Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Urodzony 22 lipca – Wiesław Klempisz

Recenzja książki Urodzony 22 lipca

Urodzony 22 lipca
Wiesław Klempisz

W dwudziestym wieku przez Polskę przetoczyły się dwa totalitaryzmy. Dla ludzi urodzonych w wolnej Polsce, w latach dwudziestych, wydarzenia jakie nastąpiły po wrześniu 1939 roku, były olbrzymim szokiem. Jednak dzięki patriotycznemu wychowaniu (którego początki wywodziły się z tradycji domowej), nie popadli oni w depresję, tylko cały swój młodzieńczy entuzjazm skierowali na walkę z okupantem. 8 maja 1945 roku nie był jednak dla nich dniem zwycięstwa. Walczący przez 6 lat o wolność ojczyzny zdawali sobie doskonale sprawę, że Polska 1945 roku nie była krajem za, który przelewali krew. Świat jednak chciał pokoju. Tak jak większość z nich. W wyniku zawieruchy wojennej olbrzymie rzesze Polaków znalazło się poza granicami kraju, z daleka od rodzin. To właśnie tęsknota za domem była powodem decyzji o powrocie do kraju, który w ich odczuciu był dalej zniewolony. Decydując się na ten krok, zostawali członkami organizacji, którą pewien ksiądz, były kapelan w Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej gen. Sosabowskiego, nazwał POW. Po coś Ośle Wrócił! (138).

Ten los przypadł udziałem Wiesława Klempisza, którego wspomnienia zatytułowane „Urodzony 22 lipca” niedawno ukazały się drukiem. Jacek Klempis opublikował pamiętnik pisany od 1962 roku przez ojca, całkowicie samodzielnie. Za pomysł i jego realizacje należy się pochwała, jednak wykonanie posiada pewne niedociągnięcia.

Książkę można podzielić na 4 części. Pierwsza przedstawia wydarzenia, które rozegrały się poczynając od 1 września 1939 roku, a kończąc na 30 września 1944 roku. Autor, rodowity warszawiak przedstawia wypadki z punktu widzenia 14 letniego chłopca, harcerza, który wychował się w rodzinie, gdzie patriotyzm był jedną z największych wartości. To właśnie dzięki tej postawie rodzice nieletniego wówczas młodzieńca zaakceptowali jego wybory, które mogły sprowadzić na całą rodzinę wielkie niebezpieczeństwo. Nie chodzi tu tylko o jego przystąpienie do organizacji. Młody Wiesław Klempisz zorganizował w domu tajny magazyn broni dla swojego oddziału (9 Kompania Dywersyjna „Żniwiarz”).

Kilka epizodów związanych z przechowywaną bronią, znalazło swoje miejsce na kartach książki. Głównym wątkiem tej części jest jednak Powstanie Warszawskie. Razem z autorem poruszamy się po całym Żoliborzu, przez Zakłady Opla, Halę Targową, okolice Fortu 7, klasztor Sióstr Zmartwychwstanek, budynek Spółdzielni Mieszkaniowej „Zgoda”, Centralną Szkołę Pożarniczą, Bar „Jaskółka”, SM „Znicz”, „Szklany Dom”, „Dom pod Matką Boską” by walkę zakończyć wzdłuż ulic Tucholskiej, Kniaźnina i Krasińskiego. Próżno tu jednak szukać opisów działań większych jednostek, prezentacji taktyki walczących stron, czy szczegółowy raport ich wykonania. Wymienione powyżej walki śledzimy z perspektywy szeregowego powstańca, który opisuje je nieraz w sposób chaotyczny, czyli taki w jakim je doświadczał. Gdyby nie zdjęcie lotnicze z 1945 roku, na którym podano nazwy najważniejszych ulic i zaznaczono po kolei miejsca, w których toczyła się akcja poszczególnych rozdziałów, ciężko byłoby się w ogóle odnaleźć w przestrzeni. Na marginesie dodam swoje pierwsze zastrzeżenie: wspomniane zdjęcie lotnicze znajduje się w zakończeniu rozdziału. Brakuje odwołania w tekście do niego. Czytając „od deski do deski” tą książkę miałem duże trudności z „opanowaniem materiału”. Gdybym wiedział wcześniej (np. przypis 50, Mapka z walkami z udziałem autora na wkładce s. 86-87), mniej musiał bym się gimnastykować, a lektura tej części tekstu byłaby o wiele przyjemniejsza.

Najważniejszą zaletą tego rozdziału (poza dużą liczbą nazwisk i pseudonimów żołnierzy AK), jest sam obraz powstania kreowany przez młodego „Żniwiarza”. Widzimy w nim trud, brud, makabrę, zmęczenie, rozterki, a nawet… nieśmiałość! Takiego opisu nie dostarczy żadne opracowanie dotyczące Powstania Warszawskiego.

Praca zyskałaby dodatkowy walor (za który bardzo podziękowaliby zawodowi historycy), gdyby na końcu książki znalazł by się indeks osób i pseudonimów wymienionych w tekście. Wielu bohaterów stolicy do dziś pozostaje nieznanych, u wielu można znaleźć luki w biografii, dlatego taki indeks byłby bardzo pomocny w dalszych badaniach (taką samą uwagę, można dodać przy opisie więziennych losów autora). Indeks ten byłby bardzo pomocny również dla zwykłego czytelnika ponieważ szybkość akcji powoduje, że czytelnik zaczyna gubić się w pseudonimach (nie wszystkie są odszyfrowane, co stanowi kolejny, drobny mankament książki). Następnym minusem tego rozdziału są przypisy dotyczące terminów używanych w tekście. Wydawca, nie kryje się z tym, że wiadomości czerpał z Wikipedii. Z niej możemy się dowiedzieć co to znaczy „efemka czternastka” (przypis 17, s. 40), czy „Grűnen Teufel” (przypis 77, s. 114). Ale, np. co to znaczy „Űberfallkommando” (s. 44) czy to, czym było RGO (s. 97), już nie wyczytamy w przypisach. Szkoda. Jeżeli już się wyjaśnia, to trzeba być konsekwentnym i wytłumaczyć wszelkie terminy, nie tylko ZSRR (przypis 123, s. 254).

Kolejna cześć (według mnie najciekawsza, ponieważ losy wyzwolonych Polaków, którzy znaleźli się na terenie zachodnich stref okupacyjnych tuż po zakończeniu wojny, nie doczekały się wielu publikacji), dotyczy losów autora po kapitulacji Żoliborza 30 września 1944 roku. Przez obóz w Pruszkowie dostał się do Niemiec, gdzie przebywał w Stalagu XI A Altergrabow. Tam też zastała go wolność przywieziona na jeepach z białymi gwiazdami. Traktowany jak bohater przez wojska sojuszników, przez miasta Egeln, Braunshweig, Hannower, w których pełnił służbę wartowniczą, trafił do 1 dywizji pancernej w Schnellten. Był żołnierzem, przez całe dotychczasowe (krótkie) życie, walczył. A jednak niedługo po przybyciu do Freren, ośrodku szkolenia rezerwistów, zdezerterował z bronią w ręku!!! Chciał wraz z kolegami dostać się do II Korpusu stacjonującego we Włoszech. W całej swojej podróży mógł liczyć na pomoc, dobre słowo i ciepły posiłek od żołnierzy amerykańskich i angielskich. Do Włoch nie udało się dojechać, ale osiągnął cel. Aż do kwietnia 1947 roku, kiedy pod wpływem tęsknoty za domem postanowił wrócić. Tak stał się POW.

Ostatni rozdział, przedstawiający „przyjęcie” autora w Polsce, pełne jest osobistych rozważań dotyczących sytuacji w kraju. A czasu na przemyślenia miał wiele. 19 września 1950 roku został aresztowany. Przez wiele miesięcy toczyło się śledztwo dotyczące jego udziału w wywrotowej organizacji w celu „obalenia przemocą ludowo-demokratycznego ustroju Państwa Polskiego” (chciał tylko czmychnąć za granicę, być może z bronią którą u siebie ukrył). Przesłuchiwano go w siedzibach Urzędu Bezpieczeństwa w Warszawie jak i Informacji Wojskowej we Wrocławiu. Choć nic nie wiemy o biciu czy wyrywaniu paznokci, metody jakie zastosowali w stosunku do niego śledczy (m. in. kapitan Grzelak, por. Wojda, czy osławiony radziecki doradca mjr Dianow), uznane zostały za „zbrodnię komunistyczną i zbrodnię przeciwko ludzkości, będącego represją, bezprawnego, łączącego się z szczególnym udręczeniem pozbawienia wolności” (s. 305). Bez udziału adwokata, obrońcy, prokuratora, za zamkniętymi drzwiami sędzia Stefan Michnik wydał wyrok…

Wśród różnych myśli czy znakomitych opisów pełnych emocji, którymi dzieli się z nami autor, nie znajdziemy oceny własnego postępowania w kontekście losów rodziny. Lakonicznie Klempisz na stronie 156 wspomniał, że „na podstawie moich zeznań ojciec został aresztowany, a matka niezdolna do pracy po pobycie w obozie koncentracyjnym, została bez środków do życia”. Jeszcze kilkukrotnie Klempisz wspomni o trudnej sytuacji matki.

Dalsze losy autora to już przebywanie w zakładach karnych i ośrodkach pracy przymusowej. Młodzieńcza przekora i pragnienie choć cienia normalności, spowodowały, że władze miały z nim ciągły problem. Ślad po tym jeszcze długo utrudniał Klempiszowi życie.

Między innymi za plus książki można uznać zdjęcia. Są wśród nich archiwalne fotografie autora z pobytu w Niemczech. Pozostałe (już współczesne), przedstawiają obecny wygląd miejsc związanych ze śledztwem i odsiadką autora.

Książkę kończy posłowie, gdzie pokrótce przedstawiono losy autora i jego dalszą walkę o sprawiedliwość dla swoich oprawców. Choć w wolnej Polsce sąd uznał ich winy, jednak w tym samym wyroku, sprawę umorzył. Pozostali bezkarni. Niemniej jednak, choć przeszłości nie da się zmienić, „Urodzony 22 lipca”, na swoich kartach przekazuje unikalne wartości, nie tylko historyczne.

Przez większość życia opisanego w książce, autor był uczestnikiem kilku miłych i wielu tragicznych wydarzeń z naszej najnowszej historii. Razem z dziesiątkami jemu podobnych, wymienionych z imienia i nazwiska, lub tylko pseudonimu, pozostał wierny swoim przekonaniom, mimo, że wiele osób starało się go złamać. Książka ta jest świadectwem walki nie tylko z przeciwnikiem, lecz również z samym sobą, by do końca być wiernym. Cześć i Chwała bohaterom!

Informacje o książce:
Tytuł: Urodzony 22 lipca
Tytuł oryginału: Urodzony 22 lipca
Autor: Wiesław Klempisz
ISBN: 9788391318300
Wydawca: Eliotpol Jacek Klempis
Rok: 2014

  • Lubie tego typu książki ale boje sie trochę chaotycznosci.

    • Jacek Klempis.

      Akurat chaotyczności nie ma w tej książce.

Zaprzyjaźnione blogi