Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Martwa laleczka – Edward Mogilski

Recenzja książki Martwa laleczka - Edward Mogilski

Martwa laleczka
Edward Mogilski

Mam to do siebie, że zawsze lubię iść trochę pod prąd albo trochę obok. Podobnie było z moją miłością do kryminałów: zawsze lubiłam książki za stare (Chandler) albo z marginesu. Fala fascynacji skandynawskimi kryminałami ledwie musnęła moje stopy – i na tym się skończyło. Szukałam dalej.

Powieść, o której będę pisać, wpadła w moje ręce przypadkiem. Zainteresowała mnie z dwóch przyczyn: po pierwsze, jej akcja dzieje się w Częstochowie (co wydało mi się potencjalnie płodnym konceptem pisarskim), po drugie, autor wyznawał w wywiadzie, że kocha Chandlera, więc poczułam więź momentalnie. I do tego okładka – moim zdaniem bardzo ładna. Kojarzy mi się z czołówką Hannibala z Mikkelsenem. Krótko mówiąc, mój czytelniczy zmysł kazał mi iść w tę stronę.

Kryminał opowiada historię Adama Zalewskiego: niesympatycznego, sfrustrowanego prywatnego detektywa, który próbuje wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Rzecz zaczyna się od sprawy wprost banalnej: niezbyt błyskotliwa kobieta  jest pewna, że mąż ją zdradza. Znudzony detektyw próbuje powstrzymać irytację jej osobą: po prostu potrzebuje pieniędzy. Zabiera się do sprawy trochę nieporadnie, trochę nieprofesjonalnie, bez specjalnej pasji. Śledząc męża w końcu odkrywa, że najprawdopodobniej po prostu ma on inne preferencje seksualne. Ale w takim razie czemu się ożenił? Cykl rozmyślań przerywa brutalne pobicie Zalewskiego, które miało na celu wybicie mu z głowy dalszego węszenia. Tymczasem na koncie detektywa wciąż nie ma pieniędzy. Kiedy się z nią umawia, zastaje na miejscu jej brutalnie okaleczone zwłoki.

Teraz musi nie tylko ukrywać się przed policją, ale i radzić sobie z poczuciem winy. Dlatego też zacznie śledztwo na własną rękę. Do tego na całą sprawę kryminalną nakładają się jego osobiste dylematy. Udaje mu się w końcu zawiązać szczęśliwy związek i skończyć z obsesją na punkcie swojej byłej, która jest już żoną innego faceta. Beata, przedsiębiorcza i piękna samotna matka, chce jednego – stabilizacji. I Adam też tego chce. Chce skończyć ze swoją parszywą profesją, chce żyć normalnie, chce być szczęśliwy. Z jednej strony. Z drugiej wciąż go ciągnie do tego brudnego, nieszczęśliwego świata małych i wielkich zbrodni. Trudno mu przejść na jasną stronę, tam, gdzie czeka na niego Beata. Sam nie potrafi dać sobie prawa do szczęścia.

Zasadnicza część Martwej laleczki krąży wokół prywatnego śledztwa, które Adam prowadzi, by odkryć, kto zabił jego klientkę. Oczywiście, im bardziej się zagłębia w kolejne aspekty sprawy, tym więcej brudów wychodzi na powierzchnię. Do tego zaczynają go otaczać coraz dziwniejsi ludzie, a nawet ci, których uważa za swoich sprzymierzeńców, okazują się potem nie tak godni zaufania…

Największym atutem powieści jest bardzo sugestywnie wykreowana atmosfera, duszna, ciężka, brudna. Dosłownie czujemy fizycznie pot bohatera, jego zmęczenie, lekki smrodek jego starego auta. Drugą wielką zaletą jest to, że w interesujący sposób podjął tu Mogilski kwestię tego, co to znaczy udane śledztwo. Czy chodzi o to, by odkryć, kto zabił? A koszty, jakie przy tym ponosimy? Psychiczne rany, krzywda bliskich samotność…? Ponadto detektyw Zalewski to nie Colombo – jest człowiekiem z krwi i kości, popełnia błędy, stresuje się, ucieka. A z powodu tych pomyłek skazuje innych na cierpienie. Obraz tego, jak wygląda śledztwo naprawdę – a nie w wyidealizowanych obrazkach, gdzie wszystko jak puzzle tworzy logiczną całość, a wszyscy na koniec są szczęśliwi – to duże osiągnięcie Martwej laleczki. Krótko mówiąc, rzecz jest bardzo wiarygodna.

Fajnie też, że miejsce tak rzadko wykorzystywane w ten sposób w literaturze (ostatnio chyba u Carli Mori) mogło ukazać swoja inną twarz. Częstochowa Mogilskiego jest klaustrofobiczna, mroczna, wszystko delikatnie lepi się od cienkiej warstwy brudu, która zdaje się pokrywać wszystko. Naprawdę, to wygląda jak świat wielkiego kaca, którego niemal fizjologicznie czujemy.

Martwa laleczka jest dla mnie najlepsza jako „kryminał wewnętrzny”: najważniejsza zagadka rozwija się w umyśle głównego bohatera. To on sam musi zdać sobie sprawę z tego, że ostatnio słabo wyczuwa granicę między prawdą a fikcją. Czy to się dzieje, czy to tylko jego sny? W połowie powieści te pytania stają się coraz bardziej palące. Akcja ciągle poddawana jest zwrotom, a my nie możemy nikomu wierzyć…

Sądzę, że to bardzo udany debiut. Widać tu jeszcze pewne niedociągnięcia pióra, właściwe pisarskiej młodości (np. styl: powieść napisana jest chropowatym, chłodnym, minimalistycznym językiem, ale czasem zdarzają się stylistyczne niekonsekwencje), ale to zapowiedź pięknej przygody!

Polecam tym, którzy szukają rozrywki na dwa wieczory i którzy lubią zanurzyć się w mroczne, ciemne klimaty. Nie ma tu wiele brutalności, co ciekawe, ale sama wykreowana atmosfera jakby przenika czytelnika na wskroś.

PS. Aha, bo do może mieć dla niektórych znaczenie – książka dostępna tylko jako ebook.

Informacje o książce:
Tytuł: Martwa laleczka
Tytuł oryginału: Martwa laleczka
Autor: Edward Mogilski
ISBN: 9788393625352
Wydawca: Koobe
Rok: 2013

  • Właśnie czytam, całkiem niezłe klimaty, no i Adaś wcale nie taki zły. Może trochę pogubiony.

Zaprzyjaźnione blogi