Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Dotyk Crossa – Sylvia Day

Recenzja książki Dotyk Crossa

Dotyk Crossa
Sylvia June Day

Może to odrobinę dziwne. Nastolatka, może inaczej, bardzo młoda kobieta recenzuje literaturę erotyczną. Do tego być może trzeba mieć jakieś większe doświadczenie, żeby mieć z czym porównać. Jak już kiedyś sama o sobie powiedziałam, dla mnie nie ma świętości. Książka to książka. Zdecydowałam się na recenzję właśnie tej z kilku prostych powodów. Po pierwsze, zaznajomiłam się z tą autorką. Po drugie, tę książkę czytałam kilka razy i mówiąc szczerze gdyby ktoś mnie zapytał o jakikolwiek wątek z niej, potrafiłabym bez problemu go opowiedzieć. Po trzecie, to nie pierwszy z brzegu erotyk. I chyba właśnie to ostatnie zadecydowało o mojej recenzji.

Eva Tramell jest młodą kobietą, która próbuje sił w wielkim mieście. Mimo niebanalnej urody, nie jako modelka czy aktorka, lecz w agencji reklamowej. Wraz z przyjacielem, Cary Taylorem, który dla odmiany i stereotypu, chce być właśnie modelem, bo ma na to warunki, przeprowadza się do Nowego Jorku. Dzięki kasie ojczyma wynajmują we dwójkę apartament w luksusowej dzielnicy miasta i Evie udaje się zdobyć pracę. I to nie byle jaką, tylko w dość dużej firmie mieszczącej się w jednym z budynków Crossfire. Już przy jednej z pierwszych wizyt tam, poznaje oszałamiająco przystojnego szatyna, o hipnotyzująco niebieskich oczach. I wpada, jak to zwykle bywa, jak śliwka w kompot. Niemal dosłownie, bo pomijając to, że Eva z prędkością światła napala się na nieznajomego, jest nim totalnie zauroczona. Władczością w stylu bycia i pewnym rodzajem dzikości w gładkiej oprawie człowieka biznesu. Dopiero przy kolejnych spotkaniach Eva zdaje sobie sprawę na kogo się napaliła. Na samego Gideona Crossa, właściciela Cross Industries. Mężczyzna ma na nią wyraźną ochotę, lecz początkowo stawia sprawę jasno. Niezobowiązujący seks. Zero uczuć. Zero związków. Po prostu seks. Eva, choć od początku pragnąca tego niebezpiecznego faceta, nie zgadza się. Nie na początku. Jednak chyba wszystkie wiemy, że jeśli facet czegoś chce… hm, ma swoje sposoby. W końcu idą na kompromis. Jednak im bardziej oboje się zagłębiają w ten związek, fizycznie i psychicznie, siłą rzeczy coraz lepiej się poznają. Nie zawsze  to, co widzą, jest łatwe. Nie zawsze przyjemne. Najczęściej bolesne.

Jakie tajemnice skrywa drobna i na pozór krucha Eva? Jakie wydarzenia z przeszłości mogą stanąć na drodze jej szczęściu z Gideonem? Co ukrywa przed nią i przed światem Gid? Komu będzie musiała  stawić czoła Eva, by zachować przy sobie swojego mężczyznę? Czy ta dwójka, tak bardzo poharatana psychicznie będzie umiała być ze sobą, nie ranią się jeszcze bardziej?

Nie mówię, że to literatura najwyższych lotów i należy ją wielbić i chwalić. Jednak w porównaniu do Greya… Właśnie taka jest. Naprawdę. Wiem, co mówię. Mam też na to argumenty, jeśli już tak bawić się pół żartem, pół serio. W Greyu mamy seks dziesiątki razy. Ta książka też nie szczędzi gorących, ociekających seksem scen, gdzie jest dużo wulgaryzmów i opisów. Jednak właśnie TO jest pierwsza różnica. O ile opisy w Greyu to sceny z kiepskiego pornosa, to „Dotyk Crossa” sprawia inne wrażenie. Jest dopracowany. Ma styl. Pisarka włożyła naprawdę kawał pracy w to, by książka była bardzo dobra pod względem stylistycznym.

Jak zdążyłam znaleźć, w „Pięćdziesięciu twarzach Greya” słowo ‚seks’ występuje 275 razy, Ana przegryza wargę 35 razy, więc w sumie powinna ją dawno odgryźć oraz 41- krotnie przewraca oczami. Imponujący wynik? Cóż, efekt braku korekty. Ale zanim mnie dobijecie, dodam kolejny argument. W Greyu jest czysty seks. Serio. Kilka razy na rozdział. Fakt, zróżnicowany i o wielu smakach, ale wciąż seks, seks, seks. To aż nudne, a  po przeczytaniu dwóch części nużące. „Dotyk Crossa” nie jest tylko o seksie. Fakt, niektóre fragmenty aż dymią, a ja siedzę zarumieniona, ale porusza też trudne tematy. Przeszłość Evy jest trudna i traumatyczna, dziewczyna do tej pory nie uporała się z nią. A Cross chyba nigdy nie wyjdzie na prostą ze swoimi duchami. Nie jest to tak jak u Christana, że Ana jest lekiem na całe zło. Na niektóre zło nawet kochająca osoba obok nie jest w stanie pomóc…

Podsumowując. Moim celem nie było zjechanie „Trylogii Pięćdziesięciu Odcieni”. Moim celem było ukazanie, że nie każdy erotyk ma na celu opisywanie seksu przez 75% objętości książki. Czasami za seksem chowa się coś innego. Właśnie dlatego jest ta recenzja. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam. To po prostu moja opinia. Jeśli kogoś zainteresowałam, odsyłam do książki.

Informacje o książce:
Tytuł: Dotyk Crossa
Tytuł oryginału: Bared To You
Autor: Sylvia June Day
ISBN: 9788363387402
Wydawca: Wielka Litera
Rok: 2012

  • Elise

    Czytałam i osobiście również przypadła mi do gustu. Oczywiście jeśli ktoś lubi taki rodzaj literatury :) „Dotyk Crossa” to lepsza, poprawiona wersja „Pięćdziesięciu twarzy Greya”

Zaprzyjaźnione blogi