Menu nawigacji stronami

Recenzje książek. Wszystko dla miłośników książek

Labirynt Śniących Książek – Walter Moers

Recenzja książki Labirynt Śniących Książek

Labirynt Śniących Książek
Walter Moers

Jak każdy recenzent staram się nie oceniać książki, zanim jej nie przeczytam. Zanim nie obejrzę sobie dokładnie okładki i nie poczuję klimatu powieści. Nie ważne, czy książkę napisał Stephen King, czy też autor, którego nazwisko widzę po raz pierwszy. Jednak, gdy wzięłam do reki Labirynt Śniących Książek, postąpiłam inaczej. Zanim otworzyłam książkę, poczułam jej zapach, piękny zapach papieru porównywalny tylko z zapachem świeżych bułeczek z piekarni, już wiedziałam, że mam przed sobą świetną literaturę i jak każda typowa kobieta, uwielbiam się nie mylić.

Moje pierwsze spotkanie z Walterem Moersem było niczym udana randka w ciemno. Biorąc do ręki Miasto Śniących Książek nie wiedziałam czego się spodziewać. Pierwsze strony były niczym zalotne mrugnięcie okiem, pierwsze dialogi, jak rozmowa z kimś kogo mamy wrażenie znać całe życie. Całkowicie oczarowana, nie wiedziałam kiedy zleciał mi czas przy tej pozycji, zaś końcówka pozostawiała mnie absolutnie zakochaną w tej książce. Bez wahania wymieniam Miasto… jako moją ulubiona książkę, która dumnie stoi na półce, więc wyobrażacie sobie, co czułam kiedy dowiedziałam się, iż właśnie w przygotowaniu jest druga część tej fantastycznej opowieści. Gdy tylko dostałam ją w swoje ręce, wyłączyłam muzykę, wyciszyłam komórkę, aby w tej uświęconej ciszy swojego pokoju, zacząć czytać…

W pierwszej części pozostawiamy Hildegunsta Rzeźbiarza Mitów w niezwykle epickiej scenie, w której płonie Księgogród. Wiemy już dobrze, że ten niezwykły smok stanie się słynnym pisarzem, a to za sprawą Orma*, który mu się objawił. Musi minąć ponad 200 lat, abyśmy mogli ponownie spotkać tego bohatera. Hildegunst Rzeźbiarz Mitów jest już znanym, niezwykle poczytnym pisarzem, którego książki wprost z drukarni lądują na liście bestsellerów. Sam smok również się nieco zmienił. Już nie jest tym samym młodym, naiwnym i nijakim mieszkańcem Twierdzy Smoków. Hildegunst pławi się w sławie i zaszczytach i choć on sam nie chce tego przyznać, pisze coraz gorzej bo… Utracił Orma! Wszytko się jednak zmienia w chwili gdy ten otyły i egoistyczny smok, otrzymuje niezwykły list. Tekst tak nim wstrząsa, że Hildegunst postanawia natychmiast odnaleźć prawdziwego autora. Podobieństwo uderzające, prawda? Po ponad 200- letniej przerwie Hildegunst wraca do Księgogrodu, aby tam, poznać spalone miasto na nowo. A starzy i nowi wrogowie nie śpią, tak jak książki…

Kogo Hildegunst Rzeźbiarz Mitów spotka w Księgogrodzie? Kto jest autorem tekstu? Jak zmieniło się słynne miasto od ostatniego pożaru? I najważniejsze, czy Król Cieni naprawdę powrócił?

Oczarowana. Jestem oczarowana tą książką i twórczością tego niemieckiego pisarza! Ale po kolei.

Moers, tak jak w pierwszej części, zachwycił mnie swoją ogromną wyobraźnią. Tworząc Księgogród na nowo, dał nam czytelnikom nową jakość i bynajmniej nie było to zrobione pobieżnie. Razem z Hildegunstem Rzeźbiarzem Mitów zwiedzamy to miasto od najbardziej turystycznych zakątków, po uliczki znane tylko stałym mieszkańcom. A jest co zwiedzać! Pożar zniszczył Księgogród, ale i wdarł się do Katakumb okrywając nowe nieznane rejony i pozwalając zagłębić się dalej. Pozwolił na przykład na wydobycie skamieniałych ksiąg, które to stały się świetnym materiałem budowlanym. Jednak Smok stara się trzymać z daleka od Katakumb (czy mu się to uda?), i większość swojego czasu poświęca na oglądanie miasta. Jednak tym razem książki nie robią na nim takiego wrażenia co nowy trend, czyli lalki i teatry kukiełkowe. Tu autor dał popis i popłynął całkowicie w świecie swojej fantazji. W temacie lalek, wszytko co można stworzyć, zostało przez autora opisane. Ta zaskakująca moda, która zaczyna się od pacynek na sznurkach a kończy na ogromnych mechanicznych lalkach jest główną atrakcją Księgogrudu.

200 lat to może niewiele dla smoka, ale dla Księgogrodu to całkiem sporo czasu. Zabezpieczony przed pożarami jak żadne inne miejsce na ziemi, z nowym prawem i… Nowymi Łowcami Książek (!), w czym oni się tak różnią od swoich poprzedników? Musicie sami przeczytać.

Hildegunst Rzeźbiarz Mitów poświęca naprawdę sporo czasu na poznawcze zwiedzanie, przez co miejscami książka była dla mnie trochę „przegadana”. Hildegunst lubi dużo mówić, a najbardziej lubi mówić o sobie, dlatego też wizyta w teatrze lalek, na pewnej słynnej sztuce, która wielbicielom smoka powinna być dobrze znana, dłużyła mi się niemiłosiernie. Nie potrafiłam czuć tej samej ekscytacji co Hildegunst, który w najdrobniejszych szczegółach opisywał sztukę. Z pewnym westchnieniem ulgi opuściłam tę scenę.

Muszę przyznać, że czytając pierwszą część, czułam się jakbym jechała na ogromnej kolejce górskiej. Jedna akcja goniła następną, pozwalając czytelnikowi swobodnie oddychać tylko wtedy gdy przewracał kartkę. Labirynt... ma bardziej  charakter naukowo- poszukiwawczy.  Dużo zwiedzamy i dużo się uczymy o nowych nurtach w mieście gdzie lalki stały się bardziej popularne od samych książek. Gdzieś tam ciągle towarzyszą nam cienie przeszłości znane z pierwszej części, ale czy wyjdą one wreszcie na światło słoneczne? W książce nie ma aż tyle zwrotów akcji, oczywiście uczymy się z Hildegunstem, śmiejemy i upijamy wywrotowym winem, ale większość Labiryntu… jest całkiem spokojna. Jednak w miarę zbliżania się go końca książki, zauważamy, że ta spokojna „przejażdżka” była tylko mozolnym wdrapywaniem się wagonika na górę, bo pod koniec ze świstem w uszach jechać w dół – bo końcówka moi drodzy zapowiada nam coś o wiele lepszego niż epicki finał, zapowiada kolejną część!

Na uwagę zasługuje również piękne wydanie. Grube okładki, przejrzyste i wystarczająco duże litery, a ten zapach… poezja.  Książka opatrzona jest też rysunkami samego Moersa, które odnoszą się do czytanych scen. Przy takim nagromadzeniu pomysłów, nowych postaci i dość niezwykłych opisów, rysunki są bardzo pomocne.

Na zakończenie muszę napisać, że Moers kłamał kiedy w swoim wstępie zarzekał się, że jego książka nie jest zatruta. Ona jest zatruta, a trucizną jest „dobra literatura”. Przez opuszki palców sączy się wspaniała historia wprost w nasze żyły. Serce narażone jest na gwałtowne skoki ciśnienia, oddech wstrzymujemy na samym końcu, a po wszystkim zostaje wyraz delikatnego otępienia na twarzy. Warto! Za cenę każdego wolnego popołudnia czy każdej nieprzespanej nocy.

 *Orm – aby dokładnie wyjaśnić czym on jest posłużę się cytatem z książki:

„Istnieje takie miejsce w kosmosie, gdzie skupiają się wszystkie artystyczne idee, ścierają się ze sobą i tworzą nowe (…). Natężenie kreatywności w tym miejscu musi być ogromnie wielkie, niewidzialna planeta z morzami z muzyki, rzekami czystej inspiracji i z wulkanami wypluwającymi myśli, przeszywana błyskawicami duchowości. To jest Orm. Pole siłowe wyrzucające z siebie hojnie energię.”

Informacje o książce:
Tytuł: Labirynt Śniących Książek
Tytuł oryginału: Das Labyrinth der Traumenden Bucher
Autor: Walter Moers
ISBN: 9788324591244
Wydawca:  Wydawnictwo Dolnośląskie (Publicat)
Rok: 2014

  • Wiele słyszałam o pierwszej części. Nie miałam jej okazji jeszcze przeczytać, ale na pewno to nadrobię a potem sięgnę po drugi tom :)

    • Polecam serdecznie, pierwsza część została wydana w 2004 roku więc powinna być dostępna również w bibliotekach (w ten sposób ja ją zdobyłam ;-)).

Zaprzyjaźnione blogi