Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Pan na ogrodach – Elżbieta Waszczuk

Recenzja książki Pan na ogrodach

Pan na ogrodach
Elżbieta Waszczuk

Mówią, że miłość bywa pełna niespodzianek i mają racje. A co jeśli czasem lepiej byłoby się nie zakochać? Każda z nas marzy o spotkaniu „księcia z bajki” i o tradycyjnym „happy endzie”. A zastanawiał się ktoś może co by zrobił gdyby ten książę okazał się wielką pomyłką, a Wy na karku macie swoje lata? Czy warto znaleźć w sobie trochę odwagi i wychylić się poza rutynę zwykłego, szarego życia? Sądzę że Pan na ogrodach jest bardzo ciekawą odpowiedzią na taką sytuację. Myślę, że jednak warto mieć plan B, bo nikt nie wie co go czeka w przyszłości. Patrząc na to wszystko z innej strony powieść jest też przestrogą, iż miłość bywa ślepa i pełna rozczarowań. Jednak metodą prób i błędów da się wypracować swój przepis na szczęście, a jeśli znajdzie się ktoś kto „dołoży do tego przepisu swoje pięć groszy” mamy wielką szanse na powodzenie.

Pani Elżbieta Waszczuk wyczarowała ciekawą historię niemłodej już kobiety o imieniu Ewa. Bohaterka ma od wielu lat rodzinę, ale dzieci są już dorosłe, mają swoje pociechy. A mąż jest już tylko z nazwy. Po wielu latach Ewa stwierdza, że nie kocha go i nie ma pojęcia co w nim kiedyś widziała. Stwierdza, że Witek jest jej prawie obcy do tego to kompletny sknera. Mimo swoich lat kobieta nadal jest bardzo piękna, czas jakby ją omijał być może wiedział, ze ona na to zasługuje. Życie płynęło w tym samym rytmie, dom, praca, dom, praca. Bywali w jej życiu kochankowie, ale na dłuższą metę wszystko miało swój koniec. Bohaterka znów była sama dopóki nie zgodziła się na wyjazd na Węgry, który zaproponowała jej koleżanka z pracy o imieniu Lidia. Lidia jest również już starszą, ale dobrze wyglądającą i tak samo jak Ewa samotną kobietą. Niestety żadna z nich nie była w stanie przewidzieć, iż ten wyjazd odmieni ich życie nie do poznania. Nadszedł czas na wycieczkę. Ewcia jako artystyczna dusza obowiązkowo zabrała ze sobą aparat. Miała nadzieję na zrobienie kilku dobrych zdjęć do jej wystawy, w końcu fotografia była jej pasją i dobrze sobie z nią radziła. Gdy dotarli do celu wszystko było wręcz idealne. Budapeszt był oszałamiający, pogoda fantastyczna zapowiadał się piękny odpoczynek. Gdy tylko na horyzoncie pojawił się pewien przewodnik imieniem Jerzy, serca obu kobiet zabiły w szybszym tempie. Ewa kompletnie się tego nie spodziewała po sobie. Od razu zauważyła jeden fakt, że Lidia wpadła w oko Jerzemu, ale po zaskakującej wizycie w saunie w towarzystwie swojego „obiektu westchnień” coś w niej zawrzało. Bohaterka zapragnęła znów być kochaną i postanowiła, iż zawalczy o Jerzego w końcu miała za sobą wiele podobnych do tego starć i zawsze dopinała swego. Tylko czy tym razem było to możliwe skoro przewodnik z kolei zainteresował się Lidką na poważnie? Nie było to dla niej miłe, ale Ewa należała do twardych zawodniczek i nie raz przebyła tego typu starcie na dodatek ze swymi koleżankami z pracy. Co ciekawe zawsze dostawała to czego chciała, nawet jeśli mężczyzna wybierał inną to i tak po krótkim czasie to ona stawała się obiektem jego zainteresowań i ostatecznie to Ewcia była górą. Takie same plany snuła co do Jerzego. Jej nadzieje rosły z każdą chwilą, a siłą napędową tego wszystkiego było zajście w saunie. Gdzie to pan przewodnik w chwilach samotności chciał sprawdzić jak bardzo jest nim zainteresowana. Nie spodziewał się jednak, co ten incydent potem wywoła. Wyjazd wypoczynkowy minął bardzo szybko, ale i przyjemnie obie panie starały się być jak najbliżej swojego celu, ale to Lidia była tą adorowaną, a Ewa „poszła na boczny tor”. Bolało ją to niesamowicie. Po powrocie do Polski postanowiła zacząć pisać do Jerzego. Żadna z nich nie wiedziała kim jest tajemniczy Polak mieszkający od wielu lat w Budapeszcie. To miała być przygoda i nauczka na całe życie dla obu pań, ale też i pomoc w zrozumieniu samej siebie. Tylko kto tak naprawdę wygra tą bitwę? To musicie sami sprawdzić.

Powieść pani Elżbiety należy do tych historii, do których jeszcze wrócę. Pomysł jest bardzo ciekawy i przyznam, że przyjemnie się to wszystko czytało. Spodobało mi się w książce to, iż nie było w niej naplątane kilka historii naraz, nie gubiłam się wszystko układało się logicznie, ale nie zdradzało to zakończenia książki, które było naprawdę zaskakujące. Klimat tego wszystkiego sprawia, że chciałoby się pojechać razem z główną bohaterką i wygrzać się na ciepłych ziemiach Budapesztu. Zagłębiając się coraz bardziej w książkę, miałam wrażenie, że widzę oczami Ewy. Tę opowieść się po prostu czuje, do tego jest napisana lekko co jeszcze bardziej kusi aby ją czytać i czytać. Ale znalazła się też jedną rzecz, która po pewnym czasie stała się dla mnie dość uciążliwa. Otóż w pewnym momencie listów bohaterki moim zdaniem jest już za dużo. Trochę odechciewało mi się ich czytać, bo osobiście myślę że było w nich w kółko to samo. Sam motyw z listami pochwalam, ponieważ był interesujący, ale jak to mówią „co za dużo to nie zdrowo”. Tak poza tym to nie mam żadnych zastrzeżeń co to Pana…. Spodobał mi się, chociaż nie za wielka ze mnie fanka literatury kobiecej (wiem jak to brzmi), to jestem jak najbardziej za takimi powieściami.

Zabawna i interesująca historia, a do tego można znaleźć w niej kilka dobrych wskazówek tak na przyszłość. Jak najbardziej polecam wszystkim Paniom Pana na ogrodach, nie pożałujecie tej decyzji i połączycie pożyteczne z przyjemnym, miło prawda?

Informacje o książce:
Tytuł: Pan na ogrodach
Tytuł oryginału: Pan na ogrodach
Autor: Elżbieta Waszczuk
ISBN: 9788377229729
Wydawca: Novae Res
Rok: 2013

  • kati

    hm.. przeczytałam.. to znaczy prawie przeczytałam.. pomysł ciekawy, ale..listy potworne dłużyzny..nie da rady czytać wszystkich, na miejscu Jerzego zwiałabym już po drugim. Fajne ale raczej jako pamiętnik dla wnucząt spragnionych sensacji o babci, powieść raczej średnia, ponoć piewsza więc kolejne może będą lepsze. Choć należy przyznać, że autorka marzy i to inesnywnie..choć z drugiej strony trochę to pachnie perwersją..bójmy się babć??!!:)

    • babba

      Myślę, że Kati jest młodą osobą, dla której miłość osób po 50-tce to już perwersja… Te listy to może i trochę ich za dużo, ale z drugiej strony mówią wiele o emocjach i przeżywaniu kobiet. Bohaterka w tych listach odkrywa przed czytelnikiem całe swoje wnętrze… Pewnie jestem w wieku Ewy, więc odbieram to trochę inaczej. My, kobiety dojrzałe też mamy prawo do marzeń i miłości, nie tylko platonicznej. Szkoda, że młodzi nam tego odmawiają. Kiedyś przed laty z ust młodego człowieka usłyszałam”stare baby do gazu”. Nic się widać nie zmieniło, dla nas tylko kapcie,fotel i kot na kolanach…Jesli któraś może, to jeszcze polata przy wnukach. Czy my już nie żyjemy, tylko wegetujemy? Więc bójmy się, ale nie babć, tylko tych młodych, którym zdaje się, że oni nigdy się nie zestarzeją…Wg mnie książka jest ciepłą opowieścią o kobiecie, która jeszcze czegoś chce od życia i się nie poddaje! No i uważam, że to nie jest książka dla młodzieży do 40-tki! Pozdrawiam

Zaprzyjaźnione blogi