Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Rzeczpostapokaliptyczna Polska - Patronat MoznaPrzeczytac.pl

Głód – Graham Masterton

Recenzja książki Głód - Graham Masterton

Głód
Graham Masterton

Nie często sięgam po książki fabularne. Ostatni raz, a było to może z pół roku temu, podjąłem się przeczytania „Sońki” Ignacego Karpowicza. Książki niezwykle złożonej i gęstej, skrojonej w stylu nie idącym na kompromis i nie uznającym konwencji. To jedna z tych książek, która porusza dogłębnie i zostaje w człowieku na długo po odłożeniu jej na półkę.

Głód” Grahama Mastertona taki nie jest. Zdecydowałem się na tę rzekomo pełną grozy literaturę pod wpływem zbyt dużej ilości czasu w trakcie wakacji i kilku obejrzanych seriali, które pozwoliły mi uwierzyć, że zanurzenie się w świecie fikcji (szczególnie tej trzymającej w napięciu) potrafi być odprężające niczym jacuzzi dla umysłu.

Głód” to opowieść o globalnym kataklizmie spowodowanym wirusem atakującym żywność, w której autor nie zapominając o epickich globalnych opisach świata zderzającego się z tragedią braku pożywienia i wplatając w całą fabułę wątki political fiction, ukazuje nam dramat jednostki pośród chaosu klęski.

Pomimo takiego nagromadzenia wątków przesiąkniętych grozą i sensacją, opowieść ta ani mnie nie przeraziła, ani nie trzymała w napięciu, ani też nie odprężyła. Zastanawiam się z czego to wynika. Zanurzenie choć raz w prozie tak subtelnie skonstruowanej i tak głęboko ludzkiej jak fabuła, z którą miałem przyjemność obcować do tej pory, potrafi uodpornić na działanie emocjonalnego kiczu jaki wypełnia strony „Głodu„. Bohaterowie są tam płascy i przewidywalni, przerysowani, prototypowi. Ich emocje są przejaskrawione i – nie wiem czy to kwestia tłumaczenia czy stylu Mastertona – pokryte toporną warstwą językową, która przypomina amerykańskie filmy akcji z lat osiemdziesiątych, w których cholerni gliniarze piją pieprzoną whiskey. Takie są emocje „Głodu” – „cholerne” oraz „pieprzone” i często powstają w bohaterach w sposób, w który trudno uwierzyć, który trudno zrozumieć i trudno się z nim utożsamić. Ten styl rodzi na kartkach książki miękką, powierzchowną szorstkość i gniew, którego się nie zlękniesz. Bohaterowie zdają się przybierać pozy, które nie robią wrażenia. Główny bohater nie szczędzi kwestii dialogowych na słowa, które ani nie popychają akcji do przodu ani nie pomagają w budowaniu obrazu świata. I gdy kolejny raz informuje nas, że cholera wpadli w pieprzone tarapaty, to zwyczajnie trudno jest odczuwać ciężar sytuacji wraz z nim.

Sceny przemocy i seksu zawarte w „Głodzie” czytelnikom powyżej 16 roku życia mogą wydawać się śmieszne bardziej niż pobudzające. Są przesadzone i nienaturalne. Cholera, znów ta pieprzona przesada. Z pewnością, sceny o takim zabarwieniu nie mogą być poruszające kiedy odbywają się w płaskim świecie płaskich bohaterów.

Myślę, że część wad, które pozwoliłem sobie wytknąć tej książce ma swoje źródło w tym, że ukazując się po raz pierwszy w latach osiemdziesiątych była ona krojona na miarę amerykańskiego czytelnika, którego wyobraźnia została ukształtowana przez telewizję. Książka zachowuje konwencję, która może i w latach osiemdziesiątych trzymała w napięciu niczym pit bull za gardło, ale trzydzieści pięć lat później ujawnia swój kicz i przewidywalność. Poza tym zwykłe opisy okoliczności, w jakich znajdują się bohaterowie, swoją powierzchownością sprawiają wrażenie opisu makiet. Są nieliterackie, a telewizyjne właśnie. Sprowadzają się do podania kształtu i koloru, hołdują dominacji wzroku, przedstawiają świat jako zestaw fotografii, jakby książka pisana była pod ekranizację kolejnej opowieści o zagładzie Ameryki.

A szkoda, bo potencjał pomysłu globalnego kryzysu żywności jest spory. Pod tym kątem najciekawiej czyta się tę książkę – jako swego rodzaju political fiction. Co by było gdyby? I czy jest to w ogóle możliwe? Niestety, nawet na tym polu książka ma luki w logice, które uniemożliwiają pełne przeprowadzenie tego eksperymentu myślowego. Dlaczego wobec globalnej klęski głodu nikt nie pomyślał o uboju zwierząt i łowieniu ryb? Czyżby Masterton zrobił ze swych bohaterów wegan zanim to było modne?

Nie wiem, ale nie śmiałbym z czystym sumieniem komukolwiek odradzać tej książki. Zwłaszcza gdy przeglądając filmowe premiery widzę jak stare, dobre, amerykańskie konwencje, które ze względu na swą przewidywalność są dla mnie nie do strawienia, wciąż cieszą się popularnością i wierną publiką. Ale gdybym znał kogoś, kto potrafi dać się porwać grozie lat osiemdziesiątych, jest fanem filmów z zombie i oglądając ten sam film za każdym razem boi się równie mocno, to z pewnością doradziłbym mu „Głód” Mastertona.

Informacje o książce:
Tytuł: Głód
Tytuł oryginału: Famine
Autor: Graham Masterton
ISBN: 9788376746487
Wydawca: Replika
Rok: 2017

Zaprzyjaźnione blogi