Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Resortowe dzieci. Politycy – Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz

Recenzja książki Resortowe dzieci. Politycy - Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz

Resortowe dzieci. Politycy
Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz

Myślę, że każdy z nas słyszał o serii wydawnictwa Fronda, pod tytułem „Resortowe dzieci”. Dotychczas ukazały się dwie książki z tego cyklu: „Resortowe dzieci. Media”, oraz „Resortowe dzieci. Służby”. Obie pozycje spotkały się z niemałym odzewem społecznym, a ich „bohaterowie” wytaczali procesy sądowe autorom książek.

Kontynuując tę serię wydawniczą Dorota Kania, Jerzy Targalski i Maciej Marosz trzecią swoją publikację poświęcili politykom. Powstała więc praca „Resortowe dzieci. Politycy”. Na jej okładce znajdziemy ośmiu polityków, bardzo znanych. Czterech z nich pełniło urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Książka jest bardzo obszerna i składa się z trzech części. Część pierwsza, zatytułowana „Prezydenci kondominium”, prezentuje sylwetki kolejnych prezydentów Polski, a także ich najbliższych współpracowników. Autorzy nie przebierają w słowach, określając Lecha Wałęsę „prezydentem Bolków”, czy nazywając Bronisława Komorowskiego „obrońcą WSI”. Oprócz nich, zostały omówione także sylwetki Wojciecha Jaruzelskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego.

Druga część książki nosi tytuł „Namiestnicy Kondominium”. Autorzy skupiają się w niej na „Resortowym MSZ-ecie”, a także pokazują, jak kolejne resortowe dzieci sprawnie odnajdywały się w realiach NATO i Unii Europejskiej. W tej części szczególną moją uwagę przykuł opis „dynastii Cimoszewiczów”. Biorąc pod uwagę bezpośredni język, jakim posługują się autorzy książki, nie zdziwiłbym się, gdyby media doniosły o kolejnych procesach sądowych.

Tak bowiem scharakteryzowany został Tomasz Cimoszewicz:

„wrócił do Polski w 2014 roku, czyli na rok przed wyborami. Bez wykształcenia i zawodu doskonale nadawał się na polityka III RP. Nie dziwi więc, że wyborcy PO chętnie na niego zagłosowali – i tak został posłem z ramienia Platformy Obywatelskiej”.

Mogę zdradzić, że autorzy nie kryją swojej niechęci do PO. Uznają ją za partię, która strzeże interesów nomenklatury. Przywołują przy tym kulisy jej powstania, w którym niebagatelną rolę odegrał generał Gromosław Czempiński, dawny oficer prowadzący Andrzeja Olechowskiego. Oboje byli oni współpracownikami organów bezpieczeństwa PRL-u. Kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że Olechowski był jednym z twórców PO (należał do tzw. „trzech tenorów”), łatwiej zrozumiemy fakt, że partia ta jawi się autorom książki jako efekt współpracy dawnych „agentów”.

Pewnym zaskoczeniem było dla mnie to, w jak łatwy sposób pewna grupa polityków, związanych kiedyś bardzo z komunistyczną Polską, odnalazła się w rzeczywistości Unii Europejskiej i NATO.
Być może z pewnych faktów nie zdajemy sobie sprawy, książka zaś wszystko dokładnie opisuje. Możemy się z niej dowiedzieć, że dziś Jan Truszczyński (kontakt operacyjny „Magister”, „Nido”, „Robin”) wykłada w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, prywatnej uczelni, na której nauczają tacy specjaliści zasłużeni dla III RP, jak Andrzej Olechowski (KO „Must”, „Tener”) czy Longin Pastusiak (KO „Wilman”), a którą kieruje rektor prof. Witold Orłowski (KO „Wit”).

Zapytajmy siebie samych, czy koniecznie tacy ludzie powinni być elitą wolnego, demokratycznego kraju? Każda strona „Resortowych dzieci” przynosi zaskakujące fakty, których próżno szukać w tzw. „mediach głównego nurtu”. Bardzo dobrze została naświetlona sylwetka Danuty Hubner. Jej również autorzy nie szczędzą słów krytyki, przywołując jej niefortunną wypowiedź o polskim interesie narodowym, który jest „trudny do zdefiniowania”. Jeśli takie słowa wypowiada osoba odpowiedzialna za negocjację warunków przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, to z całą pewnością nie świadczy to o niej dobrze. Czytelników z pewnością zaintryguje fakt, dlaczego „w 2009 roku, przed wyborami europejskimi, z biogramu w Wikipedii zniknęły wszystkie informacje o rodzinie”. Odpowiedź na to pytanie oczywiście przynosi lektura książki.

Wstrząsający jest rozdział poświęcony ambasadom. Opisując postać Ryszarda Sznepfa, dostajemy od autorów definicję pojęcia „resortowe dziecko”. Czytamy więc, że:

„były ambasador RP w Waszyngtonie Ryszard Sznepf jest klasycznym dzieckiem resortowym. Jego ojciec Maksymilian Sznepf był żołnierzem wojskowej bezpieki, matka Alicja – funkcjonariuszem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, zwalczającym podziemie niepodległościowe, krewny Oswald Sznepf zaś jako sędzia wojskowy wydał co najmniej kilkanaście wyroków śmierci na Żołnierzy Wyklętych. Taki rodowód otwierał drogę do kariery w III RP”.

W rozdziale poświęconym ambasadorom, nie brakuje również słów krytyki pod adresem obecnego ministra spraw zagranicznych, Witolda Waszczykowskiego.

Ostatnia część książki nosi tytuł „Pomocnicy”. Zawarte są w niej biografie osób, które w dziejach naszego kraju odegrały również niemałą rolę. Przeczytamy więc zarówno o Lechu Falandyszu, Romanie Bentkowskim, czy wreszcie Januszu Piechocińskim.

Bardzo ciekawy jest fragment poświęcony Leszkowi Moczulskiemu. Przypomniana została bowiem jego rola w obaleniu rządu Jana Olszewskiego i desygnowaniu na urząd premiera Waldemara Pawlaka.

Książka „Resortowe dzieci. Politycy”, to pozycja bardzo obszerna. Na blisko 700 stronach autorzy przywołują suche fakty, obnażają wzajemną sieć powiązań i relacji. Wszystkich polityków opisanych w książce znamy z telewizji, być może sami głosowaliśmy na nich w wyborach. Czy jednak naprawdę mamy świadomość tego, kim są? Czy znamy motywy ich działania, ich przeszłość i różne – mniejsze lub większe uwikłania?
Obserwujemy obecnie w Polsce wielką falę nastrojów antyrządowych. Wiele środowisk dezawuuje prezydenta, rząd i większość parlamentarną. Czy naprawdę chodzi im jednak o demokrację i dobro Polski? A może wręcz przeciwnie, może nadal chcą Polski „resortowej”, takiej, w której nie trzeba się dzielić władzą z innymi. Polski, gdzie decyzje podejmuje ciągle krąg tych samych ludzi, czasem tylko zmieniających barwy klubowe.
Pytania takie nasuwają się właśnie po lekturze recenzowanej książki.

Każdemu, kto interesuje się polityką i nie boi się grubych książek, serdecznie polecam tę pozycję. Autorzy posługują się językiem bezkompromisowym, zdzierając niejako maskę z wielu znanych twarzy. Ta pozycja naprawdę zasługuje na uznanie. Niejako na deser zostawiam fakt, że w „Resortowych dzieciach” również – oczywiście marginalnie – pojawia się wątek Trybunału Konstytucyjnego.

Czy w obecnej sytuacji politycznej potrzeba jeszcze większej zachęty?

Informacje o książce:
Tytuł: Resortowe dzieci. Politycy
Tytuł oryginału: Resortowe dzieci. Politycy
Autor: Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz
ISBN: 9788380790995
Wydawca: Fronda
Rok: 2016

  • Rafał Konarzeski

    Ciekawe czy znowu będzie trzeba zmieniać okładkę i wymazać czyjąś twarzyczkę, jak w przypadku Żakowskiego w Resortowych Dzieciach – Media ;)

  • Bohun

    Straszna słabizna. Takie „porno dla ubogich”. Autorzy mają zerową wiarygodność i zła reputację a na dodatek na każdej niemal stronie dają dowód na to, że nie mają pojęcia o interpretowaniu akt wytworzonych przez SB.
    Co nie zmienia faktu, że tego typu „literatura” zawsze znajdzie czytelników.

    • Skrzetuski

      Bzdura! Autorzy powołują się w książce na ponad 200 źródeł, w tym recenzowanych publikacji, dokumentów państwowych czy archiwalnych dokumentów IPN-u. Zresztą, książka informuje – każdy interpretuje samodzielnie kto jest kim. I to jest dobry nurt, że rośnie świadomość społeczeństwa ogłupionego przez medialny przekaz.

Zaprzyjaźnione blogi