-->
Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Budka Suflera. Memu miastu na do widzenia. Muzyka – miasto – ludzie – Jarosław Sawic

Budka Suflera. Memu miastu na do widzenia. Muzyka - miasto - ludzie – Jarosław Sawic

Budka Suflera. Memu miastu na do widzenia. Muzyka – miasto – ludzie
Jarosław Sawic

Kika tygodni temu muzyczny (i internetowy) światek obiegła informacja o reaktywacji Budki Suflera, która w 2014 roku zakończyła 40–letnią działalność pożegnalną trasą koncertową. Mówiąc szczerze, nie rozumiem tej decyzji. Nie chcę się zastanawiać, czym była podyktowana, ale moim zdaniem jest to chybiony pomysł i rozdrabnianie się na drobne. Zwłaszcza, że grupa wraca bez swojego długoletniego wokalisty Krzysztofa Cugowskiego, który (słusznie) odmówił udziału w tym przedsięwzięciu. To nie spotkało się z aprobatą kompozytora praktycznie wszystkich piosenek „suflerów” Romualda Lipko. Jaki będzie ciąg dalszy tej „telenoweli”? Trudno powiedzieć.

A wydawało się, że panowie wiedzieli, kiedy ze sceny zejść…

Na fali powyższych refleksji sięgnąłem po biografię tego jednego z najbarwniejszych i najpopularniejszych polskich zespołów autorstwa Jarosława Sawica pt. „Budka Suflera. Memu miastu na do widzenia. Muzyka – miasto – ludzie„. W tej wielowątkowej opowieści moją uwagę zwrócił opis początku końca grupy, który – paradoksalnie – rozpoczął się w momencie, kiedy „suflerzy” osiągnęli największy sukces komercyjny. Ale o tym napiszę nieco później.

Większość młodszych i przeciętnych słuchaczy może nie wiedzieć, że w latach 70. XX wieku Budka Suflera nagrywała dalece bardziej ambitne utwory niż „Takie tango” czy „Bal wszystkich świętych”. „Cień wielkiej góry”, „Jest taki samotny dom” czy „Pieśń niepokorna” to rockowe, monumentalne piosenki (a może pomniki?) z prawdziwego zdarzenia. Co ciekawe, mogły „bezkolizyjnie” funkcjonować w ówczesnym radiowym eterze obok takich popowych przebojów jak na przykład: „Tyle słońca w całym mieście” Anny Jantar, „Motylem jestem” Ireny Jarockiej czy „Sing – Sing” Maryli Rodowicz. Zmiany personalne (odejście Krzysztofa Cugowskiego) sprawiły, że „budkowy” repertuar zmienił się diametralnie, co było podyktowane przede wszystkim znacznie skromniejszymi warunkami głosowymi nowego wokalisty zespołu Romualda Czystawa.

Mniej więcej w tym samym czasie Romuald Lipko napisał dla wspomnianej już Anny Jantar piosenkę „Nic nie może wiecznie trwać”, która zyskała ogromną popularność. Zachęcony tym sukcesem, Lipko zaczął komponować utwory bardziej przystępne i muzycznie prostsze, czego wyrazem jest płyta „Za ostatni grosz”. Przełom lat 80. i 90. nie był łatwy dla wielu wykonawców starszej generacji, dla Budki Suflera również, jednak lublinianie odrodzili się niczym feniks z popiołów, wydając znakomity (i dobrze przyjęty przez publiczność) album „Cisza”. Kolejny krążek okazał się sprzedażową klapą (chciałoby się powiedzieć: „znowu w życiu mi nie wyszło”), dlatego następny album miał decydować o przysłowiowym „być albo nie być” lublinian.

Tym „złotym strzałem” okazała się być płyta „Nic nie boli tak jak życie”, zawierająca superprzebój „Takie tango”, która przyniosła zespołowi duże (i zasłużone) pieniądze. Od tego momentu twórczość Budki Suflera stała się stricte popowa i – co piszę z nieskrywanym żalem – coraz bardziej wtórna. „Bal wszystkich świętych” jest kopią „tanga”, a im dalej w las, tym gorzej. Kolejne produkcje grupy zaczęły przypominać desperacką próbę powielenia schematu na przebój. To się nie mogło udać, dlatego atmosfera wewnątrz Budki Suflera zaczęła być coraz bardziej napięta, co ostatecznie doprowadziło do wyczerpania się jej formuły. Niestety, wbrew zapowiedziom zawartym w książce, panowie zdecydowali się na powrót. Trudno.

Jarosław Sawic wykonał ogromną, wręcz tytaniczną, pracę, tworząc tę bogatą, przeszło 700 – stronicową, biografię. Napisał ją z zachowaniem wszelkich związków przyczynowo – skutkowych, przez co historia zespołu została przedstawiona w logiczny i wartki sposób. Dotarł również do niemal wszystkich ważnych dla Budki Suflera postaci (z wyjątkiem m.in. menadżera zespołu Jerzego Chrzanowskiego, który nie zgodził się na rozmowę), dzięki czemu otrzymujemy w zasadzie pełny obraz grupy. Całość została napisana atrakcyjnym, niezwykle potoczystym językiem, dlatego czytało mi się ją z przyjemnością.

Pewnym minusem jest dla mnie fakt, że autor nadaje twórczości Budki Suflera pozycję większą, niż miała w rzeczywistości i nadużywa porównań do renomowanych zespołów, na czele z Deep Purple i Iron Maiden. Cóż, zapewne taka była cena napisania autoryzowanej biografii.

Niemniej „Budka Suflera. Memu miastu na do widzenia. Muzyka – miasto – ludzie” jest lekturą wartą uwagi, którą polecam nie tylko zagorzałym wielbicielom „suflerów”. Taka książka po porostu im się należała i to niezależnie od walorów artystycznych prezentowanych przez zespół (zwłaszcza w ostatnim okresie jego funkcjonowania). Żałuję tylko, że panowie Lipko i Zeliszewski sami strącili ten okazały pomnik z piedestału, decydując się na reaktywację (choć raczej powinienem napisać – reanimację) zespołu, po którym powinny pozostać jak najlepsze wspomnienia.

Informacje o książce:
Tytuł: Budka Suflera. Memu miastu na do widzenia. Muzyka – miasto – ludzie
Tytuł oryginału: Budka Suflera. Memu miastu na do widzenia. Muzyka – miasto – ludzie
Autor: Jarosław Sawic
ISBN: 9788381230438
Wydawca: Prószyński Media
Rok: 2017

Zaprzyjaźnione blogi