Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Paddington – Michael Bond

Recvenzja książki Paddington

Paddington
Michael Bond

Sięgając po książkę opisującą przygody misia kierowałam się zasadą „przeczytaj zanim zobaczysz ekranizację”. W grudniu minionego roku trafił do kin film „Paddington”. Plakaty promujące go nawoływały: „dostaniesz fisia na punkcie misia”. Postanowiłam zatem sprawdzić, czy jest to książka o kolejnym misiu o małym rozumku, który potrafi trafić tylko do młodszych czytelników.

„Paddington” wydany przez krakowski „Znak” jest zbiorem trzech opowiadań o przygodach niedźwiadka: „Miś zwany Paddington”, „Jeszcze o Paddingtonie”, „Paddington daje sobie radę”. Książka opatrzona jest oryginalnymi ilustracjami wykonanymi przez Peggy Fortnum u schyłku lat pięćdziesiątych, przez co urzekają swoją prostotą. Twarda oprawa i lekki papier zapewniają wieloletnią użyteczność książeczki.

Tytułowy bohater książki jest niedźwiadkiem, który pochodzi z najmroczniejszego zakątka Peru i dziwnym trafem znalazł się na londyńskiej stacji Paddington, gdzie spotyka rodzinę państwa Brown. Biorąc pod uwagę specyfikę Londynu w literaturze – sytuacja jak najbardziej normalna, mały niedźwiedź siedzi sobie z wiszącą na szyi karteczką z napisem „Proszę zaopiekować się tym niedźwiadkiem. Dziękuję.” Państwu Brown nie pozostaje nic innego jak zaprosić misia do swojego domu i należycie ugościć. W domu przy Windsor Gardens 32 zamieszkuje małżeństwo z dwójką dzieci: Judytą i Jonatanem. W prowadzeniu domu państwu Brown pomaga pani Bird. Paddington zostaje przez wszystkich przyjęty z życzliwością. Poczęstowany ulubionymi kanapkami z marmoladą miś czuje się jak u siebie w domu. Ta swoboda zaczyna sprowadzać na niego różne przypadki, z ludzkiego punktu widzenia postrzegane jako zwiastuny katastrofy.

I tak Paddington trafia do teatru, kina, restauracji, na licytację i do pralni, gdzie zupełnym dziełem przypadku i jego chęci bycia dobrym misiem dzieją się rzeczy przekraczające ludzkie wyobrażenie. Po kilku rozdziałach miałam wrażenie, że tego misia już nie może spotkać nic nowego. Jakże się myliłam… Każdy rozdział to nowa przygoda, więc mimo objętości mogącej przerazić, podczas czytania nie można się nudzić.

Opowiadania o Paddingtonie mają komediowy charakter. Niedźwiadek pakuje się w różne tarapaty, ale zupełnie nieświadomy, że sytuacja nie wygląda za ciekawie zawsze wychodzi z nich cało, często zdziwiony obawami poszczególnych członków rodziny. Charakterystycznego klimatu książce dodaje sąsiad – pan Curry, stereotypowy Brytyjczyk, którego relacje z Paddingtonem sprawiają, że książkę czyta się z jeszcze większym zaciekawieniem.
Po przeczytaniu zastanawiam się nad wrzuceniem przygód Paddingtona wyłącznie do worka z literaturą dziecięcą. Świetnie się bawiłam czytając jego historię, co więcej, opowiadając jego historię innym dorosłym u nich również wywoływał uśmiech. Zatem jak najbardziej jest to książka dla kogoś, kto czasem ma pechowy dzień, z którego potrafi się potem śmiać. W dodatku język jakim jest pisany zachęca do postawienia przed sobą filiżanki z dobrą herbatą i ciasteczek. Zaraża brytyjskim klimatem. Jeśli chodzi o młodszych czytelników, myślę, że pokochają misia, przypominającego pomysłowego czterolatka, który chce bardzo pomóc rodzicom, co nie zawsze kończy się zgodnie z ich wolą.

Uniwersalne wartości „Paddingtona”, które niesie niezależnie od wieku czytelnika to przede wszystkim pobudzanie wyobraźni i wyraźna moralna ocena co jest dobre, a co złe. Początkowo obawiałam się, że w świecie przesyconym obrazkami czarno-białe ilustracje mogą być mało interesujące i nie stymulują wystarczająco, by wciągnąć w czytanie. Nic bardziej mylnego. Sposób, w jaki opisane są przygody misia od razu uruchamiają serię obrazów w głowie, dzięki czemu nie miałam większych trudności by widzieć w jaki sposób Paddington chodzi, czy rzuca śnieżkami.

Paddington kieruje się określonymi zasadami, dzięki czemu bezbłędnie rozpoznaje dobre i złe intencje napotkanych ludzi. Tych drugich na szczęście jest znacznie mniej, jednak kiedy się już pojawiają, groźne spojrzenie Paddingtona załatwia sprawę. W książce nie ma agresji, czarnych charakterów, jest świetna do czytania wieczorem, bo po niej sny są na pewno kolorowe.

Paddington wzrusza pisząc pocztówki do cioci Lucy, która trafiła do domu dla emerytowanych niedźwiedzi w Peru oraz skrzętnie przygotowuje dla bliskich prezenty bożonarodzeniowe. Paddington bawi, kiedy postanawia wyjaśnić różne sytuacje, które nie do końca rozumie.
Po przeczytaniu tych wszystkich historii czuję niedosyt, na szczęście przygody Paddingtona jeszcze się nie skończyły i Michael Bond spisał ich wiele. Cieszę się, że ta książka trafiła w moje ręce, ponieważ dowodzi to, że treści literatury sprzed prawie sześćdziesięciu lat są ponadczasowe. Paddington jest taki, jakie powinno być dziecko – beztroskie, dobre i poszukujące przygód, posiadające swoje małe sekrety i upierające się przy ulubionym ubraniu czy zabawce. Dla mnie ta książka stała się kompasem ukierunkowującym rodzicielstwo, ze szczególnym zwróceniem uwagi na zasadę „jeśli za długo jest cicho, to trzeba sprawdzić co się dzieje”.

Informacje o książce:
Tytuł: Paddington
Tytuł oryginału: A bear Called Paddington, More About Paddington, Paddington Helps Out
Autor: Michael Bond
ISBN: 9788324029709
Wydawca: Znak
Rok: 2014

  • MartaM

    Bardzo pozytywna książka, dla każdego w każdym wieku. Film również ;)

  • Odkryłem Paddingtona przy okazji wizyt z moją Córcią w bibliotece. Ściągnęła książkę z półki i zapytała, czy możemy ją wziąć. Nawet się ucieszyłem, gdyż wiedziałem kim jest Paddington, lecz nie znałem książek. Od tej pory minął prawie rok i Paddington jest obowiązkowym punktem wieczornego czytania do snu.
    Zdumiałem się, czytając książkę, ile historyjek niejakiego Jasia Fasoli (w oryginale Mr. Bean) jest – nie zawaham się tego tak nazwać – rżniętych z Paddingtona. Toteż gdy usłyszeliśmy o ekranizacji, Córcia się ucieszyła i postanowiła, ze idziemy, a ja zacząłem się zastanawiać, co mogli sfilmować, by nikt nie zarzucił im wtórności wobec Atkinsona.
    No i mamy film oparty na historii, która się w książce nie wydarzyła. Film obejmuje historię przyjęcia misia przez rodzinę Brownów i przebiega to *skrajnie* inaczej niż w książce. Mógłbym rzec, przenosząc realia na świat szpiegowski, że książki to „Jack Strong”, a film, to James Bond. Po całości. Włącznie z _pijaną_ panią Bird (skadinąd fajny pomysł, tylko bardzo niepaddingtowy).
    Film mimo to polecam – trzeba tylko nastawić się na brak związku z książką. I z fizyką (rafting wanną po schodach).
    No i będziemy mieli sequele, bo rozstaliśmy się (w filmie) z wujkiem Pastuzzo w dość smutnych okolicznościach, a w książce… Ale nie uprzedzajmy faktów, jak mawia pan Wołoszański.

    • Tak to bywa z ekranizacjami książek że są dość odmienne od książkowego oryginału (np. Hobbit). No ale nic, ważne że najmłodsi mają z przygód misia wiele radości, bo o to też chodzi ;-)

Zaprzyjaźnione blogi