Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Trupiarz – Ian Weir

Dodane 3 grudnia 2014 | 4 komentarze

Recenzja książki Trupiarz - Ian Weir

Trupiarz
Ian Weir

„Tak, to jest coś, co więzi sylaby w krtani, uwierzcie mi. Stać w nikłym świetle gwiazd z kobietą, którą powiesili z kretesem trzy tygodnie temu w poniedziałek.”

Ian Weir, scenarzysta i pisarz z Kanady, zadebiutował w Polsce swoją powieścią „William Starling”. Zamiast skromnego i nic nie mówiącego nam tytułu, otrzymaliśmy wyraz najwyższej ekspresji, jaką jest jednoznacznie brzmiący neologizm „Trupiarz”, zaś projekt oryginalnej okładki utrzymany raczej w oszczędnym, minimalistycznym stylu, zastąpiono grafiką nie pozostawiającą złudzeń, co do zawartości książki. Gdyby tego było mało, Dom Wydawniczy PWN zdecydował się również na umieszczenie wyczerpującego podtytułu: „Rozrachunek Williama Starlinga z potwornych zbrodni i diabelskich dążeń wraz z wyznaniem nazwisk sprawców i ujawnieniem skrytych czynów bezecnych, przedstawiony tu w świetle dnia i spisany jego własną ręką w roku 1816.” Prócz tego okładka mogła zostać przyozdobiona rekomendacją Craiga Davidsona, jak to uczyniono w pierwowzorze, ale tenże autor, pochodzący również z Kanady, jest w Polsce nieznany, jak jeszcze przed chwilą sam Ian Weir, więc w tej sytuacji nazwisko jednego Kanadyjczyka na przodzie książki musi nam w zupełności wystarczyć. Należy oddać sprawiedliwość, że wydawca zrobił wszystko by ów tytuł należycie odmalować w polskiej percepcji, gdzie w tym wypadku okładka z napisem „Trupiarz” oraz złowieszczy dżentelmen z lekarską teczką w tle przynosić będą skojarzenia o bestselerowych zbrodniczych historiach, w których z namiętnością zaczytują się Polacy. Próbą rozniecenia ognia wyobraźni byłoby już tylko dołączenie do książki woreczka z ziemią albo kilku zębów trzonowych, choć po zapoznaniu się z tą lekturą wypada stwierdzić, że nawet używany nóż chirurgiczny dołączony w roli zakładki byłby wart tego aby podniecić zainteresowanie tą właśnie książką. Fani powieści gotyckiej, czy też entuzjaści Mary Shelley i zrodzonego w jej umyśle Wiktora Frankensteina powinni koniecznie przeczytać rozrachunek Williama Starlinga – młodzieńca, który w swoim życiu ujrzał stanowczo za dużo.

Czytaj dalej
Zaprzyjaźnione blogi