Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Pani Einstein – Marie Benedict

Dodane 4 lutego 2017 | brak komentarzy

Recenzja książki Pani Einstein - Marie Benedict

Pani Einstein
Marie Benedict

Z książ­kami trak­tu­ją­cymi o wiel­kich naukow­cach zwykle jest ten sam pro­blem, usil­nie sta­rają się poka­zać, że za wiel­kim czło­wie­kiem i jego geniu­szem zawsze w jakimś stop­niu stał ktoś inny. Edi­son pod­kra­dał pomy­sły innych, Tesla wcale nie był takim wiel­kim wizjo­ne­rem jak chcie­li­by­śmy myśleć, Da Vinci i jego wyna­lazki to nic innego jak niepotwier­dzone domy­sły, a Oppen­he­imer wsty­dził się uczest­nic­twa w stwo­rze­niu bomby ato­mo­wej. Histo­rie pisane w ten spo­sób oraz moda na nie, szybko nie miną, osią­gnęły bowiem pewien bli­żej nie­okre­ślony pułap, który zado­wala zarówno czy­tel­ni­ków jak i wydaw­ców. Nie ma w tym nic zdroż­nego, każdy lubi poczy­tać o mniej zna­nych aspek­tach życia sław­nych ludzi, w szcze­gól­no­ści naukow­ców, czego dowo­dem jest wła­śnie wysyp ksią­żek i fil­mów o nich samych wła­śnie.

Młoda Mileva Marić staje się jedną z pierw­szych kobiet które posta­na­wiają prze­trzeć szlaki na grun­cie nauko­wym. Do tej pory była to dzie­dzina zare­zer­wo­wana jedy­nie dla męż­czyzn przez co musi sta­wić czoła drwi­nom i patriar­chal­nemu podej­ściu do jej osoby. Na stu­diach poznaje mło­dego męż­czy­znę, Alberta, który widzi w niej coś wię­cej ani­żeli cie­ka­wostkę spo­łeczną. Oby­dwoje dzielą tę sama pasję, fizykę, co z cza­sem prze­ra­dza się w więk­sze uczu­cie, które dzie­lić bedą już tylko mię­dzy sobą. Książka „Pani Ein­stein” wbrew pozo­rom nie jest książką o nauko­wym zaple­czu naj­więk­szego umy­słu naszych cza­sów, ale o tym jak mógł wyglą­dać zwią­zek part­ner­ski pomię­dzy oso­bami dzie­lą­cymi wspólna pasję.

Czytaj dalej
Zaprzyjaźnione blogi