Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne – Marek Łuszczyna

Recenzja książki Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne - Marek Łuszczyna

Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne
Marek Łuszczyna

Nie dajmy się zwariować. Pomijając budzącą wątpliwości wartość merytoryczną książki Marka Łuszczyny pt. „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne” już sam jej tytuł wydaje się rażąco nietrafiony, zaś okres wydania dzieła wpisuje się w niepokojące doniesienia z Europy Zachodniej (głównie z Niemiec), gdzie „polskie obozy koncentracyjne” (sic!) stały się regularną nazwą stosowaną przez poważne media. Niektórzy ustosunkowani Niemcy próbują dziś wmówić światu, że istniały polskie obozy koncentracyjne. Niestety Marek Łuszczyna wpisuje się w ten proces zarzucając Polakom liczne zbrodnie.

Autor, będący doświadczonym dziennikarzem i reporterem, do problemu postawionego w tytule podszedł opierając się na wadliwej metodologii. Otóż Marek Łuszczyna najpierw wysunął hipotezę o rzekomym istnieniu polskich obozów koncentracyjnych, zaś następnie poszukiwał dowodów, aby tę hipotezę udowodnić, a nie ją zweryfikować. Książka „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne” stanowi więc gorliwe próby naciągnięcia rzeczywistości i manipulowania bazą źródłową (dokumentami, wspomnieniami, opracowaniami), względnie jej niedokładnym doborem, tak aby hipoteza o polskich obozach koncentracyjnych okazała się prawdą. Marek Łuszczyna nawet nie dopuszcza myśli, że w Polsce mogło nie być owych obozów, co książkę czyni mało wartościową. Nie jest bowiem rzetelnym opracowaniem o walorze naukowym, ale zgodnie z profesją autora jakąś aberracyjną próbą reportażu w stylu sensacyjnym.

Oczywiście Łuszczyna w książce „Mała zbrodnia…” nie stara się dowieść, że Polacy tworzyli obozy koncentracyjne w okresie II wojny światowej, co czynią bezrefleksyjne niemieckie media. Autor twierdzi, iż u schyłku działań wojennych i po jej zakończeniu infrastruktura obozowa z Oświęcimia i innych licznych obozów niemieckich na terenie Polski została wykorzystana przez Polaków do zemsty na Niemcach. Marek Łuszczyna mówi, że po II wojnie światowej Polacy – „ci z biało czerwonymi opaskami” – na masową skalę organizowali transport Niemców i Ślązaków do owych obozów, tam wykazując się wobec nich okrucieństwem. W licznie rozmieszczonych obozach na terenie powojennej Polski, szczególnie na Śląsku i tzw. ziemiach odzyskanych, miało dochodzić do zbrodni podobnych jakie Niemcy zadali Żydom i Polakom w okresie wojny. Cała ta narracja, oparta na znaczącej bazie archiwalnej i źródłowej oraz wspomnieniach i literaturze, wydaje się być stworzona w atmosferze niemalże kryminalnej. Autor rozmawia z tajemniczym profesorem obawiającym się ujawnienia swoich danych personalnych, przywołuje spektakularne akcje polskich służb mające na celu przejąć rzekome dowody na udział Polaków w tworzeniu tytułowych obozów, a także wycina z kontekstów wypowiedzi uczonych i polityków. Wszystko po to, aby udowodnić wątpliwą hipotezę i nadać jej ostrości.

Nietrudno więc o wrażenie, że książka „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne” to dużej mierze gra na kontekstach. Kilka powiązanych ze sobą historii, które w zamyśle Marka Łuszczyny składają się na przemysłową machinę polskich zbrodni. Problem w tym, że owym historiom, opartym przecież na bogatej bibliografii, brakuje szerokiego kontekstu. To tak jakby oskarżyć dziś wszystkich Ukraińców o rzeź wołyńską na podstawie terroru ukraińskich nacjonalistów w latach 1943-1944. Na tym właśnie polega problem książki Marka Łuszczyny. Nie jest ona w stanie – w sensie metodologicznym – wykazać podstaw istnienia „polskich obozów koncentracyjnych”, nie mówi w żadnym razie o Polakach, a być może o jej marginalnej grupie, moskiewskich wasalach, dla których polskość była tylko fikcyjną koniecznością narzuconą przez sowietów. W sumie więc ogromnym przekłamaniem Marka Łuszczyny jest mówienie o „polskich obozach koncentracyjnych”, które w okresie stalinizmu montowanego na ów czas w Polsce były obozami sowieckimi. Pracowali w nich również Polacy, jak dowodzi Marek Łuszczyna, ale funkcjonowanie obozów było uzależnione od Związku Radzieckiego. Trudno więc mówić o „polskich obozach koncentracyjnych” jako o zjawisku w jakiejkolwiek skali. Tak samo trudno przypisać Polakom morderstwa dokonywane przez Armię Czerwoną na narodzie niemieckim tylko dlatego, że miały one miejsce na terenie Polski.

Poza tym wszystkim zdumiewać mogą psychologicznie triki stosowane przez Marka Łuszczynę w książce „Mała zbrodnia…”. Autor opisując historie Niemców i Ślązaków, którzy ucierpieli na terenie Polski w okresie powojennym, często nie szczędzi czytelnikom empatycznych emocji pod postacią opisów odwołujących się do różnych etapów życia tych ludzi. Poznajemy więc Niemców wrażliwych na kulturę i sztukę, romantyków, a także ludzi zdyscyplinowanych i często zdeklarowanych antynazistów lub ludzi obojętnych na nazizm. Sami dobrzy Niemcy, tylko Polacy okrutni. Z książki Marka Łuszczyny wydobywa się także przekłamany przekaz, iż powszechność nazizmu wśród Niemców nie była tak duża jakby mogło się wydawać. W książce pojawia się nawet celowa informacja o liczbie członków partii nazistowskiej (trzy miliony) z 1933 roku, tak jakby kolejni jej członkowie (do 1945 roku – osiem i pół miliona) byli w jakiś sposób usprawiedliwieni, a ich poparcie dla nazizmu nie miało znaczenia. Autor celowo też nie podaje informacji, iż na nazistów w wyborach parlamentarnych w marcu 1933 roku głosowało przeszło siedemnaście milionów Niemców, zastępując te dane zwrotem, iż NSDAP wybierał tylko co trzeci uprawniony Niemiec, co ewidentnie rozładowuje w oczach nieświadomego czytelnika skalę legalnego poparcia nazistów w Trzeciej Rzeszy. To jest właśnie przykład owych kontekstów stosowanych przez autora, który prezentuje dane pozbawione odpowiedniego tła, tak aby mogły być wiarygodne, ale tylko w książce „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne”.

Podobnych nieścisłości, czy też niedopowiedzeń, znalazło się w tej książce więcej, choć poza tym wszystkim, całą tą niestaranną narracją, Markowi Łuszczynie trzeba przyznać, że dotknął tematu, który wymaga rzetelnego, naukowego opracowania. Nie może być to jednak opracowanie z gruntu skazujące Polaków za czyny, które nie zostały przez nich popełnione. Kilku zbrodniarzy opisanych wspomnieniowo w książce, takich jak Salomon Morel, nie są wykładnikiem narodu. Ich zbrodnicze czyny nie mogą więc obciążać sumienia narodu, w dodatku gdy naród owych czynów w żadnej mierze nie sankcjonował, ani nie poddawał instytucjonalizacji, a ów zbrodniarze nie mieli żadnego poparcia oddolnego. Warto więc dyskusję w zakresie podjętym przez Marka Łuszczynę rozpocząć od określenia „obozy koncentracyjne na terenie Polski” lub „obozy pracy na terenie Polski”, co umożliwi odrzucenie zaocznie skazującego tonu, a także będzie stanowiło podstawę do przeprowadzenia solidnych badań. Tego typu tematom nie służą bowiem emocje, a niestaranny reportaż może tylko pogłębić antagonizmy pomiędzy narodami. Tak oto muszę stwierdzić, że działania podjęte przez Marka Łuszczynę nie służą poznaniu pełnej prawdy, a tylko naszkicowaniu jakiejś jej wersji. Szokującej, kontrowersyjnej, niesprawiedliwej.

Informacje o książce:
Tytuł: Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne
Tytuł oryginału: Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne
Autor: Marek Łuszczyna
ISBN: 9788324041756
Wydawca: Znak Horyzont
Rok: 2017

Kontakt z recenzentem: konrad.morawski@wp.pl

  • Historyk

    Bardzo mnie cieszy, że w końcu ktoś zauważył, że te „kontrowersyjne” obozy były sowieckie, a Polacy którzy nimi zarządzali to byli aparatczyki na usługach ZSRS, czyli – nie bójmy się tego słowa – ówczesnego okupanta terenów Polski.

  • Michał Lewandowski

    Nie miałem pojęcia, że taka ksiązka istnieje… Coś strasznego. Zgadzam się, że temat należy poddać weryfikacji naukowej (zwłaszcza w czasach przekręcania historii), jednak taki… paszkwil… nie powinen w ogóle się ukazać. Zawsze znajdzie się czarna owca, która na chodliwym temacie będzie chciała się wybić, ale dla mnie to za dużo.
    Swoją drogą zabieg ten działa – chętnie przeczytam więcej o sytuacji w tamtych czsach.

  • Pelargia

    Gdyby to było wydawnictwo związane z niemieckimi mediami typu Axel Springer, Gazeta Wyborcza czy nawet taki Newsweek to by mnie to nie zdziwiło, że takie antypolskie książki są wydawane. Ale żeby wydawnictwo Znak? Chyba zaślepiła ich pogoń za pieniądzem i tanią sensacją…

Zaprzyjaźnione blogi