Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Driven. Namiętność silniejsza niż ból – K. Bromberg

Recenzja książki Driven. Namiętność silniejsza niż ból - K. Bromberg

Driven. Namiętność silniejsza niż ból
K. Bromberg

Czy w epoce literatury kobiecej, nazwanej przeze mnie „post-greyowską”, możliwa będzie jeszcze lektura książek tego gatunku bez odnoszenia się do trylogii E.L. James? Na chwilę obecną, szczególnie gdy niedawno oglądałam kinową ekranizację „50 twarzy Grey’a”, wydaje mi się to niemożliwe. Czyżby postaci Anastasii Steele i Christiana Grey’a oraz ich związek stały się literackim układem odniesienia dla wszystkich bohaterów, którzy zostali wykreowani później i ich historii?

Tego typu pytania pojawiły się w mojej głowie już po kilkunastu stronach książki „Driven. Namiętność silniejsza niż ból”, pierwszej części trylogii „Driven” K. Bromberg. Skojarzenia z Anastasią oraz Christianem były tak silne, iż dosłownie nie mogłam się opędzić od wyszukiwania wszelkich „różnic i podobieństw” – zupełnie jakby mój umysł przestawił się w tryb gry w „Kto znajdzie więcej cech wspólnych/ różnych…”? Ale to nie mój umysł obarczam odpowiedzialnością za ten stan, lecz autorkę. Nie wiem, czy nieświadomie, czy też z premedytacją (na przykład licząc na powtórzenie sukcesu), ale stworzyła ona historię będącą niemalże kalką trylogii z Panem Grey’em w roli głównej.

A jest to – w skrócie mówiąc – historia burzliwej relacji dobrej i nieco przeciętnej dziewczyny z sąsiedztwa z hollywoodzkim playboyem, skrajnie niegrzecznym. Rylee Thomas i Colton Donavan. Ona – zaangażowana społecznie pani psycholog, oddana pracy z chłopcami pozbawionymi domu. Dobra, szczera, naturalna i prostolinijna. Pracowita, niezależna. Niepozbawiona kompleksów. Od początku zyskuje sympatię czytelnika i chce się kibicować jej pracy i szczęściu osobistemu. Z nim jest wręcz przeciwnie. W pierwszych rozdziałach daje się poznać z tej najciemniejszej strony. Oczywiście jest nie tylko nieziemsko przystojny, ale także niewyobrażalnie bogaty. Jednakże mimo tych niepodważalnych zalet oraz niebywałego uroku osobistego, absolutnie nie wzbudza nawet cienia sympatii, a wręcz przeciwnie – niepokój. I właśnie wtedy On i Ona spotykają się na akcji charytatywnej. Jego słowa są jednocześnie ostrzeżeniem i obietnicą: „Dobrze wiesz, że głęboko w środku mała cząstka tej poprawnej, przyzwoitej kobiety, jaką jesteś, pragnie odwiedzić to pozbawiona oporów, seksowne i nieskrępowane miejsce wewnątrz ciebie, które błaga o uwolnienie. Miejsce, które bez wątpienia mogę pomóc ci odnaleźć”. To jest ten moment, w którym czytelniczka zaczyna domyślać się dalszego biegu zdarzeń, a co bardziej empatyczna chciałby ostrzec Rylee („tę biedną dziewczynę”) i uchronić tym samym przed skrzywdzeniem. Niestety, jak za sprawą Fatum w antycznej tragedii – kiedy namiętność połączyła tych dwoje, nie ma już odwrotu. Spirala pożądania i bólu zostaje wprawiona w ruch, a napędzają ją… emocje głównych bohaterów. Bowiem mimo wielu różnic, jest coś, co ich łączy – oboje niosą z sobą bagaż traumatycznej przeszłości. Demony jego przeszłości sprawiają, że jak ognia boi się zaangażowania i miłości (o czym informuję ją bezpośrednio już na samym początku znajomości), ona z kolei boi się znów otworzyć na czucie siebie samej, swojego ciała i seksualności. Z kolei ich potrzeby są skrajnie różne i wręcz wykluczają się wzajemnie – on pragnie wyłącznie seksu, ona – miłości i dojrzałego związku. Oboje od samego początku wiedzą, że nie ma dla nich szansy na wspólną przyszłość. Colton ostrzega wręcz Rylee – przed samym sobą. Ona zaś szarpie się i miota, owładnięta sprzecznymi pragnieniami i uczuciami. Wie, że cierpienie jest nieuniknione. I że wiążąc się z tym mężczyzną, skazuje się na nie. Jednocześnie, jako psycholog pracujący z ofiarami przemocy, domyśla się, że jej ukochany w dzieciństwie przeszedł przez piekło i… postanawia za wszelką cenę mu pomóc. Ale chemia jest zbyt silna. A namiętność – silniejsza niż ból.

Tak oto rozkręca się prawie 400-stronicowa karuzela najsilniejszych emocji, których tempo zmian przyprawia o istny zawrót głowy. Karuzela doskonale znana czytelniczkom trylogii E. L. James. Z dwiema zasadniczymi różnicami. Po pierwsze, powieść K. Bromberg napisana została o wiele lepszym stylem; chociaż nadal – nie zapominajmy – jest to pozycja „erotyczno-rozrywkowa”, a nie kandydat do literackiej nagrody Nobla. Po drugie, wbrew temu, co sugeruje tytuł, trylogia „Driven” nie ma nic wspólnego ze światem Christianowskiego BDSM-u.

„Namiętność silniejsza niż ból” to – ze względu na ładunek emocji i psychicznych traum – bardziej melodramat niż powieść stricte erotyczna. Z tego powodu nie jest to też z całą pewnością pozycja lekka, szczególnie dla kogoś, kto zatrzymuje się przy wątkach psychologicznych, próbuje analizować, dociekać… Chociaż strony aż kipią od miłosnej chemii, opisów samego seksu jest niewiele (o ile dobrze pamiętam, trzy). Same zbliżenia opisane zostały, muszę przyznać, dość dobrze – ze smakiem, bez wulgarności. Ale i bez pruderii.

Dlaczego wciąż o nim myślę, skoro nic w nim nie ma?” – pyta samą siebie główna bohaterka. I odpowiada: „Bo coś w nim jest” (s. 73). „Dlaczego ja czytam dalej…?” – pytam samą siebie w chwili, gdy mdli mnie już od jazdy na karuzeli emocji rozkręconej przez Rylee i Coltona. „No więc, dlaczego? Bo coś w tym jednak jest. Coś, co przyciąga. Co hipnotyzuje. I nie pozwala się oderwać”. Niczym serial, o którym wiemy, że to rozrywka nie najwyższych lotów. My, ludzie uwielbiamy historie. A my, kobiety – szczególnie te z dużą dawką emocji. I oczywiście z romansem w tle. A czyż nie tego oczekujemy od kobiecej beletrystyki o mocnym zabarwieniu erotycznym?

Mimo iż całość jest szablonowa i przewidywalna, z wyżej wymienionych powodów, sięgam po tom II – Fueled. Napędzani pożądaniem.

Informacje o książce:
Tytuł: Driven. Namiętność silniejsza niż ból
Tytuł oryginału: Driven (The Driven Trilogy #1)
Autor: K. Bromberg
ISBN: 9788324696864
Wydawca: Helion
Rok: 2014

Zaprzyjaźnione blogi