Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Piękna papryczka uwodzi kształtem. Zamień kilogramy na zabójczą pewność siebie – Edyta Draus

Recenzja książki Piękna papryczka uwodzi kształtem. Zamień kilogramy na zabójczą pewność siebie - Edyta Draus

Piękna papryczka uwodzi kształtem. Zamień kilogramy na zabójczą pewność siebie
Edyta Draus

Jeśli szukacie poradnika, który pomoże Wam zrzucić zbędne kilogramy, wysmuklić i nieco wyrzeźbić sylwetkę, a przy tym zmotywuje i wprawi w dobry nastrój – a wszystko to „Z GŁOWĄ!” – obwieszczam, iż Wasze poszukiwania mogą już wreszcie dobiec końca. Bowiem właśnie znalazłam „motywator dietetyczno-treningowy ze szczyptą zdrowego dystansu” Edyty Draus – pozycję niemalże idealną.

Pełna nazwa tej publikacji to: „Piękna papryczka uwodzi kształtem. Zamień kilogramy na zabójczą pewność siebie”. I jak sugeruje tytuł, każdy, kto po nią sięgnie, może spodziewać się potężnej dawki motywacji nie tylko do odchudzania, ale przede wszystkim – do budowania pozytywnej samooceny. A wszystko to w wersji bardzo „niegrzecznej”, bowiem „papryczka” Edyty to co najmniej odmiana „chilli”!

A więc będzie naprawdę ostro.

Bowiem tym, co z pewnością odróżnia „motywator” Edyty Draus od innych tego typu pozycji, jest właśnie ów specyficzny, oryginalny styl autorki. Cięty, pieprzny język; mieszanka ostrego poczucia humoru z ironią; inteligentny i bezlitosny jak brzytwa ogląd rzeczywistości… to jej znaki rozpoznawcze. Bądź pewna, że autorka przejrzy wszystkie Twoje wymówki i bezlitośnie Ci je wytknie. Oczywiście wszystko po to, by Cię zmotywować. Niczym coach prowokatywny. O ile te elementy stylu autorki jak najbardziej przypadły mi do gustu (bez nich ten poradnik nie byłby już tak „papryczkowy”!), to jest w nim też coś, co może drażnić. Aby to zilustrować, przytoczę fragment wstępu:

„Idź z postępem. Dzióbek, brzuszek, kilka fotek. Koniecznie na instagram i fejs wrzuć je potem. Ja lubię, Ty lubisz, on zaraz polubi. Ona nienawidzi, kiedy Twoje nogi widzi. W międzyczasie spis na blogu o szmince, szpilkach i o czworonogu. Wybierz, dodaj, opublikuj. Nie panikuj. Rzut oka na statystyki. Wdech, wydech. Spoko folołersów. Wróć. Masz nowych lajkersów. Przeleć ich i swoje ulubione, dodaj do znajomych, wymień się plikami, udostępnij, dołącz, ściągnij apkę, bezdomnego psa uratuj, poczatuj, a jak jeszcze będzie marnie, zajrzyj, kto na skajpie. Na koniec wyślij parę mejli w sprawie pracy, a jak bateria wytrzyma – zamów coś do zjedzenia” (s. 15).

Styl autorki pełny jest takich spolszczonych anglicyzmów, skrótów myślowych, luźnych skojarzeń i rymowanek („Że grube uda, a co, jeśli się uda?”), bywa, że niegramatycznych, a czasem nawet trudnych do rozszyfrowania. Można je uznać za przejaw oryginalności czy „wyluzowanego” podejścia, ale wyobrażam sobie, że starszym Czytelniczkom tego typu elementy mogą się wydać dziwne, sztuczne i utrudnić odbiór treści. Ale to tylko drobna uwaga, nawet nie zarzut – bo domyślam się, że grupą docelową tej publikacji są odbiorcy młodzi i z poczuciem humoru.

A więc wróćmy do bezsprzecznie mocnych stron tej publikacji, których nie brakuje. Jestem pełna podziwu dla Edyty Draus za to, jak wiele wiedzy zawarła w swojej publikacji oraz za lekki sposób, w jaki to zrobiła. Indeks glikemiczny, pH i zakwaszenie, dieta zgodna z grupą krwi, dieta niełączenia, gluten i laktoza, witaminy i suplementy, rola snu… Każde z tych modnych i kontrowersyjnych zagadnień zostało ujęte i krótko wyjaśnione – przystępnie, bez zanudzania fizjologią i biochemią, w sposób barwny i humorystyczny. Ale zagadnienia związane ze sposobem odżywiania się to tylko połowa objętości tej publikacji – druga połowa poświęcona została aktywności fizycznej. W tej części Czytelnik znajdzie krótkie omówienie poszczególnych rodzajów sportu oraz dokładniejszą charakterystykę różnych opcji treningowych (np. trening typu cardio, interwałowy, siłowy itd.) – ze wskazaniami kto, w jakim celu i jak powinien jest stosować. Ta część zawiera także dużą dawkę ćwiczeń siłowych – szczegółowo opisanych oraz zilustrowanych licznym zdjęciami ćwiczącej autorki. Na końcu zamieszczono też skrócony „plan treningowy”. Muszę przyznać, iż udało się Pani Edycie odczarować mit ćwiczeń siłowych i przekonać mnie, że tego typu trening naprawdę jest ważny i potrzebny. Jedyny minus – z pewnym zawodem stwierdziłam, że niemal wszystkie proponowane przez autorkę ćwiczenia (a na pewno zdecydowana większość) wymagają zastosowania specjalistycznego sprzętu, a więc zapisania się na siłownię.

Sięgając po „Papryczkę…” Edyty Draus warto być świadomym, że pozycja ta nie jest poradnikiem z cyklu „30 dni do życiowej metamorfozy”, wręcz przeciwnie – autorka mówi wprost, że niczego nie obiecuje i… zaleca realizm. Nie jest też poradnikiem typu „krok po kroku”, w którym autor prowadzi czytelnika za rękę, od samego początku do końca procesu. Pani Draus nie ma dla Ciebie listy celów do wyboru, ani gotowego planu dietetyczno-treningowego, którego bezwzględne stosowanie zagwarantuje Ci upragniony sukces. Nie ma nawet… proponowanego jadłospisu (a troszkę szkoda, bo skrócony jadłospis, np. na tydzień mógłby się przydać). Ta autorka wybrała inną opcję – postawiła siebie w roli bardziej przyjaciółki, aniżeli nauczyciela czy trenera. Przyjaciółki, która kiedyś również borykała się z rozmaitymi problemami – niesatysfakcjonującą sylwetką, dolegliwościami zdrowotnymi, kompleksami i brakiem motywacji – ale wszystkie je pokonała swoją determinacją, dochodząc do swojego sukcesu samodzielnie, krok po kroku. Nie wypowiada się z pozycji autorytetu, „oświeconego guru” diety czy fitnessu. Pokornie przyznaje, że sama także ciągle jest w tym procesie zmiany, bo… on nigdy się nie kończy. Czasem też sama błądzi. Dlatego też nie ma dla nikogo gotowych recept na idealną wagę, sylwetkę i samopoczucie. Każdy organizm jest inny, a jego potrzeby zmieniają się w czasie, dlatego też to, co działało wczoraj, może nie sprawdzać się dzisiaj. Nic nie zastąpi samodzielnej edukacji, eksperymentowania, zdrowego rozsądku, wsłuchiwania się w swoje ciało i… odrobiny dystansu do tego wszystkiego. Wydaje mi się, że tak właśnie mogłabym podsumować przesłanie poradnika Edyty Draus.

Trzeba przyznać, że Pani Edyta potrafi zbudować prawdziwie bliską, przyjacielską relację z Czytelniczką i jest w tej roli bardzo przekonująca. Jak sama pisze o sobie, natura raczej nie obdarzyła jej „genami szybkiego metabolizmu i zabójczej sylwetki”, wręcz przeciwnie. Co więcej, nigdy nie była „typem sportowca” (z zwodu jest artystką-grafikiem) – na zdrowe odżywianie i regularną, intensywną aktywność fizyczną zdecydowała się dopiero w wieku dorosłym, a mimo to osiągnęła na tym polu znaczące sukcesy (jest dwukrotną wicemistrzynią Polski w fitness sylwetkowym). Można powiedzieć, że swoim przykładem świadczy o tym, że na zmianę naprawdę nigdy nie jest za późno (a dowód te zmiany, przekonujący, stanowią jej liczne zdjęcia, zawarte w książce). Z racji swoich wieloletnich doświadczeń i drogi „od amatora do profesjonalisty”, autorka zna wszystkie możliwe zakręty i pułapki, jakie może napotkać początkujący. Odchudzasz się, a mimo to waga nie spada? Być może spożywasz za dużo produktów węglowodanowych. Dużo trenujesz i jesteś ciągle zmęczona? Być może nadmiar białka w Twojej diecie doprowadził do zakwaszenia organizmu. A może, mimo zdrowego odżywiania, coś z Twoim zdrowiem i samopoczuciem nadal jest nie tak? Lepiej zainteresuj się dietą zgodną z grupą krwi – radzi autorka. Znów – nie ma gotowych rad, a raczej pewne drogowskazy, za którymi możesz podążyć, ale nie musisz. I co ważne, autorka niczego nie narzuca, wręcz przeciwnie – stara się pokazać, że do celu mogą prowadzić różne drogi, a tylko do Ciebie zależy, na którą się zdecydujesz. Przykład? Możesz być intensywnie trenującym wegetarianinem, którego podstawę żywieniową stanowią węglowodany. Ale możesz równie dobrze zdecydować się na dietą niskowęglowodanową i… w obu przypadkach odnieść sukces.

Na sam koniec, warto jeszcze wspomnieć o pięknym wydaniu recenzowanej publikacji – kredowym papierze, mnóstwie zdjęć w doskonałej jakości, przejrzystym układzie treści, wygodnej do czytania czcionce. Kolejny plus, który sprawia, że ten poradnik może stać się zarówno Waszym przyjacielem, osobistym trenerem i motywatorem (który zechcecie mieć zawsze pod ręką), jak i doskonałym pomysłem na prezent.

Bez cienia wątpliwości polecam „Papryczkę…” Edyty Draus wszystkim kobietom, które chcą coś zmienić w swoim życiu, a nie wiedzą, od czego zacząć. Kobietom, które czują się zbyt przytłoczone rozmaitymi dietami i opcjami treningowymi. Tym, które ciągle szukają kolejnej diety „cud”, kolejnej pigułki „cud”. I wszystkim, którzy mają dość nudnych (jak przysłowiowe flaki z olejem) poradników.

„Cuda się zdarzają. Brzydkie kaczątka zamieniają się w łabędzie, kopciuszki w księżniczki, tylko ropuchy jakoś rzadziej w książąt z bajki. W realu zmiany nie następują jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale zawsze wtedy, kiedy jesteś na nie gotowa.
A Ty – czy jesteś gotowa na zmianę?” (z okładki)

Informacje o książce:
Tytuł: Piękna papryczka uwodzi kształtem. Zamień kilogramy na zabójczą pewność siebie. Wydanie II rozszerzone
Tytuł oryginału: Piękna papryczka uwodzi kształtem. Zamień kilogramy na zabójczą pewność siebie. Wydanie II rozszerzone
Autor: Edyta Draus
ISBN: 9788324690961
Wydawca: Helion
Rok: 2015

  • Kamila Przystawa

    Zapowiada się pikantna książka.. ;) Chyba już mam prezent dla siebie na dzień (bardzo dużego) dziecka ;)

Zaprzyjaźnione blogi