Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Seksparty – Emanuel Herz

Dodane 21 lutego 2017 | 1 komentarz

Recenzja książki Seksparty - Emanuel Herz

Seksparty
Emanuel Herz

Literatura erotyczna – jakie skojarzenia budzi u Was ten zwrot? U mnie dosyć mieszane. Niestety w ostatnich latach w tym gatunku króluje „50 twarzy Greya” i jemu podobne, przez wielu nazywane „porno dla kur domowych”, co ma być niby epitetem niezbyt sympatycznym, a na pewno wskazującym na literaturę niezbyt wysublimowaną. Na rozmaitych forach literackich trwają zaciekłe batalie, czy coś takiego w ogóle powinno nosić miano „powieści” czy „literatury” właśnie, czy też może jest to spore nadużycie i potwarz dla innych autorów. Osobiście uważam, że nie każdy musi od razu lubować się w Dostojewskim czy Kuczoku i nie ma czegoś takiego jak „literatura gorszego sortu”, są jedynie książki słabe i kiepsko napisane.

Jaką książką jest „Seksparty” Emanuela Herza? No cóż, bądźmy szczerzy, jak ktoś dostaje do ręki powieść z adnotacją na okładce, że to właśnie przedstawiciel gatunku erotycznego, to niewiele poza opisami seksualnych doznań się powinien spodziewać. Raczej nikt filmów porno nie ogląda dla dialogów, więc prawdopodobnie niewiele osób, sięgających po książki z tej półki, oczekuje jakiejś psychologicznej głębi i zapierających dech w piersiach zwrotów akcji. Ale nawet filmy porno dzieli się na amatorskie i profesjonalne, więc zapewne i w literaturze erotycznej jakąś skalę ocen można by ustalić. Moim zdaniem „Seksparty” do kategorii profesjonalnej jednak trochę zabrakło. Owszem, opisów aktów seksualnych jest tutaj sporo i miejscami ma się wrażenie, jakby autor odtworzył sobie jakiś program spod znaku Różowej Landrynki i spisywał wszystkie przedstawiane tam pomysły i pozycje seksualne, jak leci. Jedne są opisane bardziej sugestywnie, inne bardzo powierzchownie, wręcz miejscami nieudolnie i sztampowo. Powiedzmy jednak, że wszystko mieści się w granicach gatunku, nie mamy tu do czynienia ani z ckliwością i kiczowatością rodem z Harlequinów, ani z wulgaryzmami rodem z Penthouse’a. Nie do samych opisów erotycznych mam tutaj zarzuty, ale do fabuły – do takiego stopnia wydumanej i oderwanej od rzeczywistości, ujętej w tak uproszczone schematy przyczynowo-skutkowe, że miejscami aż boli.

Czytaj dalej
Zaprzyjaźnione blogi