Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Resortowe dzieci. Służby – Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz

Recenzja książki Resortowe dzieci. Służby - Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz

Resortowe dzieci. Służby
Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz

„Czym skorupka nasiąknie za młodu… Tym na starość trąci”. Albo „kto z kim przestaje takim się staje.” Chociaż do książki „Resortowe dzieci. Służby” najlepiej pasuje powiedzenie „ręka rękę myje”. Czytając kolejne karty książki nie sposób nie odnieść takiego wrażenia. Ale po kolei.

Książka Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza, jest drugim tomem cyklu „Resortowe dzieci„, o związkach osobowo-polityczno-gospodarczo-medialnych ludzi, którzy w swoich biografiach mają mniejsze lub większe powiązania ze służbami specjalnymi PRL-u. Zdaniem niektórych (szczególnie tych co nie oglądają telewizji i nie uważają, że ostatnie 25 lat to pasmo samych sukcesów), ludzie powiązani z tymi służbami, odgrywali i odgrywają doniosłą rolę w życiu publicznym. Nie zawsze jest to rola pozytywna. I o tym właśnie jest cała seria. Książka nie ogranicza się tylko do postaci wywodzących się z służb specjalnych PRL, lecz również w kilku przypadkach opisuje kariery ich dzieci. Jest to godne pochwały. Nie ma nic zdrożnego przytaczać biografie osób publicznych, szczególnie tych młodych, które „dzięki ciężkiej pracy i wybitnym zdolnościom, otrzymywali ciekawe i dobrze płatne stanowiska zaraz po ukończeniu studiów”. Wszyscy wiemy, że szczególnie w administracji rządowej, na prestiżowych stanowiskach, tylko właśnie ciężką pracą można osiągnąć upragniony sukces, a nie dzięki „koneksjom rodzinno-towarzyskim”…

Czasami jednak autorzy popadają w pewną przesadę. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że w procesie wydobywania na światło dzienne skrzętnie skrywanych faktów – piszą o wszystkim czego się dowiedzieli z dokumentów. A tych danych jest olbrzymia ilość. Tak samo z literaturą (wystarczy zajrzeć na koniec dowolnego rozdziału by się o tym przekonać).

Taka ilość informacji spowodowała rozrost książki – liczy ona prawie 1000 stron. Nie ułatwia to czytania. Z powodzeniem można było rozbić tom na 2 części. Ale jeśli komuś niestraszna cegła do poduszki to nie pożałuje nieprzespanej nocy. Pozycja „Resortowe dzieci. Służby”, składa się z rozdziałów i podrozdziałów, w których opisane są historie dzieci i wnuków pracowników, osób ze służb specjalnych PRL oraz ich losy w III RP. Każdy z nich stanowi niejako oddzielną całość i dotyczy świata biznesu, bezpieczeństwa państwa, mediów i polityki. Choć ostatni rozdział stara się spiąć te historie w jakieś ramy, książka pozbawiona jest wspólnej narracji. Nie jest to jednak wada. Dzięki temu Czytelnik może sam przekonać się o sieci powiązań, w której „ręka rękę, myje”. Szczególnie widać (słychać) to wyraźnie na taśmach pochodzących z różnych warszawskich lokali.

Wielowątkowość książki jest moim zdaniem jej największym atutem. Dzięki temu można dowiedzieć się nie tylko o podłożu największych afer ostatnich 25 lat, jak chociażby sprawa Prezydenta Bronisława Komorowskiego i jego związków z rozwiązanymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Pisał o tym Wojciech Sumliński i to właśnie na jego przykładzie autorzy książki, chcieli opowiedzieć historie o sile dawnych służb. Dociekając prawdy (m. in. Przyłapując Bronisława Komorowskiego na „potknięciach” podczas zeznań w sądzie), dziennikarz naraził się wielu osobom. Dlatego w mediach postanowiono go zniszczyć. Wytoczono mu proces dotyczący afery łapówkarskiej. Na początku, proces nie schodził z pierwszych stron, jednak im bliżej końca tym mniej się o tym mówiło. Powód – sąd odrzucił oskarżenie, uznając Sumlińskiego za niewinnego. Ale „machina pogardy” zrobiła swoje.

Innym ciekawym wątkiem książki, bardzo pobocznym, jest sprawa związku Andrzeja Derlatki (oficer służb PRL odpowiedzialny m.in. za oddziaływanie na media zachodnie), z Michałem Lisieckim, szefem Platformy Medialnej Point Grup, która wydaje tygodnik „Do Rzeczy”. Chodzi o umowę wynajmu lokali na bardzo korzystnych warunkach jaką w imieniu Dipservice (spółki Skarbu Państwa) podpisał z Lisieckim Derlatka (s. 111-118).

Inną ciekawostką, jest fakt, że resort zawsze wybierał perspektywiczne branże. Z początku była to informatyka (s. 268). Jak jednak wczytamy się w książkę pojawia się i inna, modniejsza – ochrona środowiska.

Podsumowując, książki „Resortowe dzieci” mimo pewnych wad, które utrudniają jej odbiór jako całości, na pewno zainteresuje tych, którzy nie przyjmują wiadomości płynących z serwisów informacyjnych za „prawdę objawioną” tylko mają swoje własne zdanie. Nie trzeba się wcale zgadzać z autorami by książkę czytać z wypiekami na twarzy. Wystarczy zagłębić się za ich przyczyną w dokumenty (niektóre z nich za w postaci zdjęć są umieszczone w tekście), aby zmienić podejście do „25 lat niczym nie zmąconej wolności i dobrobytu”. Rzeczywiście lata te były okresem mlekiem i miodem płynących dla wąskiej grupy ludzi. O tym kto do niej należy dowiemy się z tego i innych tomów serii Resortowe Dzieci.

Informacje o książce:
Tytuł: Resortowe dzieci. Służby
Tytuł oryginału: Resortowe dzieci. Służby
Autor: Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz
ISBN: 9788364095719
Wydawca: Fronda
Rok: 2015

Zaprzyjaźnione blogi