Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Siostry półkrwi - Patronat MoznaPrzeczytac.pl

Prymityw. Epopeja narodowa – Marcin Kołodziejczyk

Recenzja książki Prymityw. Epopeja narodowa - Marcin Kołodziejczyk

Prymityw. Epopeja narodowa
Marcin Kołodziejczyk

Epos narodowy, epopeja narodowa – utwór literacki o istotnym znaczeniu dla danego narodu. Określenie to przyznawane jest zwykle jednemu dziełu literatury narodowej, które według materiałów historycznych czy tradycji ma najwierniej oddawać charakterystyczne dla epoki rysy narodu lub jego warstwy, osiągając jednocześnie wysoki stopień artyzmu (definicja znaleziona w sieci). Myślę że przytoczenie tej definicji jest potrzebne, a wręcz konieczne w kontekście niniejszej recenzji.

Epopeja narodowa. To określenie zawsze kojarzy mi się z „Panem Tadeuszem”. Wszyscy znamy to dzieło Adama Mickiewicza. Wszyscy w szkole uczyli się „Inwokacji”. To właśnie „Pan Tadeusz” jest polską epopeją narodową. Uczono nas o tym na lekcjach języka polskiego. Wszyscy podziwiamy kunszt literacki naszego wieszcza narodowego. Jest to po prostu dzieło bez wątpienia należące do kanonu literatury polskiej.

Tymczasem ostatnio spotykałem się z reklamą książki „Prymityw”, autorstwa Marcina Kołodziejczyka. Z krótkiego biogramu znajdującego się na okładce możemy się dowiedzieć, iż jest on reporterem i laureatem wielu prestiżowych nagród dziennikarskich. Wymienione są także jego wcześniejsze tytuły. Na okładce jego najnowszej powieści znajdujemy właśnie takie określenie: epopeja narodowa. Odważnie – pomyślałem. W ogóle muszę przyznać, że kampania reklamowa książki jest naprawdę przemyślana. Wszyscy wiemy, jak małe dzieci reagują na zakazy. „Nie rusz tego, nie dotykaj” – mówi zatroskany rodzic. Po takich słowach możemy być niemal pewni, że dziecko zrobi dokładnie to, czego mu się zabrania. Wie o tym także wydawca książki – Wielka Litera – przewrotnie zwracając się do potencjalnego czytelnika tymi słowami:

„jeżeli jesteś w drodze do dyskontu. Albo do modnej galerii. Jeżeli pijesz piwo do biesiadnej TV. Albo wino przy muzyce klasycznej. Jeżeli nie starcza ci do pierwszego. Albo kupujesz nowe auto. Jeżeli jesteś prawdziwym Polakiem albo polactwem pogardzasz. Nie czuj się bezpieczny. I trzymaj się z dala od tej książki. Na miłość boską, nie chcesz czytać tej powieści”.

Któż z nas nie ma ochoty – po przeczytaniu takiego „ostrzeżenia” – co prędzej sięgnąć po ten tytuł? Przyznam, że miałem bardzo dużą ochotę na przeczytanie nowej powieści Kołodziejczyka i dużo sobie po niej obiecywałem. Po przeczytaniu pytam sam siebie: czy aby nie zbyt dużo? Śmiem bowiem twierdzić, że opinie o tej książce będą różne, być może nawet skrajne.

W tym miejscu powinienem napisać, o czym jest w ogóle ta książka? Cóż… Można by powiedzieć, że o Polsce i Polakach. Czy jednak aby na pewno? Czy ta powieść rzeczywiście traktuje o naszej Ojczyźnie i o nas samych? Mam spore wątpliwości. Jest to raczej satyra na temat Polski i Polaków. Autor zdecydowanie w krzywym zwierciadle przedstawił naszą rzeczywistość. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że atakowani i obśmiani zostają tylko „Polacy katolicy i patrioci” – pozwolicie, że posłużę się właśnie takim skrótem myślowym.

Kołodziejczyk wpisuje się tym samym w szereg artystów, wytykających Polakom ich narodowe „przywary”: katolicyzm, patriotyzm, tradycję. Bohaterowie książki są w większości chciwi, zawistni, nietolerancyjni, zamknięci w swoim (oczywiście ciasnym) świecie. Bardzo często nadużywają alkoholu, są kłótliwi. Oczywiście nagminnie przeklinają. Żeby było jasne – jestem realistą i chodząc po ulicy czy jeżdżąc tramwajem obserwuję różnych ludzi i też słyszę wulgaryzmy. Czy jednak w „epopei narodowej” musi występować aż tyle przekleństw? Czasem ma się wrażenie, że Kołodziejczyk używa słowa „kurwa” niemal bezrefleksyjnie. Oczywiście – powie ktoś – takim obecnie językiem posługuje się duża cześć społeczeństwa. Czy jednak literatura piękna powinna tylko odwzorowywać „język ulicy”? Wydaje się, że to właśnie literatura powinna kształtować nasz język, nie odwrotnie. Co prawda wydawca (a może sam autor) lojalnie uprzedza nas, że „Prymityw rządzi się własnymi zasadami interpunkcji i ortografii”, to jednak razi mnie język i styl książki.

Akcja powieści dzieje się w Polsce „dobrej zmiany”.

„Gdy się wypełniły dni i zbliżało lato tego konkretnie 15 roku, w którym młody Bożydar Jałowy pokonał starego Darzbora Memłę, zdobywając tytuł prezydenta Polski”.

Bez trudu identyfikujemy także innych polityków: premier Bożena Pacyna, Radosław Katyński, Klaudiusz Prymus.

W takim właśnie kraju – rządzącym przez Partię – żyją nasi bohaterowie: Jan Kwas, Poczęty, Andrzej Drella, Wiktoria i inni. Mimo, że państwo „wstaje z kolan” ich życie nie jest wcale aż tak kolorowe. „Prymityw” trudno jednoznacznie przypisać do konkretnego gatunku literackiego. Jest to zarówno historia nieszczęśliwej miłości, jak i parodia kraju, rządzonego przez „dobrą zmianę”. Oczywiście wszyscy, którzy ją popierają są niedojrzali, nieodpowiedzialni, niedorośli do demokracji itp. itd. Styl i język książki jest – przynajmniej dla mnie – utrudniający lekturę i zrozumienie jej przekazu.

Czy ta książka jest faktycznie „pierwsza taka, przełomowa”? Niestety, nie mogę „z czystym sercem” polecić tej powieści. Moim zdaniem w tym przypadku jednak forma przerosła treść, a epopeją narodową nadal pozostaje dla mnie „Pan Tadeusz”.

Informacje o książce:
Tytuł: Prymityw. Epopeja narodowa
Tytuł oryginału: Prymityw. Epopeja narodowa
Autor: Marcin Kołodziejczyk
ISBN: 9788380322424
Wydawca: Wielka Litera
Rok: 2018

Zaprzyjaźnione blogi