Site icon Recenzje książek z każdej półki

Kiedy opadły maski. Bestseller o korzeniach Unii Europejskiej – Philippe de Villiers

Kiedy opadły maski. Bestseller o korzeniach Unii Europejskiej - Philippe de Villiers

Kiedy opadły maski. Bestseller o korzeniach Unii Europejskiej
Philippe de Villiers

Historia zjednoczonej Europy, jakiej uczy się w dzisiejszych szkołach i o jakiej debatuje się na brukselskich salonach, to zazwyczaj starannie wyselekcjonowany zbiór wzniosłych idei, w którym główne role grają mężowie stanu o nieskazitelnych życiorysach. Co jednak w sytuacji, gdy ów nienaganny pomnik okazuje się jedynie fasadą, za którą kryją się obce interesy, tajne fundusze i starannie wymazana z archiwów przeszłość? W taką właśnie niewygodną i fascynującą zarazem podróż do źródeł europejskiej wspólnoty zabiera nas Philippe de Villiers w swojej głośnej książce „Kiedy opadły maski”. Autor, będący wieloletnim francuskim parlamentarzystą, intelektualistą, a zarazem uważnym obserwatorem unijnych mechanizmów, postanowił pójść za radą jednego z dawnych dyplomatów: pociągnąć za nić kłamstwa, aby ostatecznie rozplątać cały misternie utkany sweter politycznej iluzji. Efektem tego śledztwa jest lektura, która momentami przypomina rasowy thriller polityczny, choć oparty jest na twardych, historycznych dowodach.

Książka w swojej strukturze dzieli się na dwie spójne części. W pierwszej z nich autor z niezwykłą determinacją i analitycznym chłodem dokonuje dekonstrukcji mitu tak zwanych „Ojców Założycieli” Unii Europejskiej. Na warsztat trafiają życiorysy postaci posągowych: Jeana Monneta, Roberta Schumana oraz Waltera Hallsteina. Zamiast ojcowskiej troski o zrujnowane wojną narody, de Villiers ukazuje nam pragmatycznych realizatorów cudzej wizji. Z jednej strony poznajemy Monneta, atlantyckiego bankiera powiązanego z Wall Street, który jak wynika z przytoczonych dokumentów – działał z inspiracji i za pieniądze amerykańskich służb, korzystając z osłony takich instytucji jak Fundacja Forda. Z drugiej zaś strony obnażona zostaje przeszłość Roberta Schumana, który w mrocznych czasach poparł reżim Vichy i marszałka Pétaina, za co spotkała go kara narodowej hańby, o czym dzisiejsi zwolennicy jego beatyfikacji zdają się całkowicie zapominać. Największe emocje budzi jednak postać Waltera Hallsteina, pierwszego przewodniczącego Komisji Europejskiej. Autor udowadnia, jak gładko dawny oficer Wehrmachtu i instruktor nazistowskiego prawa, po przejściu swoistej reedukacji w amerykańskim obozie Fort Getty, stał się kluczowym architektem ponadnarodowych struktur, zadziwiająco spójnych z jego wcześniejszymi wizjami zjednoczonego kontynentu. Można odnieść wrażenie, że dla globalnych mocodawców liczyły się wyłącznie kompetencje administracyjne, a nie moralny kręgosłup wybranych wykonawców.

Na uwagę zasługuje to, co stanowi o największej sile i wiarygodności tej publikacji, czyli jej warstwa dokumentacyjna. Zamiast snuć domysły i budować kolejne spiskowe teorie dziejów, de Villiers zasypuje czytelnika dowodami w postaci fotokopii oryginalnych pism, listów i odtajnionych raportów z archiwów w Stanfordzie, Berlinie czy Moskwie. Taka forma, przypominająca solidne akademickie dossier, ucina dyskusję z krytykami. Widzimy tu czarno na białym, jak amerykańska dyplomacja poprzez fasadowe komitety finansowała proces powstawania powojennej wspólnoty. Pieniądze te miały jeden cel: stworzenie nie tyle „Stanów Zjednoczonych Europy”, co raczej „Stanów Zjednoczonych w Europie” – lojalnego, politycznie zunifikowanego organizmu, w którym suwerenność państw narodowych zostanie ostatecznie wygaszona. Temu właśnie służyła precyzyjnie opisana w książce metoda drobnych, systematycznych kroków, polegająca na powolnym dokręcaniu integracyjnej śruby i odbieraniu rządom kolejnych kompetencji.

W drugiej części swojego opracowania francuski analityk płynnie przechodzi od historii do diagnozy współczesności, pokazując owoce zasianego przed dekadami ziarna. Dla ubarwienia swojej tezy o upadku obecnych elit i pogłębiającym się chaosie, autor nie stroni od celnych anegdot. Przytacza choćby głośną sytuację z jednego ze szczytów NATO, gdzie najwyższy unijny urzędnik musiał być podtrzymywany przez współpracowników z powodu rzekomego ataku rwy kulszowej, podczas gdy wszyscy dyplomaci doskonale wiedzieli, że w jego szklance rzadko znajduje się woda. Takie detale stanowią świetny przerywnik w gęstej od faktów narracji i dobitnie pokazują przepaść między wzniosłymi deklaracjami Brukseli a jej rzeczywistym, nierzadko zepsutym obliczem. De Villiers kreśli obraz instytucji, która pod płaszczykiem praworządności, regulacji handlowych i zacierania granic kulturowych, nieuchronnie dryfuje w stronę miękkiego totalitaryzmu i odgórnego zarządzania masami.

Książka „Kiedy opadły maski” to pozycja absolutnie fundamentalna dla każdego, kto chce merytorycznie dyskutować o kształcie i przyszłości Starego Kontynentu. Nie jest to lektura łatwa ani krzepiąca. Książka nie pozostawi obojętnym zarówno zagorzałego eurosceptyka, który znajdzie tu potężny oręż do dyskusji, jak i bezrefleksyjnego euroentuzjastę, dla którego zderzenie z twardymi, archiwalnymi faktami może okazać się niezwykle bolesnym przebudzeniem. Ogromny szacunek budzi odwaga autora do pójścia pod prąd współczesnej poprawności politycznej. To gęsta merytorycznie, świetnie udokumentowana praca, która zdejmuje ze sztandarów uśmiechnięte twarze założycieli wspólnoty, obnażając bezwzględną geopolityczną inżynierię. Nawet jeśli nie z każdym wnioskiem autora dotyczącym przyszłości musimy się zgadzać, to przedstawione przez niego fakty historyczne bronią się same i z pewnością skłonią niejednego czytelnika do głębokiej rewizji swoich poglądów na to, w jakiej właściwie Europie dzisiaj żyjemy.

Exit mobile version