Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Klatki z codzienności – Kamil Wojciechowski

Recenzja książki Klatki z codzienności - Kamil Wojciechowski

Klatki z codzienności
Kamil Wojciechowski

Napisać recenzję tomiku wierszy? Czyli co? Czyli jak? Analizować wiersze? Oceniać wiersze? Oceniać kunszt słowa? Oceniać wrażliwość? Wyliczać epitety, metafory, porównania, anafory, liczyć głoski, szukać rymów?

Czy wystarczy zdania zamienić na wersy, akapity na zwrotki, użyć kilku przeżutni i pozbyć się interpunkcji, żeby tekst nazwać wierszem, a nie prozą? A kiedy brzydkie słowa usiłują stworzyć ładną formę to dobrze czy źle dla poezji?

Mam taką refleksję, że poecie więcej można, więcej się wybacza, niż literatom „nie-poetom”. Jeśli powieść nas nie porwie, to powiemy, że jest nudna, i że pewnie autor nie umie pisać. A jeśli nie podoba nam się wiersz, to nie skrytykujemy go aż tak radykalnie. Może po prostu nie podzielamy wrażliwości autora? Może usiłujemy znaleźć sens tam, gdzie nie powinniśmy go szukać? Przecież zazwyczaj sam autor nie wie, co ma na myśli, gdy pisze… A o tym, co czuje, nie wolno nam jako czytelnikom się wypowiadać. Możemy co najwyżej wchodzić w głowę i odgadywać emocje podmiotu lirycznego.

Dlatego właśnie miałam trudność w napisaniu tej recenzji. I bardzo sobie cenię to doświadczenie, bo to zetknięcie z poezją uświadomiło mi konieczność ostrożności w wydawaniu sądów. Co tak naprawdę mam prawo oceniać? Na co się przyda moja recenzja innym czytelnikom? Poezja dotyka tak wrażliwej i subiektywnej sfery ludzkich przeżyć, że nie sposób wydać o niej obiektywny, a zarazem uniwersalny sąd. Niemniej jednak podejmę próbę podzielenia się moimi wrażeniami ze spotkania z “Klatkami codzienności” Kamila Wojciechowskiego.

I znów ostrożnie zacznę od refleksji: Jaka jest zależność między rozumieniem wiersza a jego subiektywną oceną? Czy im mniej rozumiem wiersz, tym lepiej go oceniam? Może podoba mi się jego tajemnica? Może przemawia do mnie jego klimat? A może wiersz podoba mi się tym bardziej, im bardziej go rozumiem…bo mogę się wtedy zidentyfikować z podmiotem lirycznym, bo mogę polemizować z jego treścią, bo ktoś trafnie nazwał to, co ja też czuję…

Jeśli chodzi o mnie, to o poezji Pana Kamila nie powiedziałabym, że jest banalna. Nie wiem, o czym są niektóre wiersze. Ich tytuły nie pomagają mi rozszyfrować znaczenia. Klimat wierszy zupełnie do mnie nie przemawia. O identyfikację z podmiotem też będzie trudno. Nie podoba mi się powtarzający się wątek pożądania i dążenia do jego realizacji. A seksualność jest niewątpliwie jednym z dominujących motywów. Jest to jednak seksualność popędowa, czysto fizyczna, może nawet obsesyjna.

“a ona siedzi w kącie nie jestem poetą
a ona zabiera mnie do domu otwiera okno
kochamy się zaciekle do ostatniej kropli
aż wiatr za oknem przeleciał billboardy
szumią o tym drzewa zdradzone” (fragment wiersza “Alfabeton”)

Natomiast to, co mi się najbardziej podoba w “Klatkach z codzienności”, to forma wierszy, pozwalająca na ich bardzo swobodną interpretację. Miałam dużą przyjemność w tym, aby odczytać jedną zwrotkę kilka razy, za każdym razem stawiająć przecinek lub kropkę (lub jeszcze inny znak interpunkcyjny), w innym miejscu (lub w ogóle ich nie stawiać).

“poznałem zapach łagodny i świeży nie jestem
poetą jak o mnie mówisz bo wypisuję brzydkie wyrazy
na klatkach schodowych to pewna wariacja
w zielonych oczach niechęć do nowości”
(fragment wiersza “Wiersz o naturze”)

Myślę, że dużą zaletą wierszy jest to, że są one prawie zawsze dosłowne, a jednocześnie dwuznaczne, a czasami nawet wieloznaczne (!). Idąc tym tropem, spodobał mi się także wiersz “Stażysta”, gdzie język urzędowy niesie ze sobą różne podteksty

“kiedy dyrektor żąda sprawozdania, a ja nie zdaję
sobie sprawy. Nie zdaję sprawy tobie, rybko.
(…)
Błędne decyzje.
Błędne koła. Źle wypełnione wnioski.”

Sytuacja liryczna osadzona jest mocno w codzienności XXI wieku. Tworzą ją slogany z reklam, jak np. ten: “byłaś jak Sprite, dziś jesteś pragnieniem.” Przypomina to nieco pseudo-poetyckie teksty utworów raperskich, ale w kontekście całokształtu wiersza, podobne wstawki nie budzą mojego sprzeciwu.

Po przeczytaniu tomiku jestem skłonna stwierdzić, że autor pisze nie dla ludzi, ale dla siebie. I to czyni jego poezję autentyczną, choć nie jest to poezja mówiąca o uczuciach. Nie znalazłam w całym tomiku ani jednego słowa nazywającego emocję. Są za to opisy miejsc, opisy zdarzeń. Opisy dosłowne, czasem brutalne i wulgarne. Nie ma portretów postaci, są za to opisy łydek, włosów i rozporków. Pojawiają się też sny i wspomnienia. Właśnie tak przedstawiona sytuacja liryczna podobna jest rzeczywiście do klatek filmowych, gdzie widzimy tylko sferę zewnętrzną, bez emocji.

Odniosłam wrażenie, że słucham wyznań… nie, nie wyznań – raczej opowieści trochę zagubionej osoby, która obserwuje urywki z codzienności zwykłych ludzi, dramaty szarych blokowisk, ludzkie upadki. W międzyczasie zwierza się ze swoich codziennych zmagań z własnymi demonami. Być może poszukuje własnej tożsamości, być może jeszcze myli przyjemność ze szczęściem, być może nie wie, jak pokierować swoim życiem… ale niewątpliwie ma głęboką wrażliwość i umiejętność wyrażenia jej w zgrabnej formie.

Mimo, że widzimy tylko zewnętrze kreowanych sytuacji, to nie znaczy, że sfera emocjonalna nie istnieje w tych wierszach. Myślę, że autorowi należy się uznanie za to, że te najdelikatniejsze kwestie umieścił niejako między wierszami.

Podsumowując, nawet jeśli “Klatki z codzienności” nie do końca trafiają w mój gust, to uważam je za wiersze godne uwagi. Po kolejny tomik sięgnęłabym raczej nie z upodobania dla tego typu poezji, ale z ciekawości, jak rozwija się warsztat poetycki autora.

P.S: Nie potrafię ocenić, jak duży miało to wpływ na mój odbiór wierszy, ale okładka książeczki wydaje mi się antyprzykładem okładki tomiku poezji.

Informacje o książce:
Tytuł: Klatki z codzienności
Tytuł oryginału: Klatki z codzienności
Autor: Kamil Wojciechowski
ISBN: 9788393930402
Wydawca: Self publishing
Rok: 2014

Zaprzyjaźnione blogi