Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Zawód: powieściopisarz – Haruki Murakami

Recenzja książki Zawód: powieściopisarz - Haruki Murakami

Zawód: powieściopisarz
Haruki Murakami

„Ta książka była genialna. Jej autor (możemy wstawić dowolne nazwisko) jest niesamowity!”. Myślę że każdy z nas – czytelników – przynajmniej raz po skończonej lekturze miał takie właśnie odczucia. Przecież każdy ma swoich ulubionych autorów. Mamy na półkach wszystkie ich książki i z niecierpliwością czekamy, aż napiszą coś nowego. Gdy ukaże się długo wyczekiwana powieść, biegniemy szybko do księgarni aby kupić książkę pachnącą jeszcze drukiem (oczywiście najlepiej w dniu premiery). Przyznam się, że należę do takich właśnie czytelników. Czytelników, którzy są wierni ulubionemu autorowi, są z nim na dobre i złe. Nie opuszczają go nawet wtedy, gdy zdarzy mu się napisać jakąś słabszą książkę. Gdy na temat nowej książki jednego z moich ulubionych polskich autorów zaczęły się pojawiać krytyczne opinie, czym prędzej wysupłałem przysłowiowy „ostatni grosz” aby ją kupić i wyrobić sobie własne zdanie. Myślę, że wielu czytelników ma podobnie. Razem z autorem odliczają dni do premiery kolejnej nowości.

Oczywiście jako czytelnicy dostajemy do ręki „produkt końcowy”. Możemy ocenić czy nam się podoba czy nie, krytycy analizują warsztat literacki. Ale czy zastanawiamy się, jaką drogę przebył autor pisząc daną książkę? Czy siedział nad nią długo, a może wręcz przeciwnie? Jak wygląda osławiona „wena twórcza”? Osobiście zadaję sobie jeszcze jedno pytanie – czy łatwo się pisze książki?
Jeżeli nurtują was podobne pytania i wątpliwości powinniście sięgnąć po książkę Harukiego Murakamiego pod tytułem „Zawód: powieściopisarz”. Autor urodzony w 1949 roku w Kioto należy do najwybitniejszych i najbardziej znanych na świecie pisarzy japońskich. „Zawód: powieściopisarz” podobnie jak poprzednie książki Murakamiego w Polsce ukazał się nakładem wydawnictwa Muza. Już sam tytuł może u niektórych wywołać zdziwienie. Wydaje się być pewną sprzecznością. Jak to „zawód powieściopisarz”? Myślę że częściej zaliczamy powieściopisarzy do kategorii twórców, artystów. Tymczasem termin „zawód” wydaje się zbyt prosty, nieoddający istoty rzeczy. Jednak Haruki Murakami konsekwentnie dowodzi, że powieściopisarz może być zawodem niemal jak każdy inny. Sam autor tak się nazywa, ponieważ „od ponad trzydziestu pięciu lat udaje mu się być zawodowym pisarzem”. To znaczy, że nie ma innej pracy i utrzymuje się wyłącznie z pisarstwa. Rozwiewa też kolejny mit, że dobry pisarz czy artysta są ludźmi niezwykłymi. Często myślimy o nich jak o prawdziwych geniuszach (Bach, Leonardo da Vinci, Franz Kafka, Prus). Tymczasem Murakami tak mówi o sobie: „chciałbym tylko, żeby zrozumieli Państwo jedną rzecz, a mianowicie to, że jestem zupełnie zwyczajnym człowiekiem. Kiedy idę ulicą nikt nie zwraca na mnie uwagi, w restauracji dostaję zwykle najgorszy stolik”. Wydają się to być autentyczne słowa.

Jak to się więc stało, że taki zwykły człowiek pisze książki, które sprzedają się w milionach egzemplarzy i zostały przetłumaczone na ponad pięćdziesiąt języków? Fenomen ten pisarz stara się nam wyjaśnić w jedenastu rozdziałach. Są to eseje o nim samym (obecne wątki autobiograficzne), o książkach, pisaniu i wielu zjawiskach które mu towarzyszą.

Tytuły poszczególny rozdziałów są proste i jednoznaczne: „Jak zostałem pisarzem”, „O nagrodach literackich”, „O oryginalności”.

Pisarski świat według Haruki Murakamiego podobny jest do ringu. Jego zdaniem „nie jest trudno napisać jedną powieść. Niektórym nie jest nawet trudno napisać wybitną powieść. Lecz pisanie przez długie lata jest bardzo trudne”. Obserwując choćby nasz rodzimy rynek wydawniczy widzimy, że jest to niezwykle trafne spostrzeżenie.

W kolejnych esejach autor wyjaśnia czym różni się pisanie opowiadań od długich powieści. Możemy się dowiedzieć, czy łatwiej jest pisać jako narrator pierwszo, czy trzecio osobowy. Autor przekonuje nas także, że pisanie „to niezwykle prywatne zajęcie wymagające siły fizycznej”.

Podzielił się także z nami swoim sposobem na pisanie długich powieści: „piszę codziennie dziesięć stron. Pracowicie i regularnie. Wstaję rano, podgrzewam kawę i zasiadam przy biurku na cztery czy pięć godzin”. Wydaje się proste prawda? W ogóle czytając ten fragment przypomniały mi się wywiady Remigiusza Mroza. Ten niezwykle płodny autor podobnie odpowiada na pytania, jak to się dzieje, że napisał już tyle książek? Odpowiada niezmiennie, że codziennie pisze przez kilka godzin (obaj pisarze również codziennie biegają). Myślę, że właśnie dlatego Murakami określa powieściopisarzy jako jeden z zawodów. Do napisania kilkunastu (kilkudziesięciu?) książek nie wystarczy talent. Potrzebna jest ciężka, systematyczna praca. Oczywiście takie „pisanie” odarte jest z „mistycyzmu”. Często wyobrażamy sobie pisarza z rozpalonymi oczyma i wypiekami na policzkach, będącego akurat w twórczym amoku. Tymczasem rzeczywistość jest dużo bardziej prozaiczna.
Murakami opowiada również, w jaki sposób tworzy postacie i dla kogo pisze. Dzieli się swoim warsztatem zaznaczając, że jest to jego indywidualny styl.

Reasumując stwierdzam, że „Zawód: powieściopisarz” to bardzo ciekawa pozycja. Haruki Murakami opowiada o sobie, o tym dlaczego porzucił prowadzenie knajpy i został pisarzem. Dzieli się z czytelnikami refleksjami na temat pisarstwa i kondycji szeroko pojętego „świata literackiego”. Na każdym kroku podkreśla przy tym, że są to jego prywatne opinie. Myślę, że pozycję tę możemy traktować jako swoisty „podręcznik” dla tych, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z pisaniem.

Po książkę powinni sięgnąć bez wątpienia wszyscy recenzenci oraz ci, dla których książki są prawdziwą miłością. Dlaczego? Możemy zajrzeć do „pisarskiej pracowni”, towarzyszyć autorowi w tworzeniu dzieła. Naprawdę warto.

Informacje o książce:
Tytuł: Zawód: powieściopisarz
Tytuł oryginału: Zawód: powieściopisarz
Autor: Haruki Murakami
ISBN: 9788328706330
Wydawca: Muza
Rok: 2017

  • Ta książka to pewnie świetna gratka fanów Murakamiego :) Ja kiedyś bardzo lubiłam Murakamiego, ale jakiś czas temu z niego „wyrosłam” i już tak uważnie nie śledzę jego twórczości.

Zaprzyjaźnione blogi