Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Złodziej kości – Bill Bass, Jon Jefferson

Dodane 15 grudnia 2014 | 1 komentarz

Recenzja książki Złodziej kości - Bill Bass, Jon Jefferson

Złodziej kości
Bill Bass, Jon Jefferson

Złodziej kości” to książka będąca w niewielkim zakresie kontynuacją pierwszej części „Kości zdrady”, zaś oba te tytuły składają się na cykl „Trupia farma”. Wprawdzie autorzy jakoś specjalnie nie podejmują się kontynuowania wątku zaczerpniętego z poprzedniej części, bowiem „Złodziej kości” stanowi samodzielną historię, ale niejednokrotnie odwołują się do wydarzeń z „Kości zdrady”, które są tutaj streszczane i ukazują jak na dłoni cały dotychczasowy przebieg fabuły. Warto o tym wspomnieć na wypadek gdyby ktoś pod wpływem tego tytułu zapragnął sięgnąć po pierwszą część cyklu. Ja znalazłem się w gronie osób, które co prawda zaczęły od drugiej części, ale absolutnie w trakcie czytania nie odczułem, że bezpowrotnie pozbawiam się rozrywki, która miałaby oczekiwać na mnie od pierwszej części. W moim wypadku kontakt z tą książką wywoływał uczucie melancholijnej pustki, uświadamiając przy tym, że rozrywka od samego początku czekała na mnie zupełnie gdzieś indziej, z dala od farmy i tamtejszej gleby użyźnianej przez rozkładające się ciała.

Czytaj dalej

Tancerze w żałobie – Margery Allingham

Dodane 6 grudnia 2014 | brak komentarzy

Recenzja książki Tancerze w żałobie - Margery Allingham

Tancerze w żałobie
Margery Allingham

Przez długie lata, które spędziłem nad książkami, starałem się unikać kryminałów. Wynikało to z kwestii nie tyle braku oczytania w tym gatunku, co mojej prawie patologicznej miłości do sci-fi. Nie bierzcie mnie tutaj za jakiegoś ignoranta, jestem zaznajomiony z tą literaturą z tym, że nigdy do mnie nie przemówiła w pełni swoich sił. Akceptowałem bardzo ochoczo, połączenie sci-fi i kryminału, czasem nawet za bardzo. Dopiero po lekturze „Tancerze w żałobie” zrozumiałem w czym tkwi problem. Moja niechęć wynikała nie z natury tego gatunku, ale z czasu w którym były napisane książki wcześniej przeze mnie czytane. Język autorów odległych o co najmniej trzydzieści lat jest dla mnie wykładnią dobrego pisarstwa, a w „Tancerze w żałobie” znalazłem piękno literackie, które według mnie jest najistotniejsze.

Przygoda z książką Margery Allingham zaczyna się w tym samym miejscu gdzie większość kryminałów: tajemnicy, która prosi się o rozwiązanie jak pozostawiona krzyżówka w porannej gazecie. Młody aktor – Sutane, doświadczający szczytów swojej kariery za sprawą pewnego przedstawienia, staje twarzą z tak zwanym psychopatycznym fanem. Wszystko zaczyna się niewinnie, od drobnym „żartów”, kończąc na śmierci kobiety z obsady sztuki. Śmierć ta staje się katalizatorem do zdarzeń, które z pasją maniaka stara się odkryć czytelnik. Przychodzi mu to z wyjątkową łatwością, jeśli pozwoli się porwać głównej postaci książki – Campionowi. Detektyw-amator z każdą stroną książki budzi, na przemian, podziw i śmiech. Nie brakuje mu zdolności dedukcyjnych, które zostają w wielu momentach stępione na rzecz dobrych manier, z których słyną Anglicy. Pomimo, w miarę łatwych do pokonania przeszkód, Campion nie traci czujności, dzięki czemu dociera do poszlak i śladów, które zachwieją jego opinią o artystach teatralnych wśród których dzieje się historia „Tancerze w żałobie”.

Czytaj dalej
Zaprzyjaźnione blogi