Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Pięćdziesiąt twarzy Grey’a – porównanie książki i filmu

Pięćdziesiąt twarzy Greya

Pięćdziesiąt twarzy Greya

Ostatnimi czasy dużo kontrowersji wzbudził wątek Pięćdziesięciu twarzy Grey’a. Kierowana niezdrową ciekawością, znając książkę bardzo dokładnie, od podszewki, postanowiłam obejrzeć film. W celach badawczych, oczywiście. Jestem pewna, że wielu z Was już widziało ten film, ponad miesiąc po premierze, ale wydaje mi się, że zasługuje on na swoje miejsce w gronie porównań książek i filmu. Bo przecież jest co porównywać.

Może zacznę prosto. Od fabuły. Ją zna prawie każdy, nawet jeśli ktoś nie czytał tego wątpliwego dzieła literatury, na podstawie dwóch godzin filmu ma choć mętne pojęcie o wszystkim. Ponieważ fabuła jest tak uproszczona, że aż miejscami śmieszna. Poznajemy Anastasię Steele (Dakota Johnson) w momencie, gdy zgadza się iść na wywiad z wielkim Grey’em (Jamie Dornan) w zastępstwie za współlokatorkę. Robi z siebie idiotkę, potykając się o własne nogi, bełkocze, czerwieni się i przegryza wargę. I tak przez kilkanaście stron/minut. Później do akcji wkracza Grey i jego magnetyczne spojrzenie szarych/niebieskich oczu. Oczywiście swoją pewnością siebie i chłodnym dystansem powoduje, że bielizna panny Steele jest mokra. Ale do bielizny jeszcze wrócę. Ana myśli, że Grey to normalny facet, do momentu, gdy ten nie zaprasza jej do swojego mieszkania. Wyskakuje z dwoma umowami i Czerwonym Pokojem Bólu zwanym też Pokojem Zabaw. I wtedy okazuje się, że Ana jest dziewicą… Ups, panie Grey. On jest jednak zaradnym chłopcem i daje sobie radę również z tym. Dalsza część to korowód seksu spleciony z niepewnością Any, czy aby na pewno powinna być Uległą. Grey dostarcza dziewczynie wystarczającą ilość rozrywki, od zabawy w Czerwonym Pokoju, przez wizytę jego mamy, gdy Ana goła leży pod nim, kolację z jego rodzicami – już w ciuchach – po wizytę Any u matki Christiana, gdzie pan Grey wyskakuje jak królik z kapelusza. Tak, tam też jest. Moment kulminacyjny pojawia się wtedy, gdy Christian daje Anie to, czego chciała, a ona ucieka z płaczem. Brawo, dziewczyno.

Scenarzyści nie skrzywdzili mocno całej fabuły z prostego powodu: trudno ją było skopać bardziej. Tak dobrej KOMEDII nie widziałam dawno. Bardzo ciekawe doświadczenie. I nie tylko ja tak sądzę, bo wielu ludzi dookoła reagowało śmiechem na ich sceny ‚wielkiej namiętności’. Co do nieścisłości, jest kilka. Jamie Dornan nie jest rudy, a Christian w oryginale – tak. Jamie ma niebieskie oczy, a o ‚hipnotyzujących, szarych oczach Christiana’ Ana roztkliwia się kilka razy na rozdział. Ana jest mniej więcej jak oryginał, choć nie sądziłam, że będzie taka… Płaska. A jest dość mocno, co możemy oglądać od mniej więcej czterdziestej minuty do samego końca dosłownie co chwilę. Ale taki urok Dakoty. Co do różnic, nie było niektórych scen, inne dodali. Ana w filmie nie zakosiła Christianowi bokserek, nie było prawie nigdzie jego penisa oraz sceny bardziej perwersyjne, osobiste czy higieny intymnej, po prostu się nie pojawiły. I w sumie chyba dobrze. Niektóre wątki, takie jak klapsy po zakończeniu roku, okroili, przez co nie mają sensu. Co do plusów, na pewno Jamie Dornan i jego ciało. To chyba największy pozytyw całości, bo jako model ma po prostu świetne warunki. Jednak gra Jamiego jest trochę drewniana. Zdaniem niezależnego komentatora, z którym oglądałam ten film, Jamie śmieje się i płacze z tym samym wyrazem twarzy i coś w tym jest. Natomiast Ana w całym filmie tylko raz pokazała charakter. Reszta? Nudna i bezosobowa.

Podsumowując. Dobra komedia. ‚Dramat’, którym podobno jest ten film, chyba zaczyna się i kończy na fabule. Aktorzy nie byli źli, choć ich dialogi wskazywały na dość niskie jakościowo softporn. Uznaję, że to dość kiepski jakościowo produkt. Jestem nieco zdziwiona, że scenarzyści nie poprawili jakości dialogów, by podciągnąć poziom całości. Czy tylko ja mam takie odczucia? Zostawcie również swoje w komentarzu ;-)

Zaprzyjaźnione blogi