Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Ukryty wymiar - Patronat MoznaPrzeczytac.pl

Radykalna Redukcja Stresu™ – Dariusz Juzyszyn

Recenzja książki Radykalna Redukcja Stresu™ - Dariusz Juzyszyn

Radykalna Redukcja Stresu™
Dariusz Juzyszyn

Uwaga! Rewolucja! Diametralna Zmiana! Całkowity przełom w podejściu do zdrowia! Przez 30 lat zgłębiałam meandry dietetyki oraz medycyny i opracowałam metodę, która zmieni Twoje życie! Lekarze wypracowali jedynie teorie, które nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, wciskają nam, że jedyny lek to upuszczanie krwi. Co za idiotyzm! A teraz mówią, że najważniejsza jest dieta i wysiłek fizyczny. Ignoranci. Kończymy z szokującą i całkowicie niewytłumaczalną tolerancją obecnego podejścia do zdrowia! Najważniejsze bowiem jest zdrowe odżywianie i ruch!

Jeżeli ten krótki wstęp podziałał na Ciebie, Drogi Czytelniku, rozweselająco, to znaczy, że udało mi się przekazać w pigułce odczucia magistra psychologii po przeczytaniu książki „Radykalna Redukcja Stresu™”. Książka ta nie odbiega zasadniczo od wielu podobnych sobie publikacji z zakresu rozwoju osobistego, o których napisano już wiele, nie będę się więc powtarzać, a odwołania do szczegółowych opracowań podam w dalszej części artykułu. W swojej recenzji skupię się na wskazaniu najważniejszych błędów i wyjaśnieniu ich szkodliwości. Recenzja jest dość obszerna, jednak trudno inaczej przedstawić merytoryczną ocenę 450 stronicowej książki. Zanim jednak przejdę do części zasadniczej, przybliżę nieco sylwetkę autora.

Dariusz Juzyszyn urodził się w 1957 roku we Wrocławiu. W młodości zawodowo uprawiał lekkoatletykę i dziewięciokrotnie zdobył tytuł Mistrza Polski Seniorów w rzucie dyskiem. Po zakończeniu kariery przez rok był trenerem Kadry Narodowej Danii w rzutach, a następnie zajął się aktorstwem, wykorzystując atletyczną posturę i ponad 2 m wzrostu. Pisze o sobie: „Mistrz i nauczyciel harmonii i równowagi między ciałem, duszą i umysłem”. Obecnie zajmuje się m.in. szkoleniami z zakresu analityki biznesowej oraz radzenia sobie ze stresem.

Juzyszyn podjął się napisania książki na temat stresu, gdyż, jak twierdzi, jest to temat przemilczany, lekceważony i wciąż mało poznany. Klasycznie, jak wiele innych publikacji z zakresu rozwoju osobistego, książka napisana jest w sposób, który ma wzbudzić u czytelnika mnóstwo emocji. Ma przecież wytworzyć motywację do zmiany i zastosowania proponowanych metod w praktyce. Pojawia się więc mnóstwo liczb (notabene niepopartych żadnymi konkretnymi źródłami, a więc niesprawdzalnych), kwantyfikatorów ogólnych (wszyscy, nikt, zawsze, nigdy itp.) oraz epitetów uczuciowych (szkodliwy, potworny, bezradny, wyzwalający itp.). Zamierzony efekt zdecydowanie można uznać za osiągnięty, czytając książkę ma się wrażenie uczestniczenia w szkoleniu.

Wszystko pięknie, tylko dobrze by było, żeby postulowana przez autora „świadoma, dojrzała i mocna” motywacja u czytelnika mogła się oprzeć na faktach, a nie na samych apokaliptycznych wizjach. I tu mamy pierwszy problem. Poza wspomnianym brakiem źródeł (nie wiemy często z którego roku są przytaczane statystyki, gdzie je znaleźć i skąd wzięło się, że akurat 46% ludzi umiera z powodu stresu), razi na przykład również zakłamywanie obrazu faktycznie podejmowanych w Polsce działań na rzecz profilaktyki stresu:

„Niepojęte, że rząd, Ministerstwo Zdrowia, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, znając własne statystyki , nie robią w ogóle NIC. Żadnej akcji społecznej, żadnej kampanii informacyjnej. Nie dają ci szansy, żebyś poznał problem i mógł świadomie podjąć racjonalne działania”.

To tylko 3 zdania, w książce jest takich dziesiątki. Niestety to zwykła manipulacja mająca za zadanie przekonać czytelnika, że jest osamotniony, potrzebuje pomocy i, co więcej, nikt poza Guru nie jest w stanie mu tej pomocy udzielić. Na szczęście w dobie internetu nie trzeba jakoś szczególnie wysilać się, by sprawdzić stawiane przez autora tezy. I tak w dniu 6.02.2017 r. fraza „kampania radzenie sobie ze stresem” w wyszukiwarce Google (z ograniczeniem wyszukiwania do ostatniego roku) daje 18 200 wyników, wśród których znajdziemy kampanie społeczne prowadzone przez Główny Inspektorat Pracy, Polskie Towarzystwo Psychologiczne, Ministerstwo Zdrowia, GOPSy, MOPSy, uniwersytety i całą masę organizacji pozarządowych. Myth Busted. Owszem, można by rzec, że to tylko jedno „przeoczenie”. Niestety nie. Podobnie jest z ujęciem literatury fachowej na temat radzenia sobie ze stresem, której wg Juzyszyna również nie ma. Proszę bardzo. Samo wyszukiwanie frazy „radzenie sobie ze stresem” wśród artykułów naukowych w języku polskim poprzez Google Scholar daje ponad 3800 wyników (dostęp 07.02.2017 r.), nie wspominając o wydanych na ten temat książkach.

Całkiem dobrze prezentuje się natomiast rozdział dotyczący fizjologii stresu. Zasadniczo przedstawiony zgodnie z prawdą, choć miejscami omawiane zjawiska są powtarzane z użyciem innych słów, by wzmocnić przekaz. Zamierzałam uznać ten rozdział za plus książki, jednak ponieważ brakowało chociażby jednego odwołania do literatury źródłowej, postanowiłam, z czystej ciekawości zabawić się w Antyplagiat. Czy zaskoczy Was, że na przykład opis reakcji stresowej (zajmujący całą stronę) został skopiowany (z ominięciem paru przecinków i zastosowaniem parafrazy) z dostępnego online poradnika Centralnego Instytutu Ochrony Pracy? CIOP to jedna z tych instytucji państwowych, które „nic nie robią”, żeby nas informować o zagrożeniach związanych ze stresem :-). Taka ciekawostka.

Niestety autor w ogóle nie wspomina, że umiarkowany stres działa mobilizująco i pomaga nam lepiej radzić sobie z zadaniami. Zamiast tego potępia całe zjawisko i uważa, że aby być szczęśliwym należy stres absolutnie zlikwidować.

Następnie przechodzimy do psychologicznych koncepcji stresu. Tutaj pojawia się pierwszy odnośnik do literatury źródłowej. Ponadto sugerujący rzeczywiste rozeznanie w temacie gdyż poza podziałem na trzy nurty, podaje przykłady badaczy oraz nazwy ich koncepcji, co nie było bezpośrednio podane w cytowanej książce pań Heszen i Sęk (sprawdziłam). Zrodziła się we mnie nadzieja, którą niestety bardzo szybko rozwiała Wikipedia, z której to słowo w słowo został ów podział (oraz odnośnik) skopiowany. Fakt ten wyjaśnia absurdalność późniejszych wywodów autora, który przedstawiając (współcześnie najistotniejszą) koncepcję stresu jako transakcji (relacji) zdaje się jej zupełnie nie rozumieć. Nie przeszkadza mu jednak to by ją „obalać”.

Po przytoczeniu koncepcji stresu R. Lazarusa i S. Folkman, zgodnie z którą stresem jest „określona relacja między osobą a otoczeniem, oceniana jako obciążająca lub przekraczająca jej zasoby i zagrażająca jej dobrostanowi” stawia jej zarzuty, które w sposób oczywisty wyjaśnione są w koncepcji. Wystarczy zajrzeć do faktycznej publikacji, a nie przeczytać definicję na Wikipedii. Autor wiedziałby wtedy, że w koncepcji chodzi o ocenę subiektywną, która wcale nie musi być adekwatna do obiektywnego poziomu zasobów czy wymagań oraz, że chodzi również o relacje, w których to rzeczywistość nie spełnia wymagań jednostki. Ale wtedy nie mógłby odbyć widowiskowej walki z wiatrakami…

Na kolejnych stronach książki autor wielokrotnie przedstawia różne przykłady, w których ta sama sytuacja powoduje skrajnie różne emocje w zależności od oceny podmiotu. Przykłady, owszem, ciekawe, przemawiające do wyobraźni i doświadczenia większości odbiorców. Niestety, czytelnik nie mający wykształcenia psychologicznego lub po prostu ten, który nie zajrzał do cytowanej „Psychologii zdrowia” pań Heszen i Sęk, jest przekonywany, że wszystko co czyta jest oryginalnym pomysłem Genialnego Autora, a nie po prostu przykładem zastosowania tez Lazarusa i Folkman w konkretnej sytuacji. Podobnie jest w dalszej części książki:

„Przedstawiona (…) koncepcja jest sprzeczna ze WSZYSTKIMI uznanymi naukowymi koncepcjami i definicjami stresu. [Myth Busted – przyp. D.S.]
Ale może to i dobrze, bo w końcu nie po to wydałeś swoje ciężko zarobione pieniądze, żeby czytać jakieś odgrzewane kawałki lub żeby za Twoją kasę ktoś wciskał Ci coś, co już wiesz albo możesz sobie przeczytać w Wikipedii.
Obiecywałem nową, rewolucyjną koncepcję. Jedyną skuteczną, działającą, autorską metodę Radykalnej Redukcji Stresu i właśnie zaczynam ją przedstawiać. Wchodzę na teren, gdzie już nie mogę podpierać się autorytetami, bo szukam całkiem nowych rozwiązań. Muszę, bo te stare nie działają. Na dodatek w konfrontacji z logicznym myśleniem okazują się szkodliwym, bo destrukcyjnym bełkotem.”

Jak wygląda ten dziewiczy teren, przez który przedziera się autor w kolejnych akapitach? Dziwnie znajomo. Przeprowadza on bowiem bardzo emocjonującą polemikę… z ujęciem stresu jako bodźca, która to została już wielokrotnie w psychologii przeprowadzona w latach 80. XX wieku. Skupienie autora na obalaniu historycznej już dziś koncepcji, wywołuje na twarzy osoby choć trochę oczytanej w temacie uśmiech podobny jak ten wywoływany podaniem upuszczania krwi jako metody leczniczej.

Cały tekst „Radykalnej Redukcji Stresu™” powiedziany na szkoleniu zadziałałby nieźle, ponieważ słuchacze zgodnie z zamierzeniem nie będą pamiętali, że dokładnie te same mechanizmy, które na początku zostały wyśmiane i sprowadzone do absurdu, są im proponowane jako panaceum. Jednak książka ma tę właściwość, że można do jej zawartości dowolnie wracać. I tak na przykład ocenianie, którego musisz się „absolutnie” i „W OGÓLE” pozbyć, bo to „atawizm”, „przeżytek”, „pozostałość po paleolicie nieprzystosowana do wymagań dzisiejszego świata”, nagle okazuje się potrzebne i przydatne tyle, że należy zmienić sposób oceniania. Analiza, której dokonujesz oceniając rzeczywistość, jest bez sensu, lepiej jej nie robić W OGÓLE, bo jesteśmy jako ludzie na to za głupi (tzn. nie obejmujemy wszystkich możliwych czynników sprawczych), ale po 300 stronach okazuje się, że jednak wystarczy odpowiednia hierarchia i działanie w oparciu o to, na co mogę wpływać.

Kolejne strony pełne są rozbudowanych, naszpikowanych określeniami emotywnymi pustych fraz, charakterystycznych dla środowiska pseudo-rozwojowego. Mają na celu sprawić, byś czuł złość, rozczarowanie i pałał chęcią udowodnienia całemu światu, że choć byłeś całe życie oszukiwany, zwodzony, manipulowany przez psychologów, Ministerstwo Zdrowia i kogo tylko chcesz – teraz odmienisz swoje życie. I co więcej – jest TYLKO JEDNA osoba, która pomoże Ci to zrobić. Tylko jedna, która przeczytała wszystko, doświadczyła wszystkiego i wie wszystko!

I taki naładowany, po przeczytaniu ponad 300 stron, docierasz w końcu do sedna metody. Do Genialnej, Niesamowitej, Jedynej w swoim rodzaju, Nowatorskiej, Oryginalnej Radykalnej Redukcji Stresu. Jeśli to Twoja pierwsza książka rozwojowa, może nawet znajdziesz coś nowego. Jeśli już trochę czytałeś, rozpoznasz techniki znane ci i wykorzystywane od dawna i nazwiesz je po prostu „pozytywnym myśleniem” i skupieniem na działaniu (tzw. radzenie sobie nakierowane na rozwiązanie problemu). Jak przekonuje autor, wszystko, co nie zagraża Twojemu życiu i zdrowiu jest dobre i należy to traktować jako wyzwanie. Koniec. Tadaaaaaaam.

Moją reakcją był wybuch śmiechu. Szczególnie później podczas czytania fragmentu o tym, że ból zęba nie może być przyczyną smutku, bo przecież ząb to tylko jakiś mały ułamek naszego ciała, pozostała jego część jest OK, więc nie ma co się martwić :-) Od tamtej pory mam w głowie stare, dobre Monty Python’owskie „Always look on the bright side of life”…

Podsumowując, gdyby autor rzetelnie przedstawił pochodzenie swojej techniki, podał źródła i teorie, z których korzystał, a Radykalną Redukcję Stresu przedstawił po prostu jako aplikację wiedzy psychologicznej na życie codzienne oraz przedstawił jej ograniczenia – publikacja miałaby szansę na wysoką ocenę. Szczególnie, że język, którym jest napisana, naprawdę dobrze się czyta, a przykłady są ciekawe i wszechstronne. Niestety, rażące manipulowanie faktami, plagiaty oraz wielokrotne wprowadzanie czytelnika w błąd nie może być przeze mnie, jako psychologa, zaakceptowane. Autor w wywiadach chwali się, iż „przetrawił wszystko, co zostało na ten temat napisane”, po czym wykłada się na zwykłym czytaniu ze zrozumieniem. Wielokrotnie zaprzecza sam sobie, miesza pojęcia czym sprawia, że specjaliści nie wezmą go poważnie, natomiast laik, opierając się na tak mocno budowanym przez autora autorytecie, po prostu to łyknie.

Zdaję sobie więc sprawę, że wiele osób uzna książkę Juzyszyna za rewelacyjną i przełomową. Podobnie jak wiele osób słabo zorientowanych w temacie za takowe uznaje chociażby „Potęgę podświadomości” czy „Sekret”. Wszystkie wymienione publikacje oparte są niestety na zmanipulowanych informacjach, które, choć pozornie sensowne, tak naprawdę prowadzą donikąd.

Dorota Samborska
magister psychologii

P.S. Osobom zainteresowanym tematem manipulacji w świecie rozwoju osobistego polecam książkę Artura Króla „Rozbój osobisty. Fakty i mity na temat rozwoju osobistego”. W temacie radzenia sobie z emocjami poprzez zmianę sposobu oceniania polecam Racjonalną Terapię Zachowania – artykuły tutaj i tutaj oraz inne publikacje w nurcie poznawczo-behawioralnym. Natomiast w tematyce stresu proponuję zapoznanie się z książką Sapolsky’ego „Dlaczego zebry nie mają wrzodów?” – oparta na badaniach, rzetelna i przekazana z humorem wiedza.

Informacje o książce:
Tytuł: Radykalna Redukcja Stresu™
Tytuł oryginału: Radykalna Redukcja Stresu™
Autor: Dariusz Juzyszyn
ISBN: 9788378565215
Wydawca: Poligraf
Rok: 2016

  • Sybilla

    Uff… dotrwałam do końca recenzji. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam takiego wykładu na temat mitów i faktów o stresie. Szacunek dla autorki.

  • ABC

    Psycholog psychologii będzie bronił…

  • Świetna recenzja polemiczna! Szacun również ode mnie :)

Zaprzyjaźnione blogi