życia seksualnego przyniesie poprawę o 80% i cel ten osiągnie bez względu na środki – nawet kosztem „wpuszczenia szczupaka do zastanego stawu”. Z psychologicznego punktu widzenia fascynujące zjawisko, nieprawdaż?

Ja, psycholożka, zachęcona powieścią „Seksturysta” Adama Amblera, bez cienia wahania sięgnęłam po kolejną na rodzimym rynku pozycję, która poświęcona została męskiemu spojrzeniu na seksualność. Nie ukrywam, że liczyłam na to, że tak obszerna pozycja (prawie 500 stron) pozwoli mi wniknąć w umysły bohaterów i poznać ich wewnętrzny świat – motywy, emocje, rozterki i wszystko to, co wiąże się z fascynującym, ale i niebezpiecznym kręgiem tego typu praktyk seksualnych. Miałam nadzieję na powieść chociażby częściowo „psychologiczną”, a tymczasem dostałam… porno w czystej postaci. I to w najbardziej prymitywnej wersji.

Ale po kolei. Lekturę „Seksu…” zaczęłam od wstępu, który okazał się być doskonałą odpowiedzią na moje oczekiwania – mocny, kontrowersyjny, szokujący… I przede wszystkim skłaniający do myślenia i refleksji – o miłości, związkach, ludzkiej naturze… Potraktowałam go jako zapowiedź lektury nietuzinkowej i kontrowersyjnej, ale w dobrym, inteligentnym wydaniu. Cóż, autorowi udało się przyciągnąć i zatrzymać moją uwagę, obudzić ciekawość… Więc zaintrygowana odwracam stronę…

Rozdział I. Głosem męskiego, pierwszoosobowego narratora poznajemy Romana i jego świat. To główny bohater i prowodyr całej akcji w powieści. Po szybkiej „grze wstępnej” (czyli po krótkim wprowadzeniu), akcja szybko przechodzi „do rzeczy”… Odczuwam rozczarowanie drastyczną zmianą poziomu książki i zniesmaczenie – bo za szybko, zbyt wulgarnie, zbyt mechanicznie… Ale takie tempo akcji i styl przypisuję męskiemu spojrzeniu, męskiej percepcji seksualności (i to tej czysto stereotypowej – krzywdzącej dla wielu wrażliwszych mężczyzn). Dają powieści szansę, jako że kolejny rozdział przenosi nas w świat kobiecy, a to zwiastować powinno pewną zmianę… Niestety, pierwsze, co zauważam, to fakt, że autor nie zadał sobie nawet krzty trudu, żeby w jakiś sposób indywidualnie zbudować sylwetki tych dwojga narratorów. Narrator męski czy kobiecy – to bez znaczenia, bowiem oboje tak samo przeżywają świat i używają takich samych słów na jego opisanie. To wielki błąd – od tego momentu nic już nie przekonuje, a wszystko wydaje się sztuczne, nachalne, jakby stanowiło projekcję jednego człowieka. A język, jakiego używają jest wulgarny, prymitywny, rażący (mogłabym jeszcze rzucać epitetami…) – niemalże jakby wycięty z najtańszego porno. Taki sposób przedstawienia zbliżeń budzi mój wielki niesmak. Nadużywa emocjonalnie, gwałci poczucie estetyki. Zaczynam się przymuszać do czytania, ale mój opór z każdą stroną tylko rośnie. Nie wciąga mnie pseudo-akcja, nie intrygują bohaterowie.

Co do bohaterów – niestety, nie dane mi było obdarzyć sympatią któregokolwiek z nich. Wykreowane przez Blomberga postaci są płaskie i płytkie, pozbawione głębszych uczuć; sprawiają wrażenie, jakby kierowały nimi jedynie zwierzęce popędy, czysta chuć. Nie są zdolne do odczuwania i przeżywania – uprawiają mechaniczny seks, pozbawiony emocji i bardziej wyrafinowanej ekspresji, zaś ich rozterki sprowadzają się do równie prymitywnych kwestii (dla przykładu – czy „Kurwidołek”, czyli ich miejsce schadzek będzie akurat dostępne). Próżno szukać tutaj głębszych refleksji, przemyśleń, emocjonalnych dylematów, które mnie wydawały się oczywiste przy takiej tematyce. Dodatkowo zniesmaczył mnie burżujski, nowobogacki klimat powieści – ciągłe podkreślanie statusu majątkowego bohaterów, koncentracja na pieniądzach i wyglądzie zewnętrznym, a także ich egoizm i patologiczne podejście do rodziny oraz manipulacyjny stosunek do ludzi w ogóle.

Według mnie, „Seks a zasada Pareto” to czysta, męska projekcja seksualności na kobiety. I z wyzwoleniem kobiecego libido nie ma absolutnie nic wspólnego. Potwierdza to chociażby sposób konstrukcji narracji przez trzech głównych narratorów (męskiego i 2 kobiecych), ich jednolita percepcja świata i słownictwo. Wyobraź sobie mężczyznę – najbardziej stereotypowego tzw. „macho”, dla którego główną życiową aktywnością związaną z kobietami jest potoczne „zaliczanie”. Taki osobnik pod każdym względem sprawia wrażenie, jakby jeszcze do końca nie opuścił jaskini. A teraz wyobraź sobie, że takiego osobnika umieszczamy w ciele kobiety… Tak, dokładnie taki zabieg zastosował S. Blomberg. Z tą różnicą, że jego bohaterka oraz jej koleżanka, reprezentują nieco wyższy poziom – wyrachowania, manipulacji… Obie panie stanowią czyste uosobienie archetypu dziwki – same będąc dojrzałymi, polują na młodych kochanków; manipulują nimi; wybranych utrzymują (aby ich uzależnić i zapewnić sobie stałe źródło przyjemności). Jedna z nich dopuszcza się nawet seksu z narzeczonym jej córki – bo mają tylko jednego boga. Seks, seks, seks. Co więcej, będąc we własnym towarzystwie, przechwalają się swoimi kochankami i ich umiejętnościami, porównują rozmiary ich męskości i przejawiają wiele, wiele innych tego typu zachowań… Czy tylko ja mam wrażenie, że są to zachowania stereotypowo męskie? Pisząc książkę o takiej tematyce – i czyniąc to w taki sposób, autor dał wyraz temu, jak nikłe pojęcie ma o psychice kobiet. A to, co stworzył, jest tylko i wyłącznie jego projekcją. Zresztą, czy to przypadek, że te „wyzwolone” bohaterki wprost ubóstwiają dokładnie takie praktyki seksualne, które według badań stanowią przedmiot najczęstszych męskich pragnień i fantazji?

Nie, nie jestem naiwna i doskonale zdawałam sobie sprawę, po jakiego typu pozycję sięgam. Mniej więcej wiedziałam, o czym jest ta i spodziewałam się, że grzecznie nie będzie. Spodziewałam się czegoś kontrowersyjnego, szokującego, co mnie poruszy i da do myślenia. Niestety – pozostał jeden wielki niesmak. Podkreślam – nie chodzi o to, że seks w książce Blomberga jest zbyt ostry – nie znalazłam fragmentu, który zawierałby elementy przemocy, BDSM czy jakichś innych perwersji. Największy grzech autora polega na tym, że aspirując do miana powieści erotycznej, stworzył porno, w którym seks jest prymitywny, mechaniczny i co więcej – absolutnie przewidywalny. Nieważne, na której stronie otworzysz, znajdziesz dokładnie taki sam schemat. Nie licz więc na finezję – ta książka ani nie edukuje, ani nie terapeutyzuje (a mogłaby – pokazując kobietom, jak wyzwalać swoje pożądanie, jak budzić fantazje), ani nawet nie inspiruje. Uważam ją za wręcz groźny anty-przykład – seksualności, relacji, związków. „Seks a zasada Pareto” to nie danie zbyt pikantne, by je strawić. To danie podane na brudnym i ohydnym talerzu, a w dodatku przyrządzone przez kogoś, dla kogo gotowanie jest nie sztuką, a prymitywną i tanią okazją do zarobku.

Kiedy myślę o recenzowanej pozycji, mój krytyczny umysł próbuje odnaleźć jakieś jej dobre strony, aby zrównoważyć wytoczone przeze mnie zarzuty ciężkiego kalibru. Niestety, mogę zostać nawet nazwana „hejterką”, ale zdania nie zmienię. Powieść Blomberga reprezentuje najniższy z możliwych poziomów – i to zarówno pod względem literackim (językowo, stylistycznie, w aspekcie konstrukcji bohaterów), jak i psychologicznym; a zawłaszcza – estetycznym. Żałuję, że na dowód nie mogę przytoczyć jakiegoś cytatu, ale gdyby cenzura wycięła z niego wszystkie wulgaryzmy, pozostałoby niewiele.

„Seks a zasada Pareto” to jedna z dwóch najbardziej odpychających i zniesmaczających książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. I z pełną odpowiedzialnością odradzam jej lekturę.

Informacje o książce:
Tytuł: Seks a Zasada Pareto, czyli historia jednego cuckoldu
Tytuł oryginału: Seks a Zasada Pareto, czyli historia jednego cuckoldu
Autor: Seweryn Blomberg
ISBN: 9788379426287
Wydawca: Novae Res
Rok: 2015

  • Niekryty

    Dawno nie widziałem tak dobrze zmasakrowanej książki. Ktoś musi pilnować poziomu ;-)

  • A mnie akurat się podobała.

    A mnie akurat się podobała.

Zaprzyjaźnione blogi