Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Marta, która się odnalazła – Caroline Wallace

Recenzja książki Marta, która się odnalazła - Caroline Wallace

Marta, która się odnalazła
Caroline Wallace

Pamiętacie „Amelię”? Do dziś, odkąd pierwszy raz obejrzałam ten film, muzyka sprawia że czuję się wspaniale, a świat nabiera kolorów. Taki też był ten film, pełen zwykłej magii dnia codziennego, radości i odwagi. Marta miała być jej następczynią i gdy tylko się o tym dowiedziałam, bez namysłu sięgnęłam po książkę „Marta, która się odnalazła”, w dodatku wyobrażacie sobie? Cała książka o Marcie, która miała przypominać filmową Amelię, a nie tylko dwugodzinny film, rozkosz przebywania w tym niesamowitym świecie rozpoczynana od nowa każdego wieczoru… Chyba za bardzo się zachwyciłam tą informacją.

Marta Zguba to wirujące stworzenie, które można spotkać na dworcu w Liverpoolu. Napisałam „wirujące” ponieważ Marta za najlepszy sposób przemieszczania się uważa kręcenie się dookoła. Dworzec jest jej domem i jednocześnie więzieniem. Formalnym opiekunem Marty i jej oprawcą, jest Matka. Choć między kobietami nie ma więzi krwi, Marta jest zobowiązana mówić do kobiety „Matko” i słuchać dokładnie jej poleceń. Aby najlepiej scharakteryzować Matkę, poproszę Was o przypomnienie sobie horroru Stephena KingaCarrie”. Matka Marty bardzo przypomina, matkę Carrie. Wszystko, co dziewczyna robi, mówi i czym się interesuje, Matka spaja z dziełem Szatana – wszystko, tylko nie siebie samą oczywiście. Jednocześnie jest agresywna, leniwa i grubiańska, a swoje „wierzenia” wykorzystuje przeciwko przybranej córce, dopatrując się w niej grzechów. Dodatkowo, aby zatrzymać dziewczynę przy sobie, Matka wmawia jej, że jeżeli dziewczyna wyjdzie poza granice stacji, wszystko legnie w gruzach i wszyscy zginą.

Nie jest nam, czytelnikom, dane zbyt długo poznać Matkę, ponieważ ta niespodziewanie umiera, zostawiając zagubioną Martę samą. Dziewczyna nadal opiekuje się Biurem Rzeczy Znalezionych, jednakże bez odpowiednich dokumentów pozostaje jej tylko 36 dni pracy. Marta musi odnaleźć swoją tożsamość. Nie zostaje w tym dziele jednak sama, z pomocą przychodzą przyjaciele…

Naprawdę trudno jest mi napisać cokolwiek o „Marcie, która się odnalazła”. Z jednej strony przyznaję, że trochę się przy niej wynudziłam. Tak jak Marta, długo nie mogłam odnaleźć się w tej opowieści. Otwierałam i czytałam bez specjalnego zainteresowania. Marta jako bohaterka wydawała mi się naiwna i troszeczkę głupiutka. Oczywiście wchodzą tu okoliczności łagodzące, Marta całe życie była gnębiona przez Matkę, zastraszana i dosłownie więziona, ale wiem to w „teorii”, ponieważ przez większość książki Matki już nie było i Marta z pozoru była wolna. Musze też przyznać, że Matka jako postać była naprawdę interesująca. Dodawała opowieści pewnego kolorytu niebezpieczeństwa i strachu. Jej nagłe odejście trochę odbarwiło całą opowieść. Marta ma 16 lat i jest słodka, ale w porównaniu z Amelią, Marta wypada dość blado. Być może właśnie to nie dało mi tej radości z czytania, za bardzo spodziewałam się w książce ujrzeć Amelię, którą tak lubię. Cała postać Marty, wydaje mi się być trochę słabą stroną tej książki.

Książce jednak nie można odmówić paru dobrych stron. Po pierwsze tekst. „Marta, która się odnalazła”, napisana jest prostym, jasnym i zrozumiałym językiem, a także bardzo estetycznym. Pani Wallance szanuje strony książki, wprowadzając coraz to nowe postacie i nowe wydarzenia. Dodatkowo klimat stacji w Liverpoolu jest oddany bardzo dobrze. Czytając książkę, czuję ten zwyczajowy pośpiech jaki zwykle można zobaczyć na dworcu. Podobnie jest z mnogością postaci jakie przewijają się przez dworzec, a i również przez samą książkę. Taka sceneria pozwala na wprowadzenie często bardzo wyróżniających się osób, np. chłopak w przebraniu Rzymianina. Samo Biuro Rzeczy Znalezionych, również jest ciekawym miejscem. Zawsze interesowało mnie, co może się tam znajdować i wbrew pozorom, nie są to tylko pozostawione czapki, okulary czy książki. Najbardziej oczywiście rozśmieszyła mnie scena ze sztucznymi szczękami!

Mam wrażenie, że gdybym nie szukała na każdym kroku w książce „Amelii”, to może bardziej polubiłabym Martę. Również myślę sobie, że film zaskakuje nas dźwiękiem i obrazem jednocześnie, a z kolei autor książki musi zastąpić te dwa rodzaje bodźców tylko słowem pisanym. Niestety, ja nie odnalazłam tej magii dnia codziennego, czytając opowieść o Marcie. Była to raczej historia dziewczyny, która stara się znaleźć swoją tożsamość. Może jednak opowieść była dla mnie zbyt subtelna? I w codziennych problemach nie odnalazłam się w tym niesamowitym klimacie książki? Najlepiej będzie jak sprawdzicie sami.

Informacje o książce:
Tytuł: Marta, która się odnalazła
Tytuł oryginału: The Finding of Martha Lost
Autor: Caroline Wallace
ISBN: 9788376427485
Wydawca: Pascal
Rok: 2017

Zaprzyjaźnione blogi