Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Rzeczpostapokaliptyczna Polska - Patronat MoznaPrzeczytac.pl

Modlitwa o wschodzie słońca – Rafał Lipkowski

Okładka książki Modlitwa o wschodzie słońca

Modlitwa o wschodzie słońca
Rafał Lipkowski

Modlitwa o wschodzie słońca to opowieść o górach. Wysokich górach i to wcale nie w Polsce, a w Rosji, na Kaukazie, więc okraszona sporą dawką fragmentów o tamtejszej kulturze. Myli się jednak ten, kto myśli, że to kolejna ckliwa historia wysławiająca piękno gór i wytrwałość bohaterów przedstawionych jako niestrudzonych zdobywców. O nie, ta książka ma zupełnie inny styl.

Przede wszystkim inni są Bohaterowie. Ernest i Alfred to alpiniści z Gdańska, co już samo w sobie może brzmieć nieco absurdalnie. Różnią się między sobą tak bardzo, że wydaje się, iż jedynym co ich łączy, to miłość do gór. Ale i ta miłość nie jest taka, jaką zwykliśmy widzieć w książkach podróżniczych. To pasja jakby od niechcenia; tak, jakby byli alpinistami, bo uważają, że i tak nic lepszego do roboty nie mają. Na wstępie nie brzmi to zbyt zachęcająco, a jednak tak zarysowane postaci intrygują i w pewien sposób są bardziej realne niż tradycyjni Bohaterowie książek podróżniczych, przerysowani w swych dokonaniach i osiągnięciach.

Inne jest też spojrzenie na góry. Mimo dużej ilości opisów rzadko pojawiają się fragmenty opiewające romantyczne krajobrazy. Autor stawia na realizm, częściej skupia się na trudnościach pogodowych, czasem odnosi się wrażenie, że nawet jeśli widoki istotnie są piękne, i tak nie da się ich podziwiać, bo nie pozwala na to pogoda, albo trudy wspinaczki.

Absolutnie fantastyczne są opisy spotkań Polaków z Bałkarcami, Czeczenami i Rosjanami w trakcie wyprawy. Jestem niemal przekonana, że większość tych opowieści jest prawdziwa. Autor sam jest alpinistą, więc, choć Modlitwa o wschodzie słońca jest w zasadzie fikcją literacką, z pewnością czerpał do niej z własnych podróży w rejon Kaukazu. Pojawiają się więc wątki kulturowe, polityczne, ale też najzwyklejsze w świecie opisy ostro zakrapianych imprez. Bohaterowie nie stronią od toastów w wielokulturowym towarzystwie w alpinbazie, co niejednokrotnie utrudnia im następnego dnia planowane wyjście w góry. To też pewna nowość. Autor nie idealizuje Ernesta i Alfreda, a wręcz z pewną lubością opisuje ich potknięcia. Dotyczy to nie tylko zachowań w obozie, ale też na samej trasie. Tych dwóch to nie twardziele, którzy niezależnie od wszystkiego prą do przodu i ostatecznie, przygotowani na każdą ewentualność, kolejno zdobywają zaplanowane szczyty. Często okazuje się, że mają za mało prowiantu, zapominają z namiotu latarek, nie przewidują zmiany pogody, popełniają błędy oraz klną na góry, pogodę i na siebie nawzajem. Zwłaszcza to ostatnie zadziwia. Wydaje się, że w przypadku alpinistów ważne jest by być zgranym zespołem, zawsze zgodnym i rozumiejącym się bez słów. Ernest i Alfred łamią ten stereotyp. Im ciężko porozumieć się nawet, gdy używają słów. Wciąż mają do siebie pretensje, a jednak zdani w zasadzie tylko na siebie, nadal są drużyną. Kaukaz poddaje ich coraz to cięższym próbom, i Czytelnik zastanawia się jak dalej poradzi sobie ta dwójka niezwykłych alpinistów.

Narracja jest prowadzona w sposób, który świetnie odzwierciedla charaktery bohaterów. Trochę jakby od niechcenia, krótkimi zdaniami, bez zbędnego rozgadywania się. Jak wspomniałam wcześniej, nie ma rozwlekłych opisów piękna gór. Także w ten sposób Autor łamie znane nam archetypy nieskazitelności przygody w górach, a także efektów końcowych, czyli osiągnięcia szczytu. Często narracja skupia się na, wydawałoby się, nieistotnych drobiazgach. Na myśleniu Bohaterów o jedzeniu, czy o dziewczynach spotkanych w barze w alpinbazie. Ale właśnie to spodobało mi się w tej książce najbardziej – realne podejście do wyprawy. Nie wyidealizowane, wzniosłe obrazy i przemyślenia. Samo życie: zimno, głodno, a tu trzeba się wspinać dalej. Zupełnie nowe spojrzenie na tematykę podróżniczą w książkach, które mnie zdecydowanie odpowiada. Owszem, pojawia się kilka naprawdę złotych myśli, co również jest ogromnym plusem, ale zasadniczo przeważa prostota. Jedynym dla mnie kłopotem przy czytaniu była totalna nieznajomość słownictwa związanego z alpinizmem. Nie byłam, niestety w stanie wyobrazić sobie zakładania stanowiska, prusikowania, czy dziabania. Te określenia nic mi nie mówią, a w książce aż się od nich roi. Nie zmienia to jednak faktu, że to jedna z lepszych książek o podróżach, jakie zdarzyło mi się ostatnio przeczytać. Polecam ją wszystkim, którzy podróżują w góry, zarówno w rzeczywistości, jak i tylko palcem po mapie.

Zobacz inną recenzję (autor: Iza Łącka)

Modlitwa o wschodzie słońca to nie tyle opowieść o górach, z górami w tle, w górach czy jakkolwiek. To, wydawałoby się, proste i banalne ale wciągające połączenie kilku płaszczyzn w jednej książce, które odsłania nie tylko piękno gór Kaukazu i bohaterstwo wspinających się.

Alpiniści z Gdańska, zdobywcy tatrzańskich szczytów wyruszają na podbój gór Kaukazu – jakkolwiek absurdalnie czy nietypowo to brzmi. Historię ich wyprawy poznajemy krok po kroku śledząc skrupulatnie ich wyczyny, wzloty i upadki. Opis wyprawy wydaje się być tak realistyczny, że książka mogłaby posłużyć jako przewodnik po ich szlakach.

Autor, Rafał Lipkowski , odsłania przed nami oblicze górskiej wyprawy, bez ogródek, bez podziału na trudne i zwieńczone sukcesami momenty. Pokazuje, że góry to nie zabawa, nie spacer w klapkach. Tutaj liczy się zaufanie, wzajemna współpraca. Jak mało gdzie dociera się tu charaktery i niejednokrotnie trzeba odstawić swój honor w kąt. Autor nie boi się pokazać niedoskonałości bohaterów, co więcej, czasami nawet dla czytelnika, który ma niewiele wspólnego z górami ich zachowanie i podejście do przygotowań może nawet nieco dziwić. Jesteśmy świadkami ścierania się dwóch, jakże różnych charakterów. U nich nawet rodzaj miłości kierowanej do gór jest różna. Jedno jest pewne – to ich pasja, która ich łączy.

Narracja prowadzona w sposób dający łatwość wyobrażenia sobie choćby w minimalnym stopniu tego co może się tam dziać, prowadzona spójnie, logicznie i ułatwiająca czytelnikowi skupienie się na akcji i przeniesienie się oczyma wyobraźni w góry Kaukazu. Można się czuć swobodnie czytając wypowiedzi bohaterów, które też są jakby odzwierciedleniem ich dwóch różnych charakterów.

Autor został zainspirowany do napisania książki swoimi wyprawami na Kaukaz. Czyni to opisy jeszcze bardziej realnymi i autentycznymi. Niezwykle plastycznie i spójnie łączy wątek wysokogórskiej wyprawy, piękna krajobrazów, życia tamtejszych ludzi, relacji polsko – rosyjskich, bałkarskich czy czeczeńskich, które nie są pozbawione wątków damsko – męskich. To wszystko okraszone jest historią i niezwykle ciekawymi spostrzeżeniami na temat życia, bycia, chwil.

Książka może wciągnąć, choć zapewne nie jest to pozycja dla weteranów i zdobywców himalajskich czy alpejskich szczytów. Minusem jednak jest to, iż brakowało wyjaśnienia niektórych pojęć, które dla laika wspinaczki są nic niemówiącymi pustymi literami i mogą utrudniać lepsze poznanie specyfiki wyprawy choćby od tej teoretycznej strony. Dlatego zalecam wcześniej zapoznać się z terminologią dotyczącą tego typu wspinaczek lub podczas czytania sprawdzać co dawne słowo oznacza, o wiele lepiej zrozumiemy trudy i sytuacje w jakiej znajdują się bohaterzy książki.

Jednak każdemu, kto lubi czytać o górach, podróżach i nie tylko – mogę polecić tę książkę, co niniejszym czynię.

Informacje o książce:
Tytuł:
Modlitwa o wschodzie słońca
Tytuł oryginału: Modlitwa o wschodzie słońca
Autor: Rafał Lipkowski
ISBN: 9788377228098
Wydawca: Novae Res
Rok: 2013

  • Profil

    Lipa, to było coś pięknego – przeżyć Twoją przygodę z Tobą, czytając widzę Ernesta jak siada z herbatą, słodką herbatą, jak w milczeniu schodzi z gór, jak żyje w namiocie ….. Gratuluje, wspaniała książka :)

    • Cieszę się, że mogłem ci uprzyjemnić czas poprzez swoje pisanie. Mam gorąca nadzieję, że kolejne książki, oczywiście mojego autorstwa :) będą dla ciebie równie dobrą zabawą.

      Dziękuję za gratulacje.

Zaprzyjaźnione blogi