Warszawianka. Tom 2. Gdy zgasną światła - Ida Żmijewska - Recenzje książek z każdej półki - MoznaPrzeczytac.pl
Recenzje książek

Warszawianka. Tom 2. Gdy zgasną światła – Ida Żmijewska

Warszawianka. Tom 2. Gdy zgasną światła - Ida Żmijewska

Warszawianka. Tom 2. Gdy zgasną światła
Ida Żmijewska

Wiedziona ciekawością do dalszych losów Leontyny Rapackiej, sięgnęłam po kontynuację tomu „WarszawiankiIdy Żmijewskiej, którą wytypowano do Nagrody Wielkiego Kalibru. W przeciwieństwie do jej pierwszej powieści, do części drugiej podeszłam z miłym podekscytowaniem, pewna pióra pisarki, że mnie ono nie zawiedzie. Niestety pod pewnymi względami się pomyliłam…

Jak już wspomniałam powieść opowiada o dalszych kolejach życia panny Rapackiej i jej niedoszłej miłości, jaką był, czy jak się też okaże jest rosyjski policjant Aleksander Nikitycz Woronin.
Od morderstwa ojca i samobójstwa brata naszej bohaterki upłynęły dwa lata, które wraz z matką i młodszą siostrą spędziły w Szwajcarii. Wyprawa ta była nie tylko ucieczką przed skandalem, ale również ratowaniem Heleny, która po samobójstwie brata, którego była świadkiem doznała urazu psychicznego. W czas pobytu za granicy zdawałoby się Leontynie, że zmądrzała i wydoroślała. Przejęła pieczę nad finansami rodziny z późniejszą nadzieją, by szkolić się w tymże kierunku. Do Warszawy przybywa pewna, że nieodpowiednie uczucie, jakie żywiła do Rosjanina Woronina były spowodowane nagłą stratą rodzica i poczuciem zdrady, przez fakt, że ukochany ojciec haniebnymi uczynkami sprowadził marny los na rodzinę. Z tym wszystkim pozostawiono ją całkiem samą, w związku z czym wzięła za pewnik, że to był powód stracenia głowy dla przystojnego mężczyznę, który jako jedyny wydawał się pojmować z czym się musi sama mierzyć. Bez względu jednak na to, czy uczucia polki były szczere, czy wydumane, chcąc czy też nie, dowiaduje się, co podczas jej nieobecności miało miejsce. Morderstwo. Morderstwo na baletnicy, którą w niedalekiej przeszłości miano okrzyknąć primabaleriną. Nie doczekało tego biedne dziewczę. Denatka była kochanką Aleksandra, którego uznano winnym tejże zbrodni, za czym świadczyła rękawiczka jego, znaleziona przy stygnącym ciele.

Zbrodnia sama w sobie nie jest osobliwa. Wydaje się bym podobna innym – kochanek zasztyletował kochanicę w wyniku zazdrości bądź podobnych gwałtownych emocji, w końcu sąsiedzi słyszeli krzyki. Dziwnością tutaj jest zachowanie domniemanego mordercy, który oddaje się w ręce władz, ani nie potwierdzając dokonania okropności, ani też nie zaprzeczając. Na dodatek odmawia przyjęcia usług Paszkiewicza, to jest zaprzyjaźnionego adwokata, poznanego przy śledztwie mentora ów mecenasa, Wiktora Rapackiego. Woronin zdaje się być obojętnym na swój los, zaś uparty w odtrącaniu wszystkich, którzy chcieliby uratować go przed niechybnym zesłaniem na Sybir. Do kary takiej dąży bowiem niejaki Bojko. Człowiek ten prawdopodobnie za punkt honoru wziął sobie wysłanie na katorgę policjanta, choć dowodów jest więcej za niewinnością niźli winą. W swych czynach by dopiąć swego wydaje się być obłąkany. Odnosi się wrażenie, jakoby więzień nadepnął mu na odcisk, choć nie wiadomo jaki mógłby on być. Woronin i Bojko nie mieli wcześniej ze sobą doczynienia. Chociaż chodzą słuchy, że ten drugi smalił cholewki do Zofii Ostrowskiej. Czy więc to przez zazdrość o relację więźnia i zamordowanej? Czy też może Bojko wie coś więcej i na tej podstawie uważa go winnym?

Młoda Rapacka zbiera informacje o śledczym swojego ojca. Chce pomóc Rosjaninowi, gdyż należy do tych, którzy nie wierzą by był zdolny do wykonania zarzucanych mu czynów. Dziewczyna odbywa widzenie z osadzonym, usiłując go przekonać do przyjęcia pomocy Paszkiewicza, co nie ulega wątpliwości byłoby równoznaczne z oczyszczeniem z zarzutów. Próbowali przed nią inni i niestety, tak jak i oni odniosła na tym polu porażkę. Ponosi także porażkę, starając się sobie wmówić, że serce wcale nie przyspieszyło jej na widok zmizerniałego Aleksandra. Leontyna zawzięcie szuka odpowiedzi na pytanie, co robił ów mężczyzna w dniu mordu, skoro ten sam sobie pomóc nie chce. Poszukiwania prowadzi, chcąc się zrewanżować. Dowiaduje się, iż to policjant odnalazł i oddał pieniądze rozbitej rodzinie.

„(…)zdała sobie sprawę, że chciała uratować Aleksandra nie z wdzięczności, ale dla siebie. Obchodził ją jak nikt inny (…)”.

Dziewczynę trawi myśl, że Woronin kogoś kryje, podstawia się za kogoś. Jedyną taką osobą, mógłby być Michaił Kaługin, który za kołnierz nie wylewa, a w czas odurzenia napitkiem bywa nieobliczalny. Więc Woronin da się zesłać za przyjaciela? Przyjaciela, który zabił i nie pamięta? Czy też kto inny ma krew Zofii na rękach?

„Naostrzyła nóż, więc planuje kolejne zabójstwo!”

Jak potoczy się miłość Polki i Rosjanina? Zarówno pani Rapacka, jak i jej siostry, cała rodzina, są zgodni, co do niewłaściwości kandydatury Aleksandra Nikitycza na męża dla najstarszej córki, siostrzenicy. Jak postąpi Leontyna, która dopuści do siebie wreszcie zakazane uczucie miłości, trawiące ją niby gorączka? Czy wystąpi przeciw osądom rodziny? A może ugnie po raz wtóry głowę i pozwoli, by inni jej życie układali?

„Z drugiej strony nie potrafiła zdradzić tego, co nauczono ją kochać i szanować”.

Czy postawi się matronie, która zaplanowała życie latorośli swoich?

„W twoim wieku powinnaś wiedzieć, że są rzeczy ważniejsze od szczęścia. Zresztą czy mogłabyś być szczęśliwa, wiedząc, że postąpiłaś niewłaściwie? Że związałaś się z Moskalem? Najeźdźcą?”

Jak rodzina postąpi, gdy Leontyna wybierze drogę, jaką podążać będzie?

„Są rzeczy świętsze od więzów krwi”.

Przeciw małżeństwie zakochanych jest nie tylko rodzina panny. W Warszawie zjawia się starszy Woronin. Czyżby ojciec skruszał z wiekiem, serce go ruszyło? Jeśli nie, to jaki jest powód i cel w wizycie niespodzianej? Czy pomoże synowi w planach sercowych?

Leontyna nie jest jednak jedyną zmuszoną stawić czoła sprawom miłosnym i trudnym wyborom. Mąż pożałowania godny wróci do znanej aktorki, Ireny Ginterównej, w śledztwo zamieszanej. Żona przyjmie go, a może rozwiedzie się po latach wielu? Czy stara miłość faktycznie nie rdzewieje? A co jeśli w swym powrocie luby ma mroczne pobudki, ukryte cele?

I jaką rolę w tym wszystkim odegra miłość matki do córki?

„Ważne, że…byłam jej potrzebna. Przynajmniej jakiś czas”.

Ida Żmijewska w swojej książce „Warszawianka. Gdy zgasną światła” porusza wiele odcieni miłości. Braterskiej, rodzicielskiej, damsko-męskiej. Miłości czystej, wybrakowanej, ślepo oddanej i udawanej. Moim zdaniem pierwsza część była lepsza, jeżeli patrzeć nań przez kategorię. Intryga kryminalna była nieporównywalnie lepsza od tej tutaj opisanej. Odpowiedź na pytania śledczych jest nieco oczywista. Tak, zawiodłam się nieco, ponieważ miałam nadzieję, na mocne rozwiązanie akcji, zaś jak to mówią – z dużej chmury mały deszcz. Na tymże polu pani Żmijewska nie popisała się według mnie zbytnio. Powieść jest mimo to przyjemna, gdyż choć akcja wolno się rozwija, to jest wciągająca. Zaznaczyć muszę, że motywy miłosne, na których autorka się widać mocniej skupiła, są poruszające do głębi, przyprawiające o łzę w oku.

Informacje o książce:
Tytuł: Warszawianka. Gdy zgasną światła
Tytuł oryginału: Warszawianka. Gdy zgasną światła
Autor: Ida Żmijewska
ISBN: 9788366195967
Wydawca: Skarpa Warszawska
Rok: 2020