Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Tancerze w żałobie – Margery Allingham

Dodane 6 grudnia 2014 | brak komentarzy

Recenzja książki Tancerze w żałobie - Margery Allingham

Tancerze w żałobie
Margery Allingham

Przez długie lata, które spędziłem nad książkami, starałem się unikać kryminałów. Wynikało to z kwestii nie tyle braku oczytania w tym gatunku, co mojej prawie patologicznej miłości do sci-fi. Nie bierzcie mnie tutaj za jakiegoś ignoranta, jestem zaznajomiony z tą literaturą z tym, że nigdy do mnie nie przemówiła w pełni swoich sił. Akceptowałem bardzo ochoczo, połączenie sci-fi i kryminału, czasem nawet za bardzo. Dopiero po lekturze „Tancerze w żałobie” zrozumiałem w czym tkwi problem. Moja niechęć wynikała nie z natury tego gatunku, ale z czasu w którym były napisane książki wcześniej przeze mnie czytane. Język autorów odległych o co najmniej trzydzieści lat jest dla mnie wykładnią dobrego pisarstwa, a w „Tancerze w żałobie” znalazłem piękno literackie, które według mnie jest najistotniejsze.

Przygoda z książką Margery Allingham zaczyna się w tym samym miejscu gdzie większość kryminałów: tajemnicy, która prosi się o rozwiązanie jak pozostawiona krzyżówka w porannej gazecie. Młody aktor – Sutane, doświadczający szczytów swojej kariery za sprawą pewnego przedstawienia, staje twarzą z tak zwanym psychopatycznym fanem. Wszystko zaczyna się niewinnie, od drobnym „żartów”, kończąc na śmierci kobiety z obsady sztuki. Śmierć ta staje się katalizatorem do zdarzeń, które z pasją maniaka stara się odkryć czytelnik. Przychodzi mu to z wyjątkową łatwością, jeśli pozwoli się porwać głównej postaci książki – Campionowi. Detektyw-amator z każdą stroną książki budzi, na przemian, podziw i śmiech. Nie brakuje mu zdolności dedukcyjnych, które zostają w wielu momentach stępione na rzecz dobrych manier, z których słyną Anglicy. Pomimo, w miarę łatwych do pokonania przeszkód, Campion nie traci czujności, dzięki czemu dociera do poszlak i śladów, które zachwieją jego opinią o artystach teatralnych wśród których dzieje się historia „Tancerze w żałobie”.

Czytaj dalej

Przygody Sherlocka Holmesa – Arthur Conan Doyle

Dodane 2 listopada 2014 | 1 komentarz

Recenzja książki Przygody Sherlocka Holmesa - Arthur Conan Doyle

Przygody Sherlocka Holmesa
Arthur Conan Doyle

Kiedy słyszę: Sherlock, myślę – tajemnica i przygoda. Kiedy słyszę: Holmes, myślę: najlepsza z najlepszych. Kiedy słyszę: oto dla Ciebie kolejna książka z przygodami Sherlocka Holmesa, myślę: kolejny nieziemski wieczór, rewelacyjny, jeden z najlepszych jakie mogą mi się wydarzyć. Dość niedawno miałam przyjemność recenzować biografię jednego z najlepszych – jeśli nie najlepszego, w mojej subiektywnej opinii rzecz jasna – odtwórców filmowych tego genialnego detektywa (Benedict Cumberbatch. Biografia). Zagłębiając się w lekturę biografii, w mojej głowie odświeżyły się genialne przygody Sherlocka – pełne zagadek, tajemnic, niewyjaśnionych zbiegów okoliczności a przede wszystkim pachnące geniuszem bohatera. Zatęskniłam, by razem z nim znów zagłębić się w czarne historie, z milionem punktów kulminacyjnych oraz nieziemsko nietypowym zakończeniem. Stąd – gdy tylko pojawiła się możliwość, by w moje ręce wpadła klasyka kryminału – „Przygody Sherlocka Holmesa” autorstwa nikogo innego, jak Arthura Conan Doyle’a – zareagowałam ogromnym entuzjazmem.

Czytaj dalej

Państwo Środka od środka. Za Chińskim Murem – Jacek Adamus

Dodane 5 października 2014 | 2 komentarze

Recenzja książki Państwo Środka od środka. Za Chińskim Murem

Państwo Środka od środka. Za Chińskim Murem
Jacek Adamus

„Marta powraca do Chin!”, czyli czytelniczy comeback „za Chiński Mur”. Niestety tylko mentalna, ale jednakże bardzo, bardzo udana podróż.

Jakiś czas temu przeczytałam i zrecenzowałam książkę pod tytułem „A suknię ślubną kupiłam w Suzhou. Niecodziennik chiński” Emilii Witkowskiej-Nery. Moja recenzja, którą możesz przeczytać, do najpochlebniejszych nie należała. Jakiś czas później, w komentarzach pod nią, Czytelnik (a może czytelniczka) MoznaPrzeczytac.pl polecił/-a mi analogiczną pozycję, zatytułowaną „Państwo Środka od środka. Za chińskim murem”. Wdzięczna za tę inspirację, sięgnęłam po nią z radością i otwartością dziecka.

Mając jeszcze dość wyraźnie zachowany obraz „Niecodziennika chińskiego” w pamięci, z trudem powstrzymuję się od porównania obu wspominanych książek. Wspomnę tylko, że ich autorów łączy zbliżony cel podróży do Chin, natomiast różni podejście do niej. I chociaż obie te pozycje utrzymane są w gruncie rzeczy w podobnej konwencji (zapisków w tonie dziennika z wyprawy/ pamiętnika), ta druga napisana została po prostu lepiej. W efekcie, 400 niemalże stron skończyło się zdecydowanie za szybko, pozostawiając we mnie uczucie czytelniczego niedosytu i żalu.

Czytaj dalej

Jedwabnik – Robert Galbraith

Dodane 29 września 2014 | 5 komentarzy

Recenzja książki Jedwabnik

Jedwabnik
Robert Galbraith

Słowo „jedwab” zawsze kojarzyło mi się z czymś przyjemnym, delikatnym i miłym w dotyku. Podarowana przez znajomą jedwabna chustka z Indii, jest moją ulubioną ozdobą i choć wiem iż jedwab produkowany jest z nici jedwabników, jakoś nigdy nie zastanawiałam się jak dokładnie się to dzieje… Teraz już wiem i no cóż, nie każda wiedza musi być przyjemna, ale kryminały przecież nie to wnoszą do naszego życia. Nie są delikatne i miłe w… Odbiorze. Dobrze o tym wie pan Robert Galbraith hmm, a może raczej powinnam powiedzieć pani J. K. Rowling? Bo pod tym pseudonimem ukrywa się ta znana wszystkim pisarka.

Czytaj dalej

Labirynt Śniących Książek – Walter Moers

Dodane 23 września 2014 | 2 komentarze

Recenzja książki Labirynt Śniących Książek

Labirynt Śniących Książek
Walter Moers

Jak każdy recenzent staram się nie oceniać książki, zanim jej nie przeczytam. Zanim nie obejrzę sobie dokładnie okładki i nie poczuję klimatu powieści. Nie ważne, czy książkę napisał Stephen King, czy też autor, którego nazwisko widzę po raz pierwszy. Jednak, gdy wzięłam do reki Labirynt Śniących Książek, postąpiłam inaczej. Zanim otworzyłam książkę, poczułam jej zapach, piękny zapach papieru porównywalny tylko z zapachem świeżych bułeczek z piekarni, już wiedziałam, że mam przed sobą świetną literaturę i jak każda typowa kobieta, uwielbiam się nie mylić.

Moje pierwsze spotkanie z Walterem Moersem było niczym udana randka w ciemno. Biorąc do ręki Miasto Śniących Książek nie wiedziałam czego się spodziewać. Pierwsze strony były niczym zalotne mrugnięcie okiem, pierwsze dialogi, jak rozmowa z kimś kogo mamy wrażenie znać całe życie. Całkowicie oczarowana, nie wiedziałam kiedy zleciał mi czas przy tej pozycji, zaś końcówka pozostawiała mnie absolutnie zakochaną w tej książce. Bez wahania wymieniam Miasto… jako moją ulubiona książkę, która dumnie stoi na półce, więc wyobrażacie sobie, co czułam kiedy dowiedziałam się, iż właśnie w przygotowaniu jest druga część tej fantastycznej opowieści. Gdy tylko dostałam ją w swoje ręce, wyłączyłam muzykę, wyciszyłam komórkę, aby w tej uświęconej ciszy swojego pokoju, zacząć czytać…

Czytaj dalej
Zaprzyjaźnione blogi