Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Strefa komfortu – Ludwik Wolta

Recenzja książki Strefa komfortu - Ludwik Wolta

Strefa komfortu
Ludwik Wolta

Odnoszę silne wrażenie, że „Strefa komfortu„, mimo wielkiego zamiaru opowiadania o czymś, co stanowi nie lada problem, co dotyczy nas wszystkich, realizuje się w sposób mało atrakcyjny dla czytelnika, bo zamiast przedstawiać i poruszać, nuży szczegółową, mało pociągającą relacją z doświadczeń bohatera.

Gdy Berno traci wszystko to, co dotąd stanowiło o stabilności i ładzie jego życia, czyli partnerkę, pracę i niezależność, bierze się, choć niechętnie, za siebie, podążając za radami coacha, Jakuba Wernera. Analizuje własną przeszłość i śmiało planuje przyszłość, realizując tym, choć przy lekkim merytorycznym odchyleniu, rady motywującego trenera.

Bohater Ludwika Wolty to postać wykreowana nie dość ciekawie, nie dość wyraziście, choć istniejąca w jakiejś – znacznie słabszej, niż zapewniał w opisie wydawca – relacji z postawami, które obserwujemy, a niekiedy – niestety – doświadczamy w rzeczywistości. Mam na myśli takie sytuacje, kiedy ktoś nie do końca radzi sobie z funkcjonowaniem w społeczeństwie, rozmaitych związkach, znajomościach i takich sytuacjach, które właściwie stanowią o świecie, jaki nie tyle zastaliśmy, ile sami zbudowaliśmy – galopujący konsumpcjonizm, wyścig szczurów, presja bycia najlepszym, odnoszenia sukcesów zawodowych i społecznych. Autor, co wywnioskować można zarówno z informacji o publikacji, jak i po przeczytaniu kilku pierwszych stron, zdecydował się na korespondowanie z naszymi warunkami bycia i istnienia w różnych środowiskach i towarzystwach, uwzględniając przede wszystkim sferę psychologiczno-socjologiczną, wyrażającą się w zasadach, procesach i zachowaniach, które są związane z nawiązywaniem, trwaniem i rozwojem różnych więzi i współzależności. Chcąc sportretować jednostkę we współczesnej panoramie społeczności nastawionych na awanse i rozwój, posługuje się czymś, co z jednej strony ucieleśniać może pewną esencję tego, kim jesteśmy i gdzie żyjemy, a z drugiej wyrażać naiwność i powierzchowność naszego postrzegania świata oraz nas samych. Mam na myśli szeroko rozumiany coaching i całą tę psychologię, która nastawiona jest na motywowanie i napędzanie człowieka, używając przy tym wielu technik i niekiedy osobliwych sposobów. W ten sposób Wolta wikła swojego bohatera w znane nam warunki i nasze otoczenie, mając nadzieję, że ta zbieżność, koherentność bodźców przyniesie coś więcej, niż zagospodarowanie przestrzenne wykreowanego świata czy dość oczywisty element napędzający akcję utworu. Niestety, wbrew temu konceptowi, być może nawet ciekawemu, wszystko zdaje się rozmywać i rozchodzić, nie tworząc zwartej akcji, intrygującej odbiorcy.

Strefa komfortu„, co stanowi największy mankament powieści, nuży. Po prostu. Dość szczegółowa narracja, jej segmentacja na mnogie, acz krótkie, rozdziały, determinowane akcji prędkim upływem czasu i pragnieniem – jak mniemam – opowiedzenia wszystkiego (każdego przemyślenia bohatera, każdej czynności, której się podjął, która go zaskoczyła lub przestraszyła, każdej ewentualności i okazji) sprawiają, że czytelnik, będąc bombardowanym stekiem nieużytecznych, na ogół nieciekawych, informacji, zatraca nie tylko pragnienie poznawania dalszej literackiej historii, ale także orientację w dziejącej się opowieści. Bohater błądzi, szukając rozwiązań własnych postanowień, a z nim czytający, pragnący poznać odpowiedź na pytanie o to, dokąd ta opowieść właściwie zmierza. Niewyraźnie jawi się finał, niekiedy trudno powiedzieć, co właściwie – i po co – robi bohater, jakie są jego zamierzenia. I choć jest to ciągle podkreślane, do tego potęgowane postępowaniem wynikającym z rad coachingowego trenera, można odnieść wrażenie, że jego zachowanie jest na swój sposób nieuzasadnione.

W tym całym nieporządku, a raczej – o ironio! – pedantyzmie – szczegółowego, drobnicowego referowania o postępowaniu głównej postaci – można odczuć niemałe zmęczenie, będące owocem ciągłego potoku informacji, z których nie wynika za wiele. „Strefa komfortu” to powieść przegadana, zdaje się, że nie dość obrobiona, niepozbawiona tych ustępów i fragmentów, które niczego nie wnoszą, nie stanowią także refleksji czy spostrzeżeń, realizujących się poza nurtem głównej akcji. Widać, że autor chciał poruszyć temat ważny i rzeczywiście godny opisania, jednak zabrakło pewnego wyczucia, umożliwiającego zarówno takie prowadzenie akcji, by książka podtrzymywała zainteresowanie i skupienie czytającego, jak i dosadny wymiar tekstu – tak, by trafiał w punkt, by wynosił z niełatwego zagadnienia esencję, jądro, to, co znamienne. Można czytać tę powieść, przedzierając się przez kolejne rozdziały, odczuwając nawet czytelniczą przyjemność, która wynika z przyswajania mniej lub bardziej ciekawej historii, jednak daleko w tym wypadku od wielkich literackich odkryć i spostrzeżeń.

Informacje o książce:
Tytuł: Strefa komfortu
Tytuł oryginału: Strefa komfortu
Autor: Ludwik Wolta
ISBN: 9788380834927
Wydawca: Novae Res
Rok: 2017

Komentarze

komentarze

Zaprzyjaźnione blogi